Reklama

„Panu to ja mogę nogę podać”

02/04/2023 14:00

Pan prezydent od kilkunastu miesięcy z uporem maniaka powtarza, że zaprasza radnych do współpracy, że drzwi do jego gabinetu stoją otworem, deklarując chęć rozmowy w swym gabinecie. Podobną ofertę współpracy kieruje do osób, które prowadzą różne instytucje w mieście. A tak naprawdę, ile warte są te prezydenckie zaproszenia, widać na każdym kroku - zwłaszcza w przypadku osób, które mają odwagę prezentować odmienne od prezydenta zdanie.

Ot, choćby weźmy takie okazje, jak podpisywanie umów czy przekazywanie rządowych dotacji, które u nas odbywają się z wielką pompą. Garnitury, fotoreporterzy i okazja do lansu. Najczęściej w takim akcie, poza osobami kompetentnymi do złożenia podpisu, zapraszani są tacy, których Wójtowicz chce nagradzać za lojalność wobec niego. I tak np. przy podpisaniu umowy na budowę szkoły na Laryszu, jakie odbyło się kilka miesięcy temu, do zacnego grona dworzan, prezydent zaprosił dyrektorkę laryskiej szkoły.

A tymczasem w ub. tygodniu odbyło się odpisanie umowy na długo wyczekiwany remont elewacji I LO im. Tadeusza Kościuszki. I tu dyrektor Doroty Simeli-Koniecznej nie było, bo… zdaniem prezydenta - „Pani dyrektor nie przejawia chęci współpracy czy zainteresowania modernizacją. Podobnie jak Pani Szanowna Joanno. Za dużo polityki i niegrzeczności w Waszym środowisku. Mimo to zapraszam kolejny raz do współpracy. Mój gabinet jest otwarty” - to odpowiedź, jaką przeczytała przewodnicząca komisji edukacji na pytanie: „Dlaczego kolejny raz pomija dyrektorkę liceum?”.

Reklama

I choć starania dyrektorki o dobro szkoły są powszechnie znane i doceniane, to trudno uwierzyć, że nie zna ich prezydent, rzucając takie oskarżenia. No, ale może ta samodzielność pani dyrektor w osiąganiu szkolnych sukcesów tak drażni Wójtowicza?

Takie pijarowe okazje to na szczęście mała strata dla miasta i jego dobrobytu. Gorzej, gdy Wójtowicz, mimo głoszonych deklaracji współpracy, wręcz jej zaprzecza. Przykład takiego zachowania to składanie przez Wójtowicza wniosków do wszelakiego rodzaju programów dofinansowujących gminne zadania. Nie dość, że nie uważa, by je przedyskutować z radnymi, to zdarza mu się nawet o nich nie wspomnieć tak długo, jak przychodzi czas na zapisanie ich do budżetu. A tu o decyzję na wydanie gminnych środków na wkład własny musi poprosić radnych. I zaczyna się kłopot, bo coraz trudniej znaleźć wolne środki a i pomysły niekoniecznie są sensowne.

Reklama

Niestety nie pomagają tu ani skreślenia nietrafionych zadań, ani delikatne czy ostrzejsze tłumaczenia, że takie „stawianie pod ścianą” rady miasta nie jest najlepszym pomysłem prezydenta na zarządzanie gminnymi finansami, a już na pewno nie jest przykładem współpracy, do jakiej nawołuje. Prezydencki proceder „Zosi Samosi” trwa nadal.

Ostatni przykład to chociażby rządowy program dopłat do odnowy zabytków. Prezydent zgłosił tu 10 zadań, nawet nie informując, że z takiego programu miasto chce skorzystać. Wydało się gdy proboszcz parafii z centrum miasta zapytał, dlaczego wniosek na dopłatę do kościelnych witraży został przez prezydenta odrzucony?

Reklama

Podobnie ma się sprawa z zadaniami, dla których dopłata jest już ponoć zaklepana, a które ustalił Wójtowicz sam - bez współpracy z radnymi. O to z kim, jak, dlaczego takie, a nie inne pomysły wytypował Wójtowicz, radni dowiedzieli się dopiero po miesiącu, jak wstrzymali zgodę na umieszczenie ich w tegorocznym budżecie. Jak sprawa się skończy? Zobaczymy.

Przy tym wszystkim Wójtowicz nawet nie uważa za słuszne wytłumaczyć radnym, dlaczego tak systematycznie pomija współpracę z nimi, skoro do niej publicznie nawołuje. W konsekwencji takiej „współpracy” prezydenckie wymyślone zadania albo zostają zwyczajnie skreślone z wykonania – jak budowa schroniska czy domów modułowych, albo wracają do Wójtowicza w celu poprawy czy wymiany na inne.

Reklama

Niestety, taka racjonalna postawa radnych czy innych działaczy miasta, zostaje w prezydenckich mediach potraktowana hejtem i oskarżeniami o brak współpracy, o rzucanie kłód pod nogi, jątrzenie odsądzając ich od czci i wiary. No cóż – jak się okazuje – każdy ma inne wyobrażenie pojęcia współpracy. Przyznacie, że to wójtowiczowe jest dość dziwne by nie powiedzieć szkodliwe. I ani miastu, ani jego mieszkańcom raczej nie służy. Pora więc na zmiany.

Co daję pod rozwagę.

Grażyna Haska

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Ślązak - niezalogowany 2023-04-02 16:16:29

    A niby dlaczego miały by być remontowane witraże z rządowych czy miejskich pieniędzy Kuria kościół to państwo w państwie jak Watykan Ma swoją kasę Niech remontują za kasę Kurii. Najwyższy czas by wierni danego wyznania płacili podatek na swoje wyznanie Skończyły by się dotacje państwowe czy urzędu gminy

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • a - niezalogowany 2023-06-12 08:41:25

    może dlatego, że kościół to zabytek?

    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Kamila - niezalogowany 2023-04-02 19:06:20

    Bardzo dobrze! niech kościół sam remontuje swoje zabytki. Akurat to, że Wójtowicz zadbał o miejskie zabytki, a nie kościoła uważam za bardzo dobry ruch.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości