Pewnie niektórzy z was – ci dorastający jeszcze w poprzednim stuleciu - doskonale pamiętają amerykańskie show dla najmłodszych „Ulicę Sezamkową”. W historyjkach pojawiał się niebieski osobnik o wyłupiastych oczach określany jako Ciasteczkowy Potwór. Jestem przekonany, że ten zadziorny głodomór o wiele chętniej przechadzałby mysłowicką Grunwaldzką, niż bajkową Sezamkową.
Bo warto marzyć
Choć ukończyła stosunki międzynarodowe i chciała pracować w brukselskich biurach, by spełniać się jako wysokiej klasy urzędniczka, to okoliczności życiowe przesądziły, że pozostała w Mysłowicach. Sylwia miała pasję do pieczenia słodkości. Czy wierzyła w siebie? Chyba w tamtym czasie nie aż tak mocno jak mąż Adrian, który namówił ją do wzięcia udziału w nowym programie kulinarnym dla cukierników amatorów „Bake off – Ale ciacho” emitowanym jesienią 2016 roku. Jej desery tak zachwyciły jury, Krzysztofa Ilnickiego i Małgorzatę Molską tak bardzo, że mysłowiczanka dotarła aż do półfinału.
I tak prawie dekadę temu Sylwia Grodzka-Haba postawiła pierwszy krok i wyruszyła w marsz po spełnione marzenia. Kolejne szczeble – pokorna nauka cukierniczego fachu, staże u uznanych cukierników, rezygnacja z etatowej pracy, otwarcie własnej kawiarni z Mysłowicach, a później w Katowicach – to przecież decyzje obarczone ryzykiem, bo burzyły bezpieczną stabilność, zmieniały dotychczasowe życie całej rodziny, wymagały ciężkiej pracy kosztem życia prywatnego i wcale nie gwarantowały sukcesu. Wystarczy przypomnieć sobie ile restauracji i kawiarni nie dało rady covidowemu kryzysowi. Może Ciasteczkowy Potwór czuwał i pokazywał, gdzie zjeść najbardziej fantazyjne maszkiety?
Z Mysłowic do cukierniczej elity
To cała pasja i zaangażowanie pomogły przejść Sylwii z pozycji zdolnej amatorki piekącej torty dla rodziny i znajomych w miejsce uznanej profesjonalistki, która szkoli młodych adeptów cukiernictwa.
Pracę Sylwii docenili autorzy prestiżowego „So Good Magazine”, pisma skierowanego do profesjonalistów ze świata deserów, słodkich i słonych ciast, lodów i czekolady. W słynnym półroczniku zaprezentowano sylwetkę mysłowiczanki oraz jej autorski przepis na ciasto żołędziowe z musem karmelowym i pralinką z orzechów laskowych
Przykład Pani Foremki – bo pod takim mianem często występuje - udowadnia, że nawet ludzie z naszych nieco szarych, smutnych i odrapanych Mysłowic, mogą trafić do światowej klasy cukierników.
Pomocna dłoń
Po występie w telewizyjnym turnieju cukierników, miasto zaproponowało Sylwii ustami ówczesnego dyrektora Mysłowickiego Ośrodka Kultury Artura Madalińskiego, prowadzenie kawiarni w zasobach miasta, obok siedziby MOK przy ulicy Grunwaldzkiej. Dobrze, że udało się Panią Foremkę zatrzymać u nas, a nie wypuścić ją jak wielu innych wartościowych ludzi gdzieś poza Mysłowice. Niewiele u nas tak wartościowych miejsc, które ściągają mieszkańców i przyjezdnych.
Inspiracja
Pewnie warto i dziś poszukiwać w Mysłowicach talentów, ludzi mogących pokazać na zewnątrz, że jesteśmy fajnym miastem świetnych ludzi. Może wówczas inni mieszkańcy uwierzą w siebie, że można, że się da.
Sukces Sylwii to skarbnica inspiracji dla wszystkich mieszkańców. Pomimo trudności życiowych, dzięki pasji, talentowi, okupionej wyrzeczeniami osobistymi, ciężką pracy, można osiągnąć światowy sukces.
Wierzę, że mamy w Mysłowicach jeszcze wielu takich mieszkańców jak Sylwia, którzy wizerunek Mysłowic przeniosą na wyższy level. Chodzi o to, abyśmy nie byli miastem, gdzie często bardziej się odpycha ludzi, niż ich przyciąga.
Pewnie warto, aby Mysłowice mając w swoim gronie jedną z najlepszych cukierniczek na świecie, trochę zadbały o ulicę Grunwaldzką, by bardziej przypominała ona ulicę Sezamkową niż ulicę Wiązów, by przechadzki tam nie przestraszył się jej Ciasteczkowy Potwór. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.
Marcin Stroński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze