Reklama

Szczigonie. Poczet postaci, duchów i demonów występujących w podaniach i legendach

01/11/2025 09:40

Utrapienia, które prześladowały dawnych mieszkańców naszej okolicy były liczne, niesamowite, czy wręcz przedziwne. W szeregu istot nie z tej ziemi, jak byśmy mogli powiedzieć, stały m.in. szczigonie lub ich żeńskie odpowiedniki - szczigi.

Dziś to już nikt w nie nie wierzy, ale jak wspominają najstarsi, dawniej te demony były prawdziwym utrapieniem mieszkańców. Bano się ich jak ognia, wszak były bardzo niebezpieczne. Dopiero, jak wspominają najstarsi, gdy wprowadzono masowe bierzmowanie ludzi, wiele demonów zniknęło, bojąc się mocy Ducha Świętego, który obejmował w posiadanie bierzmowańców.

Czym zatem szczigoń był? To demon, który miał wiele cech wampirów. Przede wszystkim żywił się ludzką krwią. Pojawiał się u ludzi nocą i nakłuwał skórę w pobliżu żył, a następnie spijał ludzką krew. Przy czym nie musiał być tak zachłanny jak wampir. Bo często pił krwi tylko trochę, ale to i tak osłabiało jego ofiarę. W kilku przypadkach jednak wypijał całą krew, co prowadziło do śmierci ofiary.

Reklama

Skąd się te istoty brały? Jest kilka podań ludowych, skąd takie stwory powstawały. W naszej okolicy uważano, że w szczigonia przeobraża się dziecko, które zmarło już po chrzcie, ale podczas chrztu otrzymało tylko jedno imię. Zatem uważano, że jeden święty patron to za mało, by ochronić człowieka przed złem. Dlatego praktykowano dwoje imion nadawanych na chrzcie, a trzecie podczas bierzmowania. Dopiero taka opieka świętych patronów zabezpieczała i chroniła przed szczigoniami. Ale oprócz tego, uważano, że gdy umrze człowiek o demonicznych właściwościach, chociażby opętany przez jakieś demony, przemienia się w szczigonia. Taki człowiek ma dwie dusze. Jedna odchodzi do Wieczności, jak u każdego człowieka, ale ta druga zostaje w ciele. Dlatego taki człowiek opuszcza swój grób i przemieszcza się po okolicy w poszukiwaniu pożywienia. Jak już wiemy, była nim ludzka krew. Dlatego ludzie bali się panicznie tych demonów. Chociaż spotykamy relacje, że te demony wyjadały ludziom żywność, na przykład pieczone mięso i robiły wiele hałasu.

Po czym takiego szczigonia się poznawało? Miał kształt człowieka. Ale często zamiast twarzy widniała tylko czaszka lub jego twarz miała zniekształcenia związane z rozkładem ciała. Ale nie tylko. Szczigoń często miał poszarpane włosy i ubranie, które w dawnych czasach było zwykłą długą koszulą tzw. śmiertelnicą, miał skrwawione, pogryzione wargi, pogryzione do mięsa paznokcie. Skąd taki obraz? Czasem przez pomyłkę pochowano człowieka w śmierci klinicznej, który w trumnie ożywał. Wtedy w panice krzyczał, gryzł wargi, próbował rękami wygrzebać się z grobu. Gdy słyszano wrzaski spod ziemi, czasem ludzie mieli odwagę wykopać grób i wtedy ich oczom ukazywał się opisany wcześniej widok. Czy to takie nierealne? W Mysłowicach taka sytuacja zdarzyła się pod koniec lat 40., kiedy żona miejscowego lekarza zaczadziła się w nocy podczas snu. Lekarz stwierdził zgon żony i odbył się pogrzeb. Pochowano ją w rodzinnym grobowcu. Coś jednak nie dawało spokoju lekarzowi. I przy najbliższej okazji poprosił, by otwarto trumnę żony. I wtedy ujrzano widok zgodny z opisem szczigi. Mamy jednak naukowe wytłumaczenie zjawiska. Kobieta była w ciąży i prawdopodobnie dziecko przefiltrowało zepsutą krew matki i ta w grobie ożyła.

Reklama

Jak się zatem pozbyć tego demona? Najlepiej po zmroku w ogóle nie wymieniać jego nazwy. Bo gdy ktoś wypowiedział słowo szczigoń lub szcziga, przywoływał takiego stwora. Ale często on przychodził bez zawołania. I co wtedy? Często warto było w czasie ataku szczigonia zabić w dzwony kościelne. To skutecznie odpędzało stwora. Były też praktyki dużo gorsze. Wykopywano osobę podejrzaną o to, że jest szczigoniem albo szczigą, odcinano jej głowę, ciało obracano plecami do góry, a głowę, w której ustach umieszczano kamień, kładziono między nogi. Następnie organizowano drugi, uroczysty pogrzeb. Makabryczne, prawda? Ale na Górnym Śląsku spotykamy czasami właśnie takie groby. Wierzono także, że należy zabrać z grobu koszulę śmiertelnicę, bo ona ochroni przed szczigoniem. Wreszcie, żeby uwolnić zmarłego od klątwy, można było się na chwilę położyć w jego trumnie. Najlepiej o północy, gdy szczigoń opuści swoją siedzibę.

Tak, czy siak, metody na pozbycie się szczoigonia są okropne. Ale do jakiej rozpaczy musieli być doprowadzeni dawni ludzie, że imali się takich metod? A przecież wystarczy w prosty sposób zaradzić tej pladze. Należy dziecku nadać w czasie chrztu dwoje imion. I już się ma pewność, że nigdy z niego nie powstanie szcziga lub szczigoń. Dlatego Ślązacy powszechnie praktykują ten zwyczaj. Warto też, żeby osoby, które do nas przyjechały z innych regionów wiedziały, dlaczego mamy taki zwyczaj. Wszak nasi przodkowie już kiedyś musieli stoczyć wojnę z demonami zwanymi szczigoniami. I ją wygrali. Po co powtarzać historię?

Reklama

Tomasz Wrona

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/11/2025 09:40
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości