Reklama

Słuchając drugiego

28/05/2023 12:00

Można mocno wytężyć uszy a nie słyszeć, można wytrzeszczyć oczy, a nie zobaczyć, można dotykać, a nie poczuć. Tak niestety często wyglądają rozmowy w samorządzie. Każdy jednostronnie wygłasza własne opinie, nie zwracając uwagi na zdanie innych osób. I tak pozostajemy w marazmie i konflikcie jednocześnie. 

Echo

Mocne tezy, twarde stanowiska, jednoznaczne opinie. O opłatach, o śmieciach, o wodociągach, o rynku, o drogach, o bezpieczeństwie, o szkołach. I tak wygłaszają swoje zdania z jednej strony prezydent i władze magistratu, z drugiej radni. Lecz niewiele dobrego wynika z tego dla mieszkańców Mysłowic, bo sprawy nie posuwają się do przodu, w dobrym kierunku. 

Każda ze stron ma przychylne sobie media i stronników, którzy bronią ich zdania. Cóż jednak z tego, skoro większość mieszkańców pozostaje bierna i nie uczestniczy gremialnie w życiu miasta. Widać to choćby na słabych wynikach konsultacji społecznych, dość niewielkim zainteresowaniu w głosowaniu w kolejnych edycjach budżetu obywatelskiego, czy w mizernej frekwencji wyborczej do rad dzielnicowych. 

Reklama

Potrzeba dialogu

Rozwiązanie najważniejszych bolączek mieszkańców wymaga dialogu pomiędzy władzami miasta, czyli prezydentem i radnymi. W końcu oni wszyscy reprezentują mieszkańców Mysłowic. Żadnego skutku nie da wygłaszanie do siebie monologów, bo trzeba wzajemnie się słuchać i szukać wspólnych rozwiązań problemów trawiących Mysłowice od lat. 

Niestety to, że wielu zarządzających miastem chce uchodzić za najmądrzejszych, morduje słuszne pomysły. Niektóre działania, szczególnie personalne roszady, są wykonywane złośliwie i jedyne czemu służą to kopanie pomiędzy samorządowcami coraz głębszych rowów. 

Reklama

Taki pewnie będzie efekt odwołania kilku szefów komisji w Radzie Miasta, zaś w odwecie wyrzucenie opozycyjnej części radnych z Komisji Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Najważniejsze kto komu bardziej dogryzie. A gdzie mieszkańcy i merytoryczne rozwiązywanie problemów miasta? Niestety na ostatnim miejscu. 

Podobny efekt robienia po złości i siłowego udowadniania swoich racji, ma spowalnianie pewnych inwestycji w „opozycyjnych” dzielnicach, czy tych za którymi stoi mniej przychylny radny. I tak zamiast załatwiać sprawy dla mieszkańców, Mysłowice grzęzną w sporach rodem z piaskownicy, gdzie każdy chce udowodnić swoją moc. Cóż z tego, skoro głównym atrybutem tej siły okazuje się wstrzymywanie czegoś. 

Reklama

Jak z tego wyjść?

Jak wyjść z takiego niefachowego sposobu działania? Może Mysłowice potrzebują jakiegoś moderatora, rozjemcy, kogoś kto popatrzy z góry na sprawy do rozwiązania i siłą swojego autorytetu przymusi strony do rozsądnego, a nie propagandowego porozumienia się. W podzielonym politycznie społeczeństwie trudno będzie znaleźć taką osobę, czy instytucję, której autorytet bezsprzecznie uznają strony sporu, jednak może warto zastanowić się, czy gdzieś może znajdzie się taka osoba. 

Z pewnością takim mediatorem powinien być ktoś niezaangażowany w obecny spór polityczny na poziomie partyjnym, czy nawet Mysłowickim. Może ktoś z tytułem naukowym, może nawet ktoś spoza Mysłowic, ale stąd się wywodzący, kto na miasto patrzy jednocześnie z troską i z dystansu. 

Reklama

Jeśli nie doprowadzimy do współpracy samorządowców, to Mysłowice zrobią kolejny krok do przodu w kierunku głębokiej przepaści. Zatem realnie rozmawiajmy, słuchajmy się, a jeśli nie potrafimy, szukajmy mediatora. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia. 

Marcin Stroński


 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości