Reklama

Wielu chętnych do naprawy miasta

07/01/2024 07:56

Święta, święta i po świętach. Nastał nowy rok i pora wrócić do twardej rzeczywistości. Kolorowy świat migających lampek, przyjaznych spotkań przy stole minął i trzeba czekać aż do kolejnych świąt grudniowych. A te dopiero za 360 dni. Wprawdzie na ulicach naszego miasta pozostało jeszcze trochę świecidełek i choć w tym roku było ich mniej niż zwykle, to pewnie, gdyby nie ten szary, smutny bilbord z życzeniami firmowanymi i pompatycznym wizerunkiem naszego prezydenta, to jeszcze trochę radości z minionych świąt by w nas zostało. No, ale niestety.

Tak naprawdę, to nie dziwię się, że szefowie od prezydenckiego PR postawili na tak ponury wizerunek świątecznych bilbordów w mieście. Przed urzędującym prezydentem stoi więcej niż trudny rok dla miasta, a dla niego przynajmniej do czasu wyborów. To co najmniej 100 dni. Tymczasem bryndza w kasie, brak wsparcia w politycznych kręgach rządowych i niepokorni radni, którzy nie chcą zrozumieć prezydenckich potrzeb. Nie zgodzili się na emisję obligacji i tych planowanych w starym roku i tych w nowym, nie zatwierdzili budżetu. Mało tego, wzruszyli jedynie ramionami, gdy prezydent prosił – wprawdzie tylko pisemnie, ale jednak – o zgodę na kredyt bieżący od 1 stycznia.

Jak więc żyć? Zresztą co tam – jak żyć. Jak prowadzić kampanię wyborczą z pustą kasą i tyloma porażkami na grzbiecie? A przecież obecny prezydent na swoich Facebookach zapowiada, że będzie startował na kolejną kadencję, bo… bo jego fani – czytaj mieszkańcy – go o to proszą. Pamiętam podobną sytuację, gdy miastem rządził Grzegorz Osyra. Też startował w myśl wałęsowskiej zasady – nie chcę, ale muszę – bo podobno też prosili go o to wyborcy. Jak skończyły się jego rządy, pewnie wielu z was pamięta. Gdyby nie sprzedaż gruntu pod kosztowski węzeł, miejskie długi by nas zabiły.

Reklama

Miejska bryndza to jedno. A konkurencja dla Wójtowicza, która szykuje się do walki o prezydencki fotel, to drugie. Oficjalnie do planowanego startu przyznaje się Robert Patałąg. Patałąg to radny miejski tej kadencji, szef komisji finansów i finansista, który porzucił PiS, a wraz z nim partyjną przynależność do tej partii. Założył klub bezpartyjny pod nazwą Forum Samorządowe. Projekt Mysłowice, do którego dołączyło czterech radnych. Twierdzi, że już niebawem – jak tylko oficjalnie rozpocznie się kampania wyborcza – ogłosi program i grupę, która go wspiera. Deklaruje, że dość ma już polityki, dla której jest miejsce w Warszawie, a nie w miastach, którymi rządzić powinni samorządowcy.

Jeszcze nieoficjalnie, choć przygotowania do startu w wyborach już rozpoczął, do rywalizacji o fotel prezydenta szykuje się Bernard Pastuszka. Także bez partyjnego wsparcia, ale za to w aliansie ze znanym stowarzyszeniem SIL Nasze Miasto Piotra Olszowskiego i z pomocą równie znanego stowarzyszenia My To My. „Razem dla Mysłowic” – pod takim hasłem grupa Pastuszki chce pójść do najbliższych wyborów. Bernard Pastuszka to doświadczony biznesmen prowadzący z powodzeniem własną firmę, mający także doświadczenie w samorządowych ławach radnego z niewielkim epizodem sprawowania funkcji wiceprezydenta.

Reklama

Ciekawą dla miasta kandydaturą  może być jednak Dorota Simela- Konieczna. Od kilku lat dyrektorka mysłowickiego Liceum Ogólnokształcącego nr 1 im. Tadeusza Kościuszki. Ci, którzy wskazują ją na potencjalną gospodynię miasta, twierdzą, że liceum pod jej zarządem nie tylko wzmocniło swoją pozycję w rankingu liceów w województwie i cieszy się 100-procentową zdawalnością matur. Przeszło diametralną przemianę wnętrza budynku, a dyrektorka wykorzystała każdy centymetr jego powierzchni, co dobrze służy przede wszystkim uczniom. To osoba, która potrafi skupiać wokół siebie ludzi z pomysłami, zdobywać fundusze z zewnątrz i finansować pomysły z pomocą sponsorów – mówią ci, którzy znają kulisy sukcesów szkoły. Jej grupa wsparcia to nie tylko uczniowie i ich rodzice, ale wielu ludzi nauki i mysłowickiego biznesu. Dziś mocno ignorowana przez obecną miejską władzę. Nieoficjalnie to przyszła – choć nie potwierdzona – kandydatka Koalicji Obywatelskiej na mysłowicki urząd prezydenta.

To pewnie nie wszyscy kandydaci, którzy mają zamiar i pewnie też wsparcie mieszkańców, by brać pod uwagę start w tegorocznych wyborach. Cisza panuje w kręgach grupy sympatyków i członków stowarzyszenia Polska 2050.

Reklama

Także partia PiS, jak na razie, nie zdradza pomysłów na swojego reprezentanta w mysłowickich wyborach. No, chyba że pisowski pomysł to wsparcie dotychczasowego prezydenta, który przez całą mijającą kadencję był nie tylko fanem tej politycznej formacji. Ze wszystkich sił promował rządowych tuzów jako mysłowickich posłów wspomagających miejską kasę. I choć ostatecznie to wsparcie skończyło się marnym skutkiem, to jednak chłop się starał. Tylko czy o takie starania nam chodzi?

Co daję pod rozwagę.

Grażyna Haska

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Rajmund - niezalogowany 2024-01-07 09:43:41

    Zdecydowanie Pan Pastuszka to najlepszy kandydat. W wielu zachodnich krajach (np. Szwajcaria) żeby zostać odpowiednikiem naszego sołtysa trzeba świetnie zarządzać swoim gospodarstwem, dobrze widziana jest też unormalizowana sytuacja rodzinna, czyli generalnie być człowiekiem sukcesu. W tym kontekście Pan Pastuszka nie musi koloryzować.Poza tym skoro odniósł sukces finansowy, miastu nie grozi wątpliwej jakości reklama w śledczych programach że służbami w tle...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Bula - niezalogowany 2024-01-07 10:50:13

    Dla naszego miasta lepiej aby został wybrany ktoś kto nie był w zamieszany we władze miasta! Pastuszka już był i kłótnie za jego czasów dobrze pamiętamy w mieście, więc dziękujemy

    • Zgłoś wpis
  • Maro - niezalogowany 2024-01-07 21:44:32

    Dokładnie Bula ma rację. Żaden Pastuszka, Wójtowicz czy inna Simela. Niech przyjdzie ktoś nowy, niech pojawi się nowa jakość i świeże spojrzenie

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości