Kiedy w stolicy trwa ożywiona dyskusja o etyce uśmiercania dzików w przestrzeni publicznej, z Mysłowic płynie zupełnie inny sygnał. Uratowanie jednego warchlaka stało się symbolem tego, że „można inaczej”. Post Roberta Maślaka wywołał lawinę komentarzy, w których internauci nie szczędzą gorzkich słów pod adresem warszawskich urzędników i chwalą postawę Straży Miejskiej Mysłowice.
Wszystko zaczęło się od interwencji mysłowickiej straży miejskiej. Funkcjonariusze nie przeszli obojętnie obok błąkającego się, bezbronnego warchlaka. Zdjęcie strażnika trzymającego malca na rękach udostępnił w mediach społecznościowych Robert Maślak – znany obrońca praw zwierząt, zoolog z Uniwersytetu Wrocławskiego i członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody.

„Małe zwierzę, ale duży problem ze względu na fatalne przepisy i brak dobrej woli” – podsumował krótko Robert Maślak, punktując systemowe trudności, z jakimi mierzą się osoby chcące ratować dziką zwierzynę.
Reklama
Pod postem, który zebrał wiele polubień, zawrzało. Komentujący zestawili postawę mysłowickich służb z głośną sytuacją z Warszawy, gdzie Lasy Miejskie regularnie dokonują odłowu i uśmiercania dzików, tłumacząc to względami bezpieczeństwa.
W komentarzach czytamy:
„Rafał Trzaskowski – można inaczej? Można!”,
„W Warszawie takie maluchy zabijają Lasy Miejskie. Serdeczne podziękowania dla Ludzi przez duże L”,
„Jacy ludzie są różni, niektórzy ratują, a niektórzy mordują, bo im wchodzą w kwiatki”,
„Warszawa, bierz przykład!”.
Historia z Mysłowic pokazuje, że, kluczowy okazuje się „czynnik ludzki”. Podczas gdy w stolicy dziki są często traktowane jako zagrożenie podlegające eliminacji, w Mysłowicach wykazano się dobrą wolą, która uratowała życie bezbronnego stworzenia.
Mieszkańcy Warszawy, rozczarowani postawą swoich służb, przywołują też własne, bolesne doświadczenia. Jedna z internautek opisała bezskuteczną próbę ratowania psa przy trasie szybkiego ruchu, gdzie strażnicy miejscy mieli wykazać się całkowitym brakiem empatii i profesjonalizmu. Na tym tle mysłowiccy funkcjonariusze wyrastają na wzór do naśladowania w kwestii relacji człowiek–przyroda.
Dzik w mieście przestał być egzotyką, a stał się elementem naszej codzienności. Jednak to, jak reagujemy na jego obecność – czy wyciągamy rękę z pomocą, czy naciskamy spust – definiuje nasze społeczeństwo. Mysłowice udowodniły, że nawet w gąszczu „fatalnych przepisów” jest miejsce na odruch serca.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze