Gdy spaceruję z Brzęczkowic, przez Górkę Słupecką, okolice Kąta Trzech Cesarzy, Promenadę, ku Śródmieściu widzę miejsca naznaczone zębem dziejów. Przed oczami ukazują mi się dawni emigranci, którzy przez Przewiązkę wędrowali ku niepewnej przyszłości, handlarze przygraniczni różnych narodowości i wyznań, flisacy transportujący Przemszą węgiel.
Czy jednak potrafimy ściągnąć do Mysłowic turystów zaciekawionych dziejami Polski, Śląska, Mysłowic? W te wakacje odwiedziłem Mazury, gdzie wiele historycznych zakątków mogą poznać zwiedzający. Zamki krzyżackie w Kętrzynie, Reszlu i Rynie, wieże widokowe nad mazurskimi jeziorami, Wilczy Szaniec, czyli kwatera główna Hitlera z dawnymi potężnymi bunkrami, izby regionalne eksponujące historię regionu, szlaki piesze i rowerowe, wreszcie spływy kajakowe, rejsy statkiem. Te miejsca przybliżają dzieje Mazur, ich przyrodę, przyciągają do krainy tysiąca jezior. Historia połączona z rekreacją znakomicie promuje region.
Także i Mysłowice mogłyby wykorzystywać potencjał historyczny i przyrodniczy zdecydowanie bardziej aktywnie. Poza smutnym kamieniem w lasku na Górce Słupeckiej niewiele przypomina o dziejach Kąta Trzech Cesarzy. Zdecydowanie silniej wykorzystuje historię styku Imperium Rosyjskiego, Austro-Węgier i Prus Sosnowiec, który chwali się chętnie granicą na Czarnej i Białej Przemszy.
Jednak to Mysłowice powinny szansę wynikającą z trójstyku dawnych mocarstw wykorzystać, bo przecież granice przecinały się na Słupnej. Cesarski Kąt na przełomie XIX i XX wieku wyróżniał się, co podkreśla profesor Alfred Sulik – Kąt Trzech Cesarstw, zwany potocznie Trójkątem Trzech Cesarzy, stał się głośny i znany w wielu krajach Europy aż do zakończenia pierwszej wojny światowej. Dzięki niemu znane stały się również Mysłowice. Już wówczas czerpano w związku z tym zyski z turystyki, sprzedawano pocztówki, pływano po Przemszy, a tygodniowo przybywało tu 3-8 tysięcy turystów.
Dotychczas pojawiło się kilka wartościowych inicjatyw wokół cesarskiego Kąta, jak pikniki historyczne Mysłowickiego Detektywa Historycznego, spływy kajakowe, których pomysłodawcami są Monika i Jacek Parisowie, pamiątki historyczne sprzedawane przez Damiana Roncoszka z projektami Leonarda Czarnoty. Osobiście zgłaszałem w pierwszej edycji Mysłowickiego Budżetu Obywatelskiego pomysł rewitalizacji Kąta z budową wieży widokowej, niestety niedokończony przez władze samorządowe. Te inicjatywy mysłowickich pasjonatów warto byłoby połączyć z pomysłami podobnych zapaleńców po sosnowieckiej stronie – a takich osób nie brakuje za Przemszą. Prowadzący tamtejszy profil „Bulwar Czarnej Przemszy” w mediach społecznościowych proponują spływy turystyczne do Krakowa i powrót Wiślaną Trasą Rowerową i dodają: – Z pewnością nie jest to pomysł z kosmosu!
Aby Kąt obudzić bezcenne byłoby zaangażowanie samorządów Mysłowic i Sosnowca (granice Jaworzna już tu nie dochodzą) oraz całego województwa śląskiego. Dawny styk 3 mocarstw wymaga inwestycji, rewitalizacji, a na to niezbędne są konkretne środki. Dzięki współpracy pasjonatów oraz samorządów możemy stworzyć miejsce, w które będą przybywać turyści z całego Śląska, z Polski, a nawet z innych krajów. Niewykorzystywanie potencjału Kąta Trzech Cesarzy to marnotrawstwo magnetyzmu tego niezwykłego miejsca. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.
Marcin Stroński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Marcin wtedy gdy tygodniowo odwiedzało Słupną mnóstwo ludzi to promenada była pięknym wybrukowanym deptakiem a nie asfaltowym badziewiem.Ów deptak prowadził do Bismarckturm, architektonicznie pięknej wieży , na którą można było wejść i obejrzeć świat wokoło.Po drodze były restauracje i inne przybytki dla ciała i duszy. Dzisiaj stworzono tzw. park promenada, która w rzeczywistości jest zbiornikiem retencyjnym, wylęgarnią kopruchów , które skutecznie wybijają z głowy jakiekolwiek uciechy tego świata .
Promenadę zrobiono "po mysłowicku"! Betonowe klepisko z wąskimi ścieżkami , ogołocone z drzew. Spacerowicze , jeśli są, garną się do miejsc zacienionych, bo słoneczna patelnia nie zachęca do niczego. Na ten sam wzór zrobiono Górkę słupecką a teraz kolejny projekt- Park Ludowy. Niczym sie nie róznią, wszedzie ten sam pomysł-. Tyle pieniędzy poszło na te projekty, a mało co mają wspólnego z charaterem miasta.
Marcin wtedy gdy tygodniowo odwiedzało Słupną mnóstwo ludzi to promenada była pięknym wybrukowanym deptakiem a nie asfaltowym badziewiem.Ów deptak prowadził do Bismarckturm, architektonicznie pięknej wieży , na którą można było wejść i obejrzeć świat wokoło.Po drodze były restauracje i inne przybytki dla ciała i duszy. Dzisiaj stworzono tzw. park promenada, która w rzeczywistości jest zbiornikiem retencyjnym, wylęgarnią kopruchów , które skutecznie wybijają z głowy jakiekolwiek uciechy tego świata .
Promenadę zrobiono "po mysłowicku"! Betonowe klepisko z wąskimi ścieżkami , ogołocone z drzew. Spacerowicze , jeśli są, garną się do miejsc zacienionych, bo słoneczna patelnia nie zachęca do niczego. Na ten sam wzór zrobiono Górkę słupecką a teraz kolejny projekt- Park Ludowy. Niczym sie nie róznią, wszedzie ten sam pomysł-. Tyle pieniędzy poszło na te projekty, a mało co mają wspólnego z charaterem miasta.