Mysłowice trafiły ostatnio do ciekawej kategorii: miasta, które na papierze są drogie. Według zestawienia przywołanego przez Radio Katowice za metr mieszkania w Mysłowicach trzeba zapłacić średnio około 9300 zł. Więcej za betonowe złoto oferowano jedynie w Katowicach, wyprzedziliśmy m.in. Bielsko-Biała i Chorzów, a Sosnowiec.
Gdy słyszymy o najdroższych do mieszkania miastach na Śląsku, odruchowo rozglądamy się za luksusem. Tylko gdzie on jest w przypadku Mysłowic? W korkach? W zrujnowanym Rynku? W szpitalnej niepewności? W średniej ofercie kulturalnej? W dziurawych chodnikach? W nielicznych miejscach rozrywki i rekreacji?
Tajemnica polega na tym, że Mysłowice... niekoniecznie są aż tak drogie, jak przekonują redaktorzy Radia Katowice. To co znajdziemy w ogłoszeniach, w folderach i w marzeniach sprzedających, niekoniecznie przekłada się na ostateczną cenę, a raczej pokazuje temperaturę rynku ofertowego niż fakty o tym, ile kosztuje mieszkanie w Mysłowicach.
Inne dane spuszczają trochę powietrza z nieruchomościowego balona. Adresowo.pl dla I kwartału 2026 roku wskazywało w Mysłowicach średnią 6954 zł za metr i medianę 6829 zł. SonarHome.pl dla konkretnych adresów przy mysłowickim Rynku określa przedział cen na 5356–5729 zł za metr. Przy ul. Stawowej znajdziemy mieszkania po 4900–6100 zł za metr. To oczywiście nie jest „za darmo”, ale to zdecydowanie inna wartość niż metropolitalne 10 tysięcy.
Nasze południowe dzielnice to nieco osobna historia. Portale z ogłoszeniami pokazują, że domy w Mysłowicach oscylują średnio po około 6600–6700 zł za metr, ale ta cena jest zdradliwa, podobnie jak w przypadku mieszkań. W jednym koszyku lądują domy do remontu, segmenty, bliźniaki, duże wille i nieruchomości z działkami. Morizon dla Morgów określa średnią na około 5642 zł za metr, Domiporta potrafi oferować dom w Krasowach za ponad 15 tys. zł za metr, a w Dziećkowicach pojawiają się oferty wielokrotnie tańsze.
Mysłowice sprzedają nieruchomości głównie przez położenie. W zasięgu ręki mamy Katowice, Sosnowiec, Jaworzno, Tychy, szybko dostaniemy się też do Krakowa i Wrocławia. Kupujący wybierają więc bazę wypadową, bo blisko mają do pracy, na uczelnię, do urzędów, skorzystają z bogatej oferty usług kulturalnych i znanych ośrodków medycznych.
Nasze miasto wygrywa pośrednio na cudzej drożyźnie, bo gdy Katowice wystrzeliły z cenami, część kupujących zaczyna patrzeć na miasta obok. Zatem Mysłowice zyskują niekoniecznie dlatego, że nagle stały się miejskim ideałem, tylko że są do „przełknięcia”. W porównaniu z Katowicami ceny mogą wydawać się rozsądne, choć jakość usług publicznych kuleje.
Co ważne ceny ofertowe lubią udawać ceny rzeczywiste. Sprzedający może wystawić mieszkanie za 10 tysięcy za metr, ale dopiero akt notarialny pokazuje, ile rynek zaakceptował.
Bywa, że nowe inwestycje podbijają ceny. Jeśli w Mysłowicach pojawia się ograniczona liczba nowych lokali, często mniejszych, łatwiejszych do sprzedania i mocno promowanych, średnia cena ofertowa idzie w górę.
Władze samorządowej lubią się chwalić wysokimi cenami, bo można powiedzieć, że rynek nas docenia, a ludzie chcą tu mieszkać, więc deweloperzy budują, a Mysłowice są atrakcyjne. Jednak nowi ambitni mieszkańcy wymagają sprawnego transportu, dobrych dróg, czy nowoczesnego szpitala, o którego przyszłości rozmawia się z mieszkańcami, zanim podpisze się list intencyjny. Chcą zieleni, która nie jest tylko tłem i miasta, które żyje, bo jest tu gdzie wyjść wieczorem.
Mysłowice mają dziś premię za lokalizację, bo ceny za metr kwadratowy często wynikają nie z atrakcyjności gminy, ale z mapy. Jeśli miasto nie zamieni tej premii w jakość życia, zostanie nam dość osobliwy układ: ceny z metropolii, standard z prowizorki i mieszkańcy, którzy będą płacić nie za lusus życia w Mysłowicach, ale za możliwość uciekania z nich.
A wtedy 9300 zł za metr nie będzie dowodem atrakcyjności miasta, a raczej ceną nadziei, że kiedyś wreszcie zacznie ono być warte ceny z własnych ogłoszeń. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.
Marcin Stroński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Katowice stają się niekonkurencyjne nie tylko przez ceny, ale też ścisk i hałas. Każdy teren zielony w Katowicach to teraz baza pod koncert, kilka "kameralnych osiedli wśród zieleni" i budę z muzyką w każdy ciepły weekend, do tego korki. Z Mysłowic znacznie łatwiej dojechać tam niż z niektórych dzielnic Katowic, przeciskając się przez miasto. Część Mysłowic, która robi za bazę wypadową, jest za to komfortowo nudna i nie tak zatłoczona. I to jest coś, na czym można budować konkurencyjność, gdyby tylko drogi nie przypominały księżycowych...
Katowice stają się niekonkurencyjne nie tylko przez ceny, ale też ścisk i hałas. Każdy teren zielony w Katowicach to teraz baza pod koncert, kilka "kameralnych osiedli wśród zieleni" i budę z muzyką w każdy ciepły weekend, do tego korki. Z Mysłowic znacznie łatwiej dojechać tam niż z niektórych dzielnic Katowic, przeciskając się przez miasto. Część Mysłowic, która robi za bazę wypadową, jest za to komfortowo nudna i nie tak zatłoczona. I to jest coś, na czym można budować konkurencyjność, gdyby tylko drogi nie przypominały księżycowych...