Miasto choć biedne, piękniej by wyglądało, gdyby prezentowało się schludnie – chciałoby się powiedzieć. Niestety wiele miejsc Mysłowic, także tych uznawanych za reprezentacyjne, bywa zwyczajnie zaniedbanych. Wypadałoby się zapytać – Dlaczego?
Zarośnięta Górka
Gdy powstawał pierwszy Mysłowicki Budżet Obywatelski – wśród którego wnioskodawców się znalazłem – mieszkańcy mieli wielkie nadzieje. Dwa lata czekaliśmy na realizację projektu na Promenadzie i Górce Słupeckiej i w końcu się dokonało, choć nie w pełni. Brakuje przecież wciąż wieży widokowej i możliwości swobodnego przejście z Górki Słupeckiej do Promenady. Zagospodarowana Górka Słupecka okazała się fajnym miejscem, chętnie odwiedzanym przez mieszkańców Brzęczkowic, ale i całych Mysłowic.
Niestety z rozpoczęciem wiosny Górka totalnie zarosła chaszczami, które nie pozwalają rozłożyć koca, leżaka, poodbijać piłki, czy w ogóle przejść. W zaroślach czają się kleszcze, a nawet zdarza się, że i dziki. Jedną z ulubionych przez mysłowiczan lokalizacji władze miasta całkowicie pozostawiły na pastwę losu. Jak za carskich czasów trawę strzyże się tylko wtedy, gdy jaśnie panująca władza ma tam przybyć, by celebrować swoją wielkoduszność przy świetle fleszy i internetowego fejmu. Czeka więc Górka Słupecka na swoich wielkorządców, by nadeszło skoszenie metrowych traw.
Smutno wszędzie, głucho wszędzie
A jak wyglądają inne punkty miasta? Co i rusz słychać o tragicznie wyglądającym, brudnym Rynku, wołającym o pomstę do nieba placu Mieroszewskich, pobazgranych od lat kibicowskimi graffiti lub wulgaryzmami kamienicach, samosiejkach udających kwietne łąki. Ta okropna brzydota psuje wizerunek grodu Mysława wśród mieszkańców oraz tych, co do nas wpadają od czasu do czasu.
Czy tak wiele wysiłku wymaga od samorządowców dbanie o estetykę Mysłowic? To co powinno uchodzić za standard, u nas przekracza możliwości zarządzających magistratem. Tak niewiele, a tyle by zmieniło. Zamiast pięknych terenów, mamy lokalizacje, gdzie diabeł mówi „dobranoc”.
Jest nadzieja?
Całą wiarę w zmianę trzeba pokładać w zbliżających się szybkimi krokami wyborach samorządowych. Być może radni i szefowie urzędu miasta ockną się i zaczną bardziej dbać o wygląd miasta. Dla samej Górki nadzieją mogą być niedzielne śniadania, gdzie prezydent i jego fotogeniczny zastępca z chęcią będą się ogrzewać w blasku fleszy i słonecznych promieni. Nie mogą więc ich otaczać pokraczne chaszczory.
Co zatem mogą zrobić mieszkańcy? Czy jedyną opcją, by zadbano o ich bliskie tereny okaże się organizacja jakiegoś wydarzenia, gdzie władze Mysłowic, w okolicznościach przyrody i przy kręceniu cukrowej waty strzelą sobie kilka fotek? Być może warto się poświęcić i zaprosić naszych włodarzy jak najszybciej na Górkę Słupecką, do Rynku, na plac Mieroszewskich, na kwietne łąki, pod pobazgrane kamienice, na miejskie place zabaw, w okolice szkół.
Pozostaje liczyć, że przejęci pobliskim widokiem zarządzający Mysłowicami w końcu coś zrobią, byle na zdjęciach wyglądało dobrze. Szkoda tylko, że nikt od początku nie słucha mieszkańców… A może samorządowcy pochylą się nad słowami skromnego autora tegoż felietonu? Słuchanie ludzi bardzo ułatwia zarządzanie miastem. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.
Marcin Stroński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Panie Marcinie, wedle naszych włodarzy słuchanie ludzi jest oznaka słabości i braku pomysłu....oni wiedzą lepiej....
Panie Marcinie, wedle naszych włodarzy słuchanie ludzi jest oznaka słabości i braku pomysłu....oni wiedzą lepiej....