W ubiegłych latach bociany przylatywały do swojego gniazda na Morgach dopiero w maju. W tym roku jeden z nich zagościł tu na chwilę już w marcu. Przez dwa dni krążył nad posesją przy ul. Wybickiego, jakby sprawdzał, czy może zaprosić w to miejsce swoją partnerkę. Mieszkańcy z niecierpliwością czekają na ich powrót.
Gniazdo na posesji Adama Spyry przy ul. Wybickiego stoi od około sześciu lat.

– Zawsze jakiś bocian przysiadał w nim na chwilę lub na dłużej. To była sensacja, gdy dzieci idące tą ulicą do szkoły przystawały, by zobaczyć bociany. Nadaliśmy im imiona – Klekuś i Klekotka. W tym roku bocian pojawił się w marcu tylko na chwilę, na godzinę czy półtorej, po czym odleciał. Może sprawdzał, czy gniazdo nadaje się, by sprowadzić tu drugą połówkę? Mam jednak nadzieję, że jeszcze wróci – dodaje.
Pan Adam poważnie myśli o przyszłości ptasich lokatorów.
– Modrzew, na którym znajduje się gniazdo, jest stary i zaczyna murszeć. Obawiam się, że któregoś dnia może runąć. Planuję przygotować nowy słup i przenieść na niego gniazdo – zdradza swoje plany właściciel posesji.
Choć w tym roku bociany jeszcze nie zadomowiły się na stałe, pan Adam pozostaje optymistą. Przypomina, że w poprzednich latach ptaki przylatywały dopiero w maju, więc nadzieja wciąż jest żywa. Pasja pana Adama do bocianów jest ogromna – w poszukiwaniu wiedzy o ich zwyczajach kontaktował się nawet z dr. Grzegorzem Kruszewiczem, dyrektorem warszawskiego ZOO. Całą korespondencję zachowuje z myślą o swoich wnukach.
A mieszkańcy Morgów wciąż wypatrują swoich skrzydlatych gości.
(SA)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze