Nadchodzi wiosna i choć prognozy nie są najlepsze, to przecież świeża zieleń napawa radością, poza tym w perspektywie przed nami długi i ciepły majowy weekend. Czyż to nie powód do radości? A same święta nawet traktowane świecko, choćby jako dni wolne od pracy, to przecież okazja do spotkań z przyjaciółmi, rodziną, znajomymi. Tym bardziej, że w naszym mieście - jak w całym kraju - mamy gości z Ukrainy, a świętowanie z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, jest budujące i zgodne z maksymą kościoła.
Mam też życzenia dla radnych i włodarzy miasta, a także tych, którzy w wyniku wyborczych zmian na prominenckich stołkach dostali magistrackie fotele, by jako dobrze płatni urzędnicy odbyć najważniejszy zawodowy staż w swoim życiu. Przykładem takiego podejścia do nowych urzędników jest kancelaria pana prezydenta Dariusza Wójtowicza. Sposób na prowadzoną tam integrację młodych ludzi z zawodem i z przełożonymi jest - wierzcie mi - pionierski.
Przykładowo, dla pełnej spokoju nauki urzędniczego rzemiosła, u drzwi wiodących do kancelarii zamontowano domofon, a wspólnie obchodzone uroczystości pracowników i dzieci pracowników typu „osiemnastki” i podobne – o czym głośno ostatnio w sieci, też pewnie mają za zadanie integrowanie środowiska pracowniczego z urzędującą władzą.
I choć efekty urzędniczej pracy są marne, to warto przypomnieć, że czas jednak pędzi i za kilka miesięcy przyjdzie pora powalczyć o dobry wynik w kolejnych wyborach samorządowych. Warto więc stanąć przed własnym lustrem, spojrzeć sobie w oczy i zadać pytania: Czy wypełniłem obietnice składane mieszkańcom w 2018 roku? Czy może sprzeniewierzyłem się danemu słowu albo co gorsza sprzedałem je za 30 srebrników, bo pieniądze i własne bezpieczeństwo okazały się ważniejsze niż lojalność i obietnice wobec wyborców?
Warto też zastanowić się, czy milczące przytakiwanie i naciskanie przycisku na pulpicie sali sesyjnej, w imię tak zwanego mniejszego zła, to działanie dla dobra mieszkańców, czy raczej przeciw ich interesowi? Czy tak zwany święty spokój, usprawiedliwiany przeświadczeniem „co ja sam mogę zrobić”, to przypadkiem nie sprzeniewierzenie się ślubowaniu radnego, którego treść brzmi: „Uroczyście ślubuję rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu Polskiego, strzec suwerenności i interesów Państwa Polskiego, czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny, wspólnoty samorządowej gminy i dobra obywateli, przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej Polskiej”. Zaś ci, którzy dodali dodatkowo zwrot: „Tak mi dopomóż Bóg”, z pewnością powinni się z uchybień wyspowiadać. Co daję w Wielkim Tygodniu pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze