Można by się zastanowić, jaką funkcję spełnia ten fragment terenu. Są ławki, są kosze na śmieci, skwer jest zadrzewiony i choć brukowanych ścieżek brak i znajduje się on blisko głównych ciągów komunikacyjnych, z założenia chyba ta funkcja miała być rekreacyjna. I może coś by z tego było, lecz jak na razie został nieoficjalnie zawłaszczony przez osoby o wspólnych, choć zawężonych zainteresowaniach.
Temat zgłosiła nam czytelniczka. - Proszę o interwencję na skwerze przy ulicach Bończyka, Katowicka, Obrzeżna Północna. Przy przystanku. Skwer jest cały zasypany butelkami i innymi różnymi śmieciami. Istny koszmar. A nad wszystkim góruje plakat z panem prezydentem. Dzwoniłam do Urzędu Miasta, by wydano zlecenie do ZOMM. Niestety panie nie mogły się zdecydować, do kogo należą kompetencje. I tak jest za każdym razem. Brak możliwości porozumienia się. I nie jest to tak, że czepiam się o kilka butelek. Ich jest kilkadziesiąt. Teren przy głównej drodze. - napisała do nas mieszkanka dzielnicy.
Wizja lokalna potwierdziła jej zgłoszenie. Wskazany obszar zasypany jest pustymi butelkami po alkoholu, a w jednym z miejsc przy skarpie trwało spotkanie towarzyskie - zadbano tam nawet o prowizoryczną infrastrukturę do odbywania się takowych. Ciekawostką jest także zarejestrowany fakt, że pozostałość po barze "Pod Topolami" służy jako lokalny szalet i to akurat nie biesiadującym na skwerze, tylko przechodniom.
Teren potrzebuje działań służb porządkowych oraz częstszego patrolowania. Z naszej redakcji wpłynęło stosowne zgłoszenie do straży miejskiej.
jf
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Skwer od lat woła o pomstę do nieba. Obok jest przystanek, można by usiąść, odpocząć. Każda próba rewitalizacji jest torpedowana przez Urząd Miasta i radnych bo ustalili w planie miejscowym-wbrew mieszkańcom dzielnicy-że tam będzie stacja benzynowa oraz pawilony handlowe. Więc teraz konsekwentnie nic się tam nie robi, żeby potem meszkańcy nie mówli, że wydano kasę na ławki, a potem sprzedano za grosze deweloperom. Podziękujcie w wyborach radnym, w tym z tej dzielnicy jednemu szczególnie co się w walkę z mieszkańcami o tereny zielone angażował. A opowieści z mchu i paproci "że tam pijoki siedzą" są nic nie warte - zróbcie oświetlenie, parę razy przejdzie straż miejska i będzie ok. Ludzie potrzebują zieleni, a nie betonozę.
Typowe miejsce dla żuli a niedaleko jest też park gdzie zrobiono bramę jak z Auschwitz. Dużo też tam chleje wiernych pobliskiej parafii.
Pozdrawiam pan radnego Wiesława :)
Zieleń to podstawowy wróg włodarzy i radnych Mysłowic. Sprzedać i zabetownować!
Skwer od lat woła o pomstę do nieba. Obok jest przystanek, można by usiąść, odpocząć. Każda próba rewitalizacji jest torpedowana przez Urząd Miasta i radnych bo ustalili w planie miejscowym-wbrew mieszkańcom dzielnicy-że tam będzie stacja benzynowa oraz pawilony handlowe. Więc teraz konsekwentnie nic się tam nie robi, żeby potem meszkańcy nie mówli, że wydano kasę na ławki, a potem sprzedano za grosze deweloperom. Podziękujcie w wyborach radnym, w tym z tej dzielnicy jednemu szczególnie co się w walkę z mieszkańcami o tereny zielone angażował. A opowieści z mchu i paproci "że tam pijoki siedzą" są nic nie warte - zróbcie oświetlenie, parę razy przejdzie straż miejska i będzie ok. Ludzie potrzebują zieleni, a nie betonozę.
Typowe miejsce dla żuli a niedaleko jest też park gdzie zrobiono bramę jak z Auschwitz. Dużo też tam chleje wiernych pobliskiej parafii.
Pozdrawiam pan radnego Wiesława :)