Za nami pierwsza tura wyborów prezydenckich. Wiele osób jest zaskoczona wynikami, choć nie każdy w takim samym wymiarze.
Rafał Trzaskowski wygrał pierwszą turę, Karol Nawrocki był drugi. Różnica między nimi jest niewielka i wszystko – wydaje się – może się zdarzyć. Będzie na żyletki – słychać na wiecach wyborczych
Jednych zastanawia, cieszy wysoki wynik Sławomira Mentzena. Innych niepokoi wynik Grzegorza Brauna.
Dla mnie osobiście, to pierwsze to pochodna słabości kandydata PiS. Mówię to na kanwie własnych doświadczeń i obserwacji. Dziesięć lat temu, jeszcze jako reporter Polsat News, dosyć intensywnie relacjonowałem kampanię prezydencką i – tak się złożyło – najczęściej towarzyszyłem Andrzejowi Dudzie w jego południowopolskich aktywnościach wyborczych. To są trzy ligi różnicy między kandydatem PiS z 2015 i 2025. Na korzyść Dudy. On rzeczywiście dawał nadzieję, że to nowe pokolenie polityczne będzie nieco inne niż poprzednie, że jest politykiem nowej generacji. Wiecowo wypracował nawet pewną charyzmę. Pamiętam jego pierwsze wystąpienie, gdy 11 listopada w krakowskim Sokole obwieszczono tę kandydaturę i pamiętam jego wiosenne przemowy – wielki postęp w wystąpieniach publicznych.
O Nawrockim tego powiedzieć nie mogę, choć nie obserwowałem szczególnie jego aktywności. Mogę za to powiedzieć, że nigdy chyba żaden liczący się kandydat nie miał tak kontrowersyjnej przeszłości. I trudno mi zrozumieć, że gość, który zachował się jak się zachował – mam na myśli słynną kawalerkę pana Jerzego i wszystkie czynności wokół – może przez tak dużą liczbę ludzi być widzianym w Pałacu Prezydenckim.
Od prezydenta przecież wymagamy uczciwości i klasy. Już nie mówię nawet o tych dziwnych znajomościach z gdańskiego półświatka.
Nawrocki ma wiele słabości, nawet dla wyborców Prawa i Sprawiedliwości i to – moim zdaniem – jest główna przyczyna siły Sławomira Mentzena. Siły na poziomie kilkunastu procent poparcia, niższego niż szczytowe sondaże, ale i tak wyższej niż zwykle kandydaci Konfederacji kończyli wyborcze zmagania. Wyższej niż godne są te jego wypowiedzi – o płatnych studiach, gwałtach i innych, po których jego marsz w górę sondaży zmienił kierunek.
Być może słabość Nawrockiego jest również siłą Brauna. Kandydaci o takich poglądach zwykle nie zyskiwali więcej niż 1-2 proc. głosów. On trzepnął dobrych kilka procent i jest do dla mnie największe zaskoczenie tych wyborów. Zaskoczenie bardzo nieprzyjemne. Bo jak to? Człowiek, który bredzi wiecznie o Żydach, ma tylu zwolenników w naszym kraju?
Pewnego rodzaju wytłumaczeniem może być opinia pewnego socjologa, nie pamiętam którego – mignęła mi jego wypowiedź, że Braun ściągnął do siebie elektorat antyunijny i antyukraiński. To mogłoby tłumaczyć te kilka procent głosów. Krytykowanie Unii Europejskiej to stara śpiewka Brauna, któremu nie przeszkadza, jako europosłowi, branie grubych tysięcy euro z tego – jak mówi – „eurokołchozu”. Zdecydowana większość naszych krajan widzi korzyści płynące z bycia w UE – od podróży bez paszportów, po setki miliardów euro w drogach, basenach, bibliotekach – czy ostatnio liniach kolejowych. Zawsze jednak jakaś część będzie przeciwna, i fajnie, jesteśmy różni i mamy różne poglądy.
Antyukraińskość może być wytłumaczeniem tego poparcia, bo też nastroje antyukraińskie w Polsce rosną. A jeżeli nie rosną, to są wyższe niż jeszcze rok, dwa temu. Może to zmęczenie wojną za naszą wschodnią granicą. Może to zmęczenie pomocą. Może to efekt prorosyjskiej propagandy, może to efekt lęku przed kimś mówiącym w innym języku. Nie wiem.
