Była obiecana specjalna komisja, która miała na nowo przeanalizować zasady sprzedaży mieszkań komunalnych w ogóle, a z bonifikatą do 80 procent w szczególności. Miało zostać wypracowane rozsądne podejście do tego prezydenckiego pomysłu tak, by zapewnić gminie choć minimum korzyści.
I nie mówię tu o zgromadzeniu kasy w wysokości zaledwie 10 procent potencjalnej wartości sprzedawanych mieszkań ani o tym, że dziś w tej budżetowej bryndzy każda złotówka się przyda. Mówię o takich korzyściach, jak choćby całkowite pozbycie się wpłat na fundusz remontowy wspólnot tam, gdzie mieszkania chcemy sprzedać. Mówię też o tym, by nie zatrudniać do obsługi takich wspólnot kominiarzy czy nie wymieniać w tych wspólnotach okien oraz by całkowicie zapomnieć, że musimy mieć w MZGK urzędnika, który będzie chodził na wspólnotowe zebrania, czy prowadził dokumentację takich mieszkań i ich najemców. Wszak o takich m.in. uciążliwościach i wydatkach z tym związanych opowiadała dyrektor MZGK podczas sesji, gdy przekonywała radnych do wyprzedaży gminnego majątku.
Tymczasem o komisji ani słychu, ani widu. Wnioskodawca jest pewnie zadowolony, że jego wniosek o powołaniu komisji radni łyknęli i niczym Piłat umył ręce od tematu. A od skutecznego złożenia wniosku upłynęło już ponad trzy tygodnie cennego czasu. Przy tym - jak się wydaje, pozostali radni też czekają na dalsze kroki z tym związane. Nie wiadomo tylko, kto ma je wykonać - przewodniczący rady miasta czy prezydent - i jak zrobić to skutecznie. A jeszcze zmieścić się w czasie, zanim proponowany prezydencki wariant stanie się faktem, to już nie lada problem.
Myślę, że na prezydenta - by powołał taką komisję - nie ma co liczyć, bo w porządku obrad już czeka powtórka z tematu. Prezydent natychmiast po kwietniowej sesji, na której projekt upadł, złożył kolejny. Jota w jotę taki sam. Widać, że temat jest dla niego ważny, bo a nuż ktoś z radnych się wyłamie z grupy, zmieni zdanie czy uzna, że każdy, choć najmniejszy kawałek kiełbasy wyborczej, wart jest sprzeniewierzenia się zasadom dbałości o miasto.
Przypominam tylko, że wynik kwietniowego głosowania wynosił 9 za, 9 przeciw a 2 radnych wstrzymało się od głosu, zatem szanse na prezydenckie rozwiązanie jest całkiem spore. A przy tym to sesja absolutoryjna i wydawać by się mogło, że ważniejszym tematem jest głosowanie nad wotum zaufania dla Wójtowicza czy udzielenia mu absolutorium.
I szkoda, by tak się stało, bo zebrane w ten sposób pieniądze kolejny raz wpadną w budżetową dziurę, bez widoków na lepszą przyszłość miasta.
Mam jednak nadzieję, że przynajmniej znaleźli się radni, którzy poprosili dyrektorkę MZGK o dodatkowe dane, by było co analizować i by wnioski z tej analizy wybrzmiały podczas debaty nad tym projektem tak mocno, że chory projekt przepadnie.
Tymczasem, przyglądając się temu i podobnym działaniom mysłowickiej władzy obu szczebli, przypomina mi się taka stara piosenka o rybach, żabach i rakach, oparta na wierszu Brzechwy. Otóż czując rychłą zagładę, zwierzęta te uznały, że trzeba zacząć się ratować. - Zacznijmy budować mosty - rzucił rak, którego pomysł wszyscy ochoczo podjęli. „Tylko cóż, kiedy ryby budowały tylko na niby, żaby na aby, aby, a rak byle jak” - mówił za każdym razem refren tej piosenki, kiedy rozpoczynała się realizacja tego i kolejnego pomysłu. Finał piosenki jest bardzo smutny, acz pouczający.
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
A dlaczego prezydentowi tak zależy na tej uchwale?
Bo sobie mieszkanko na odchodne za grosze wykupi on i jego giermkowie
Jak zwykle w punkt Pani Redaktor. Skoro cytujemy, to dopiszę, że tu nawet sznur się nie ostał.
30 czerwca BEZRADNI znów wstrzymiom się od głosu oczywiście na sesji .
Radni rowniez powinni byc poddani pod votum zaufania ze wzgledu na popieranie szaleństw tego poprańca...
Niby bonifikatę 80% mają dostać ci co przez lata korzystali z mienia komunalnego i miasto do tego dopłacało? Jeśli miasto chce się jakiś deficytowych mieszkań pozbyć to powinno zrobić otwarty przetarg. Wtedy wycena będzie rynkowa, uczciwa i wpływy konkretne. Kupa mieszkań jest ponajmowana, ludzie kase doją i w nagrodę dostaną za grosze? A inni co nie mieli układów za gruba kasę wynajmują albo gigantyczne kredyty spłacają. Czy jak ktoś wynajmuje na rynku za gruba kasę to znaczy ze po kilku latach mu właściciel sprzeda z bonifikatą 80%? Czy Mysłowice i mieszkańcy są aż tak bogaci by wybranym takie hojne prezenty dawać?
A dlaczego prezydentowi tak zależy na tej uchwale?
Bo sobie mieszkanko na odchodne za grosze wykupi on i jego giermkowie
Jak zwykle w punkt Pani Redaktor. Skoro cytujemy, to dopiszę, że tu nawet sznur się nie ostał.