Gwoli prawdy trzeba powiedzieć, że prócz szkalowania wrogów, Wójtowicz usiłuje aktywnie likwidować niektóre wysypiska. Aktywnie, lecz nieudolnie. Przykład sztandarowy to składowisko brzezińskie. Mimo gorących zapewnień z początku kadencji, że nigdy, nigdy nie dopuści do pojawienia się składowisk odpadów — zwłaszcza tych niebezpiecznych. Jak na razie to czcze przechwałki. Co chwilę słyszymy, że mamy do czynienia z kolejnym składowiskiem niebezpiecznych śmieci.
I tak z początkiem ub. roku mieszkańcy odkryli skład odpadów niebezpiecznych w hali przy ul. Miarki na Rymerze. Mimo obietnic rychłego załatwienia sprawy, do dziś odpady zalegają w hali, a sprawca w zasadzie nie jest osiągalny dla miasta. To podobno powód, że nie da się rozpocząć likwidacji składowiska nawet w procedurze działania zastępczego prowadzonego przez miasto.
Jeszcze w 2020 roku, także mieszkańcy, złapali na gorącym uczynku jednego z wykonawców prowadzonej rewitalizacji Parku Zamkowego, który zakopywał na jego terenie odpady gromadzone podczas robót. Jak widać, zawiodła urzędnicza kontrola nad prowadzonymi robotami, którą za nich wykonali okoliczni mieszkańcy. Tu na szczęście sprawa była w miarę prosta, bo mieszkańcy dostarczyli dowody na niedozwolony proceder, a nad sprawnym załatwieniem tematu czuwał WIOŚ.
Nie dalej jak w minioną sobotę urzędnicy znowu zostali zaalarmowani przez mysłowiczan o kolejnym wysypisku. Tym razem alarm podnieśli mieszkańcy Janowa, gdzie na działce przyległej do janowskiego parku, jak twierdzą - deweloper „wyrównując” teren, zakopał pod nawiezioną ziemią różne odpady, w tym budowlane. Nawieziona ziemia i wystające spod niej odpady budowlane, nie tylko podwyższyły teren do rozmiarów sporej skarpy, ale ziemia zasypała rosnące pinie drzew do wysokości niemal 2 metrów. Wzburzenie mieszkańców jest tym większe, że zasypana działka razem z przyległym parkiem ma służyć mieszkańcom za teren rekreacyjny.
By tak się stało, mieszkańcy musieli najpierw wygrać konkurs w ramach MBO na budowę janowskiego parku, a potem dopilnować odpowiednich zapisów w uchwalanym studium dla tej dzielnicy. Osiągnęli to w walce z Wójtowiczem, który zamierzał działkę sprzedać deweloperowi pod budownictwo wielorodzinne. Wygrany bój, jak widać, jeszcze się nie zakończył, bo jak usłyszeliśmy w wydziale ochrony środowiska, sytuacja jest pod kontrolą, ale urzędnicy na razie analizują zebrane informacje.
Przykład nieudolności likwidacji składowiska przy ul. Miarki każe myśleć, że na oczyszczenie działki w Janowie trzeba będzie poczekać co najmniej rok.
Czwarty przykład — również związany z odpadami — to pomysł katowickiej spółki na budowę zakładu na terenie dawnego Kombudu, który miałby przerabiać odpady niebezpieczne na paliwo. Upublicznienie przez nas informacji o pomyśle katowickiej spółki doprowadziło Wójtowicza do wściekłości. W wyprodukowanym na tę okoliczność facebookowym materiale przypisał nam sprzyjanie takim kontrowersyjnym przedsięwzięciom. Zapomniał chyba przeczytać — parę dni wcześniej — na portalu gazety Co Tydzień o naszych wątpliwościach związanych ze słabą kondycją ekonomiczną katowickiej spółki.
Na szczęście już wiemy, że miasto pilnie zajęło się tematem i że przedsiębiorca został zobowiązany do złożenia kilkudziesięciu poprawek i uzupełnień. Mamy też powtórkę z deklaracji Wójtowicza, że Mysłowice to nie składowisko odpadów i że on nigdy nie dopuści do takiej działalności. Już od dawna wiemy, że u Wójtowicza deklaracje, deklaracjami, a porządku w mieście musimy przypilnować sobie sami.
Zatem jeśli chcemy skutecznie ugasić ogniska co rusz nowo powstających legalnych czy nielegalnych składowisk odpadów niebezpiecznych, musimy zatrudnić prawdziwego strażaka, a nie gościa, który miast gasić, trąbi na prawo i na lewo niestworzone historyjki o swoich domniemanych wrogach.
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Dziwnie jest pojmowana tzw.ekologia w tym miescie. Pojawiaja się tabliczki jeżowe, budki wiewiórkowe, niedawno na topie były łaki kwietne, (po ktorych nie ma juz sladu), ale jeśli barbarzyńsko, rzekomo pod potrzeby ścieżek rowerowych, tworzonych chyba bez jakiegos startegicznego planu, wycina się stare, zdrowe rozłożyste drzewa na Mickiewicza i Szpitalnej, to chyba o zdrowym mieście nie ma się pojęcia. Stawia się "zdrowe płuca", wskazujace na zanieczyszczenia powietrza w Mysłowicach, a te zdrowe ,- naturalne, wyłapujące Co2, dajace ukojenie w skawarne dni,- bestialsko się wycina. Po tej kadencji zostana rozsypujące sie za parę lat , byle jak wykonane , inwestycje i rzeź drzew, których nie zastąpią te substytuty z marketów ogrodniczych
Dziwnie jest pojmowana tzw.ekologia w tym miescie. Pojawiaja się tabliczki jeżowe, budki wiewiórkowe, niedawno na topie były łaki kwietne, (po ktorych nie ma juz sladu), ale jeśli barbarzyńsko, rzekomo pod potrzeby ścieżek rowerowych, tworzonych chyba bez jakiegos startegicznego planu, wycina się stare, zdrowe rozłożyste drzewa na Mickiewicza i Szpitalnej, to chyba o zdrowym mieście nie ma się pojęcia. Stawia się "zdrowe płuca", wskazujace na zanieczyszczenia powietrza w Mysłowicach, a te zdrowe ,- naturalne, wyłapujące Co2, dajace ukojenie w skawarne dni,- bestialsko się wycina. Po tej kadencji zostana rozsypujące sie za parę lat , byle jak wykonane , inwestycje i rzeź drzew, których nie zastąpią te substytuty z marketów ogrodniczych