Na poziomie ludzkim – pewne postawy: lęk przed obcym, mogą być zrozumiałe. Na poziomie międzynarodowym, politycznym – nie do końca. Inwazja Rosji na Ukrainę przed trzema laty pokazuje jedno – że kilkadziesiąt lat pokoju raz dwa może się okazać zamkiem z piasku, a nie rzeczywistością trwałą jak socrealistyczny beton naszych osiedli. Choć one są znacznie młodsze niż pokój po drugiej Wojnie Światowej.
W kontekście bezpieczeństwa Polski i zagrożenie mocarstwowymi planami Putina, bo nikt chyba nie ma wątpliwości, że idee mocarstwa rosyjskiego, idee potęgi ZSRR nigdy tam nie umarły, niezrozumiałe dla mnie jest negowanie bezpieczeństwa Polski poprzez członkostwo w Unii Europejskiej i NATO, a także prorosyjskie postawy.
Bo też prorosyjskich postaw pojawiło się w tej kampanii bardzo dużo. Nie chodzi o prorosyjskość rozumianą jako sympatię dla rosyjskiej kultury, literatury, Rosjan żyjących w Polsce, ale o prorosyjskość rozumianą jako wspieranie putinowskiej propagandy i próby rozsadzenie Unii od środka. Ta akcja się rozkręca. Węgry już dawno są jawnym sojusznikiem Putina, prorosyjską politykę prowadzą władze Słowacji, niedawno mieliśmy przykład rumuński, a i na zachodzie polityczne siły proputinowskie rosną w siłę, czytaj: niemiecka AfD.
Zakończenie wojny w Ukrainie, choć pożądane i konieczne, w obecnych warunkach i na warunkach Putina, któremu od lat (polecam książkę reportera New York Timesa o związkach Trumpa z Putinem i obsesji tego pierwszego, by spotkać się z tym drugim) sprzyja amerykański prezydent, nie jest dobrym scenariuszem dla Polski. Według różnych scenariuszy, góra 6-8 lat Putinowi zajęłoby przygotowanie kolejnej wojny – jeszcze dalej na zachód, na dawne radzieckie republiki, na Polskę.
Dlatego trudno mi zrozumieć, że w 2025 roku, w Polsce można być prorosyjskim. A takich wypowiedzi padło dużo w kampanii. Od pochwały Putina przez Maciaka, po pytania o wysłanie polskich żołnierzy na Ukrainę – przez Brauna i Mentzena. To swoją drogą abstrakcyjny scenariusz, choć wykorzystywany przez rosyjską propagandę do podsycania takich a nie innych nastrojów.
Absolutnie nie zaskoczył mnie wynik Szymona Hołowni, tego się spodziewałem, choć zaskoczył mnie nieco prymat Adriana Zandberga nad Magdaleną Biejat. Wyniki skromne, świadczące o słabości lewicy – bo wszyscy kandydaci, razem z lewicową Joanną Senyszyn, zebraliby kilkanaście procent głosów, świadczące o rozbiciu i skłóceniu tej strony sceny politycznej.
Zdrowa demokracja potrzebuje i prawicy, konserwatystów i lewicy. Polska demokracja od lat lewicy obyczajowej nie ma – ma bardzo słabą, ma natomiast lewicę ekonomiczną, socjalną – czyli PiS rozdający na prawo i lewo pieniądze.
Mysłowickie wyniki wyborcze są podobne do tych ogólnopolskich, zasadniczo co do kolejności kandydatów, różnią się jednak nieco procentami. Przewaga Trzaskowskiego nad Naworckim jest wyraźniejsza, wyższy jest też wynik Mentzena, ale miejskość Mysłowic pozwoliła Hołowni zdobyć większe poparcie niż Braunowi.
Mysłowicka frekwencja była taka jak ogólnopolska – na poziomie 67 proc. Szczególne brawa dla mieszkańców Morgów, Starej Wesołej, Larysza – tam w dwóch obwodach zagłosowało grubo ponad siedemdziesiąt kilka procent uprawnionych.
Nie jestem zaskoczony. Właściciele prywatnych domów są przyzwyczajeni, że o swoje trzeba dbać.
Krzysztof Bąk
radny Mysłowic. Były dziennikarz Co Tydzień, Dziennika Zachodniego, TVS, TVP i Polsatu News oraz Wydarzeń.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wynik Trzaskowskiego też nie zaskakuje bo "cóż szkodzi obiecać".
Wynik Trzaskowskiego też nie zaskakuje bo "cóż szkodzi obiecać".