Czas na opis kolejnej wyprawy, którą jak zapowiadałem odbyliśmy 10 czerwca. Początkowo planowaliśmy daleki wypad. Wszelako pogoda była z kategorii wisi i grozi, znaczy się groziły nam gwałtowne opady deszczu. Wobec powyższego padło na obszar objęty zasięgiem naszego tygodnika. Spenetrowaliśmy trzy miejsca.
Pierwsza miejscówka

Na początku zdecydowaliśmy się na północno-wschodnie obrzeże jeziora imielińskiego, do celu wystartowaliśmy z ulicy Maratońskiej z okolicy tak zwanej plaży. Miejsce to cieszy się pewnym zainteresowaniem wśród amatorów łowienia ryb, tudzież biwakowania. I nie jest ważne to, że stąd czerpie się wodę, która trafia do naszych kranów. Jeśli chodzi o brzegi, to w drzewostanie dominują sosna zwyczajna oraz dąb czerwony. Jest spora domieszka robinii akacjowej oraz czeremchy amerykańskiej. Bliżej wody pojawiają się wierzby kruche oraz purpurowe. Z ładnych kwiatków na uwagę zasługują róża pomarszczona oraz psianka słodkogórz. Teraz zwrócę uwagę na wciąż istniejącą ranę po - jak sądzę - wiatrołomie. Powalone sosny zwyczajne leżą tutaj w jednym miejscu i są zasadniczo powalone w jedną stronę, w kierunku akwenu. Zatem niewykluczone, że drzewa przegrały z grawitacją po gwałtownym opadzie śniegu.
Na wschód od Ławek

Po Imielinie była krótka przerwa na kawę i coś w Chełmie Śląskim. Tutaj także zdecydowaliśmy się na odwiedzenie lasu położonego na wschód od zwartej zabudowy Ławek. To druga miejscówka. Powód był prosty. Do tej pory nas tam nie było. W drodze do celu przeżyliśmy potężne oberwanie chmury. Rozpogodziło się kiedy wysiedliśmy z samochodu. Las jest w typie boru bardzo mieszanego. Generalnie przecinają go liczne strugi, przez co można przyjąć, że to bardzo mokra zielona plama. Lokalnie w runie lasu dominuje turzyca drżączkowata. Gdzie indziej pojawiają się płaty pokrzywy zwyczajnej. Są jeszcze partie zajęte przez orlicę pospolitą. Wędrując południową krawędzią tego lasu doszliśmy do linii kolejowej. W drodze do niej naszą szczególna uwagę przykuł bardzo szeroki rów ze stojącą wodą. Całość epatowała czernią. Rów znajduje się po obu stronach drogi. Z innych osobliwości zauważyliśmy kwitnącego trędownika bulwiastego. Z kolei od strony Ławek na skraju poręby kwitnie wieczornik damski.
W cieniu wielkiego masztu

W trzecim etapie naszej wędrówki zajrzeliśmy do lasu w sąsiedztwie RTCN Katowice Kosztowy. To oczywiście oficjalna nazwa niemająca umocowania w rzeczywistości. Las otaczający ten teren jest bardzo mieszanym. Mamy partie opanowane przez brzozy brodawkowate. Mamy płaty opanowane przez dęby czerwone. Trafiają się skupiska leszczyny. Jest pewna ilość czeremchy amerykańskiej. Część liści tego gatunku była kędzierzawa za sprawą roztoczy. Poza tym przy drodze pojawiają się pojedyncze bardzo okazałe topole kanadyjskie. Z drzew rodzimych mamy jeszcze dęby szypułkowe oraz klony zwyczajne. To był tak zwany standard. Na szczególna uwagę zasługują wychodzące z ziemi pędy storczyków, kruszczyków szerokolistnych. Jeszcze trochę czasu upłynie zanim zakwitną, ale już je widać. Tutaj to rzadkość. W rejonie Chrzanowa, gdzie działam przede wszystkim, to gatunek bardzo częsty. Czasami, gdzieby nie splunąć, w jednego takiego trafić można.
Piotr Grzegorzek
PS. Dwunasta tegoroczna wycieczka odbędzie się dopiero 24 czerwca 2023. Spotykamy się w Chrzanowie przy ulicy Mickiewicza 13, znaczy się pod Muzeum. Czekamy do godziny 9.00. Tym razem celem będą opłotki Trzebini.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze