Echo
Mocne tezy, twarde stanowiska, jednoznaczne opinie. O opłatach, o śmieciach, o wodociągach, o rynku, o drogach, o bezpieczeństwie, o szkołach. I tak wygłaszają swoje zdania z jednej strony prezydent i władze magistratu, z drugiej radni. Lecz niewiele dobrego wynika z tego dla mieszkańców Mysłowic, bo sprawy nie posuwają się do przodu, w dobrym kierunku.
Każda ze stron ma przychylne sobie media i stronników, którzy bronią ich zdania. Cóż jednak z tego, skoro większość mieszkańców pozostaje bierna i nie uczestniczy gremialnie w życiu miasta. Widać to choćby na słabych wynikach konsultacji społecznych, dość niewielkim zainteresowaniu w głosowaniu w kolejnych edycjach budżetu obywatelskiego, czy w mizernej frekwencji wyborczej do rad dzielnicowych.
Potrzeba dialogu
Rozwiązanie najważniejszych bolączek mieszkańców wymaga dialogu pomiędzy władzami miasta, czyli prezydentem i radnymi. W końcu oni wszyscy reprezentują mieszkańców Mysłowic. Żadnego skutku nie da wygłaszanie do siebie monologów, bo trzeba wzajemnie się słuchać i szukać wspólnych rozwiązań problemów trawiących Mysłowice od lat.
Niestety to, że wielu zarządzających miastem chce uchodzić za najmądrzejszych, morduje słuszne pomysły. Niektóre działania, szczególnie personalne roszady, są wykonywane złośliwie i jedyne czemu służą to kopanie pomiędzy samorządowcami coraz głębszych rowów.
Taki pewnie będzie efekt odwołania kilku szefów komisji w Radzie Miasta, zaś w odwecie wyrzucenie opozycyjnej części radnych z Komisji Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Najważniejsze kto komu bardziej dogryzie. A gdzie mieszkańcy i merytoryczne rozwiązywanie problemów miasta? Niestety na ostatnim miejscu.
Podobny efekt robienia po złości i siłowego udowadniania swoich racji, ma spowalnianie pewnych inwestycji w „opozycyjnych” dzielnicach, czy tych za którymi stoi mniej przychylny radny. I tak zamiast załatwiać sprawy dla mieszkańców, Mysłowice grzęzną w sporach rodem z piaskownicy, gdzie każdy chce udowodnić swoją moc. Cóż z tego, skoro głównym atrybutem tej siły okazuje się wstrzymywanie czegoś.
Jak z tego wyjść?
Jak wyjść z takiego niefachowego sposobu działania? Może Mysłowice potrzebują jakiegoś moderatora, rozjemcy, kogoś kto popatrzy z góry na sprawy do rozwiązania i siłą swojego autorytetu przymusi strony do rozsądnego, a nie propagandowego porozumienia się. W podzielonym politycznie społeczeństwie trudno będzie znaleźć taką osobę, czy instytucję, której autorytet bezsprzecznie uznają strony sporu, jednak może warto zastanowić się, czy gdzieś może znajdzie się taka osoba.
Z pewnością takim mediatorem powinien być ktoś niezaangażowany w obecny spór polityczny na poziomie partyjnym, czy nawet Mysłowickim. Może ktoś z tytułem naukowym, może nawet ktoś spoza Mysłowic, ale stąd się wywodzący, kto na miasto patrzy jednocześnie z troską i z dystansu.
Jeśli nie doprowadzimy do współpracy samorządowców, to Mysłowice zrobią kolejny krok do przodu w kierunku głębokiej przepaści. Zatem realnie rozmawiajmy, słuchajmy się, a jeśli nie potrafimy, szukajmy mediatora. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.
Marcin Stroński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze