Kłamstwo ma krótkie nogi. To powiedzenie znamy od wieków. Czy zawsze się sprawdza? Tak. Tylko nie zawsze konsekwencje kłamstwa są dla jego autora na tyle dotkliwe, by się przekonał, że taki sposób na życie się nie opłaca. Odmianą kłamstwa zaś jest manipulacja. Myślę, że dziś nagminnie nadużywana. To wręcz plaga, która stała się podstawowym narzędziem „pracy” polityków. Zarówno tych z pierwszych stron gazet, jak i tych lokalnych. A jej dokuczliwe skutki są niestety dla społeczeństwa groźne.
Mysłowiczanie mają to nieszczęście, że od kilku lat coraz częściej i coraz bardziej namacalnie mają do czynienia z manipulacjami uprawianymi przez naszą lokalną władzę. Piszę manipulacjami, bo nie chcę używać określenia „kłamstwo”. Wystarczy, że Wójtowicz nagminnie ostatnio używa tego określenia. O kłamstwo oskarża opozycję i tych wszystkich, którzy publicznie pokazują przykłady jego mijania się z prawdą i zwyczajnego szkodzenia miastu. No, może mu się wydaje, że jego lajfy w postaci kategorycznych oświadczeń i robienia z siebie ofiary, zmienią kłamstwo w prawdę. Na szczęście bezskutecznie. Jest pewnie przekonany, że musi to robić, by podtrzymać wiarę w niego zwolenników, którzy jeszcze stoją za nim murem. Choć pewnie zdaje sobie sprawę, że zwolenników mu ubywa. No, ale cóż. Jego mijanie się z prawdą coraz szybciej i ostrzej trafia do publicznej wiadomości. Przypomnę tylko kilka ostatnich.
Pamiętacie sprawę skreślenia przez prezydenta inwestycji budowy hali sportowej dla szkoły specjalnej i głośne wystąpienie rodziców dzieci niepełnosprawnych podczas sesji, by przywrócić tę inwestycję? Powtarzane przez Wójtowicza wówczas kłamstwo, że inwestycji nie skreślił i hala powstanie, a potem, że to on zadbał o jej budowę trwało niemal rok. By ostatecznie zmanipulować opinię publiczną, na jej otwarcie zaprosił nawet byłego premiera Morawieckiego i zrobił z tego wielkie show.
A sprawę rekompensat naliczanych przedsiębiorstwom przez MPWiK w euro za spóźnienia w opłacie rachunków za wodę i ścieki pamiętacie? Tuż po upublicznieniu sprawy i wystąpieniu przedsiębiorców podczas sesji, wygłosił na swoim Fb głośne oświadczenie, że nie miał pojęcia o takich praktykach podległego mu prezesa spółki i ich nie podziela. Prezes MPWiK zaś informował przedsiębiorców, że ma na to zgodę. Mało tego, do dziś rekompensaty znowu są naliczane. Podobnie było z ruiną na ul. Bończyka.
Te przykładowe Wójtowiczowe praktyki nie były jednak tak ważne i rujnujące nasze miasto, jak sprawa likwidacji szpitala. Wójtowicz znowu, starym zwyczajem, we wtorek wygłosił do swoich zwolenników kategoryczne oświadczenie, że likwidacja szpitala to kłamstwo jego przeciwników politycznych. Niestety, mimo iż obiecał im wyjaśnienia publikowanych w przestrzeni faktów z podejmowanych przez niego zamiarów, udowadniających działania prowadzące do ostatecznej likwidację mysłowickiego szpitala, niczego nie wyjaśniał i nie podważał podawanych faktów. Bo czyż pomysły powolnego przekazywania poszczególnych oddziałów w obce ręce, to nie likwidacja, choć powolna?
Takie oświadczenie to typowe dla prezydenta Wójtowiczowa, kiedy mysłowiczanie tracą cierpliwość do jego poczynań i organizują publiczny protest w danej sprawie. Kiedy są zdeterminowani i manifestują, że nie ustąpią.
Spytacie, po co Wójtowicz robi takie szopki? Według mnie wtedy nie ma wyjścia. Kiedy bowiem życie weryfikuje jego irracjonalne pomysły, a mieszkańcy „złapią” go za przysłowiową rękę, to w swej reakcji korzysta z klasyki filmu polskiego. Tam np. w takich „Młodych wilkach” koleś poucza kolesia: „a jak cię złapią na kradzieży za rękę, to mów, że to nie twoja ręka”. Idzie więc prezydent Wójtowicz w zaparte i zaprzecza np., że nie ma zamiaru likwidować Szpitala nr 2. Teraz się z tego wycofuje. Co go do tego zmobilizowało? Bo… pod magistratem mogą stanąć przysłowiowe taczki.
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze