Urzędowe plotki głoszą, że już niedługo, jeszcze w wakacje, prezydent po raz kolejny poprosi radnych o zgodę na wyemitowanie kolejnej puli obligacji. Mówiąc wprost obawa, że będzie chciał zadłużyć o kolejne kilkadziesiąt milionów złotych nasze miasto jest spora i uzasadniona, bo - jak pisałem: innego pomysłu na znalezienie pieniędzy po stronie rządzącej koalicji nie ma.
Czy plotka okaże się prawdą - będzie wiadomo w sierpniu, bo na koniec sierpnia zaplanowano kolejne posiedzenie miejskich rajców. Dam Państwu znać, co o tym sądzę, choć - biorąc pod uwagę kondycję naszego miasta, o czym pisałem nie raz, nie dwa, a może nawet nie trzy i cztery - nie spodziewajcie się po mnie entuzjazmu w tym temacie - jestem zwolennikiem rozsądnej, zrównoważonej polityki finansowej, zarówno w życiu osobistym, jak i w przypadku publicznego pieniądza. A już szczególnie właśnie tego.
W życiu jest tak, że za każde szaleństwo trzeba zapłacić. Za dwadzieścia ostatnich lat stopniowego, ale nie lawinowego zaciągania kredytów płacimy do tej pory. Za pięć ostatnich, bezmyślnych finansowo lat, będziemy płacili w ciągu kilku kolejnych, a za 35 min ostatnich obligacji przestaniemy płacić dopiero za 16 lat. Jak wam się podoba taka perspektywa? Ktoś myśli o tym, co będzie za 16 lat? Gzie wtedy będzie i czym będzie się zajmował? Trudno to przewidzieć, ale jedno jest pewne: przynajmniej dwóch z trzech kierujących urzędem miasta raczej nie będzie musiało zmagać się ze skutkami swoich decyzji walcząc o przetrwanie łodzi zwanej Mysłowice na burzliwym morzu publicznego długu.
Koniec końców, za wszystkie nieroztropne decyzje decydentów zawsze zapłacą mieszkańcy.
Mieszkańcy to siła, mieszkańcy to podmiot a nie przedmiot, mieszkańcy to kwintesencja miasta. Niby oczywiste, ale czasem łatwe do zapomnienia. Czasem aktywność mysłowiczan warto pobudzić, czasem nie trzeba tego robić.
Uważnie obserwuję działalność Urban Labu przy Grunwaldzkiej. Sam zamierzam się tam niedługo wybrać, by zajrzeć do środka i chwilę z odwiedzającymi pogadać. W samej idei tego projektu, odsłaniającej się w różnych miejscach i miastach, bardzo podoba mi się stwierdzenie, że dzięki takiemu miejscu ludzie mogą znać się nie tylko z widzenia. Urban Lab, niezależnie od tego, czy jego działalność jest finansowana z różnych programów, fundacji czy miejskiego budżetu, jest żywym dowodem na to, jak samorządy powinny wspierać lokalne inicjatywy. Dać przestrzeń i możliwość - czyli wesprzeć, dać swobodę - czyli nie cenzurować, nie wybierać tematów lepszych i gorszych, a na końcu skorzystać z owoców takich spotkań.
Nie ma nic cenniejszego w samorządowym życiu niż inicjatywa obywatelska. Ona może tylko wzbogacić miasto - przekazać rządzącym jak według mieszkańców powinien wyglądać ten wspólny kawałek podłogi. Taką inicjatywą było Śniadanie na Polanie, taką inicjatywą są pikniki sąsiedzkie na Janowie, na którym kiedyś mieszkałem, a ostatnio wziąłem w pikniku udział, taką inicjatywą są plansze z historycznymi widokówkami, które ostatnio pojawiły się w przejściu podziemnym pod ulicą Krakowską.
Znam te pocztówki, bo ich kolekcjonera - Dariusza Faleckiego, poznałem prawie dwie dekady temu, tu na tych łamach, gdy w „CT” zaczął je cyklicznie prezentować i opisywać związane z nimi historie i wydarzenia. Znam te pocztówki, choć pewno nie wszystkie, bo kolekcja pana Darka zapewne się przez te 20 minionych lat znacznie rozrosła, ale mam je poniekąd na wyciągnięcie ręki, bo ileś lat temu część z nich wydano w formie albumu, dumnie do dziś stojącego na mojej półce.
Piszę o tym, by pokazać jak cenne jest zaangażowanie prywatnych osób we wspólną przestrzeń, przestrzeń rozumianą nie tylko urbanistycznie i architektonicznie, fizycznie, ale również jako wspólnotę mieszkańców i - niejako - wspólnotę historii. Mamy pasję i pasjonata - pana Darka, który od lat poświęca swój czas i pieniądze, by oczy swe cieszyć pięknymi, starymi widokówkami, a później pozwala, byśmy i my, swe oczy cieszyli ich obrazem. Mamy pasjonata kolejnego - pana Polaka, który - z wieloma innymi osobami - tworzy stowarzyszenie, organizację dbającą o historyczne pozostałości, czy popularyzujące mniej lub bardziej znane fakty z historii naszego miasta. Mamy tu też ludzi, którzy może nie interesują się historią, ale z głębi własnego portfela postanawiają wesprzeć to dzieło, czyli wykonanie planszy z tworzywa sztucznego z wydrukami. Mamy wreszcie samorząd, który - na pewno - nie przeszkadza i wspiera, bo zgadza się, by ta fajna obywatelska inicjatywa zmaterializowała się w takiej postaci, jaką można oglądać w przejściu pod Krakowską. Tak właśnie to powinno wyglądać! Wspierać, a nie przeszkadzać! Pomagać, angażować, łączyć i zachęcać!
Taką obywatelską inicjatywą są też starania aktywistów i mieszkańców z południowych dzielnic, by Starą Wesołą połączyć bezpośrednią linią autobusową w centrum miasta. Przez lata to się nie udało. Dlatego ktoś postanowił przejąć inicjatywę w swoje ręce (brawo), ktoś postanowił się natrudzić, by zebrać podpisy (brawo! ja też podpiszę, by na sesję rady miasta wprowadzić obywatelski projekt takiej uchwały). Trudno przewidzieć jakie będą jego losy, ale już dziś mogę powiedzieć: podpiszę się pod petycją i zagłosuję za taką uchwałą.
I chciałbym, by różne inicjatywy mieszkańców były częstsze niż szóstka w totka.
Krzysztof Bąk
radny Mysłowic. Były dziennikarz Co Tydzień, Dziennika Zachodniego, TVS, TVP i Polsatu News oraz Wydarzeń.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze