Kadencja wkrótce się kończy, a w naszym samorządzie mnoży się coraz więcej pytań, a odpowiedzi zaś coraz mniej.
Jak widać, te prawie pięć lat kadencji, to wejście radnych na wyższy poziom wiedzy i wtajemniczenia oraz wiary w sens zarządzania miastem i stąd konsekwentne drążenie tematów zaczyna być standardem. Mam jednak wrażenie, że urzędnicy też nie próżnowali i weszli na jeszcze większy poziom niż radni, tylko że bardziej w przekazywanie wymijających odpowiedzi niż wyjaśnianie zaniedbanych spraw. Chyba do historii przejdą dwie z nich. Pierwsza to zadłużenie miejskiego szpitala, druga to powody wysokich wydatków ponoszonych przez ZOMM, na których pokrycie miasto coraz więcej łoży. W jednym i drugim temacie na stawiane pytania, urzędnicy unikają konkretnych odpowiedzi, a te udzielane jeszcze bardziej gmatwają sprawę.
Temat zadłużenia wobec szpitala wraca niczym bumerang od zawsze. Od września ub. właściwie staje na każdej sesji, bo radny Marek Mikuła i Jacek Klimas dopytują, czy przyznane szpitalowi środki trafiły już do szpitalnej kasy? Ciągle jednak nie wiedzą, bo urzędnicy twierdzą, że pieniądze wysłali, a dyrektor szpitala, że jeszcze ich nie dostał.
Druga niewiadoma to dług miasta wobec szpitala. Odpowiedź na pytanie ile wynosi, a ile jest rzeczywiście zabezpieczonych środków w budżecie i w jakiej pozycji się one znajdują - to kluczowa odpowiedź w dramatycznej sytuacji szpitala. Podczas sesji nadzwyczajnej 9 marca br. na wniosek prezydenta radni uchwalili, że szpital otrzyma łącznie 1,3 mln złotych na pokrycie strat z 2020 i 2021 roku. Z uzasadnienia do uchwał wynikało, że dług miasta z obu lat zostanie w ten sposób spłacony w całości.
Tymczasem informacja o całkowitym uregulowaniu długu jest co najmniej nieprecyzyjna. Podczas zwykłej lutowej sesji - tuż przed tą nadzwyczajną - dyrektor szpitala Grzegorz Nowak przypomniał, że miasto zalega jeszcze szpitalowi za oba lata ponad 2,9 mln. Zatem po przekazniu 1,3 mln zł, do spłaty zostało jeszcze 1,6 mln. zł. Jaka zatem jest prawda?
Jeszcze gorzej jest z pytaniami radnych do prezesa Zakładu Oczyszczania Miasta. Te, postawione kilka miesięcy temu, niedługo pokryją się mchem. Trudno bowiem uznać pisemne informacje, jakie trafiły do radnych, za odpowiedzi na zadane pytania. Tak naprawdę są okrągłymi danymi z bilansu spółki a nie konkretami o jakie pytali radni. Przykładowo radny Marek Mikuła chciał wiedzieć, ile spółka płaci za lokowanie zebranych odpadów na składowisku, lie za paliwo do samochodów odbierających od nas odpady, czy też ile wydaje na opłatę środowiskową albo na oczyszczanie miasta, kolejnej usługi ZOM? Niestety, prezes nie odpowiedział, bo albo nie wie, albo nie chce powiedzieć. Kłopotem dla prezesa ZOM jest też pytanie, co składa się na planowaną podwyżkę stawki za odbiór odpadów dla mieszkańca? Do dziś ani radny Tomasz Papaj, ani Jacek Szołtysek, ani też Antoni Zazakowny tego się nie dowiedzieli.
Jak widać, wydatki tej miejskiej spółki są wielką tajemnicą. Tak wielką, że prezydent wolał zrezygnować z przygotowanej propozycji podwyższenia stawek, by tylko nie dzielić się z radnymi i mieszkańcami informacją, co na tę podwyżkę się składa.
No cóż. Myślę, że robienie tajemnic z takich informacji to bardziej szkoda niż pożytek dla miasta i samych urzędników. Warto pamiętać, że to radni muszą podnieść rękę za prezydencką propozycją, a więc warto wyjaśnić im, o co naprawdę chodzi, by byli za a nie przeciw. Tym bardziej że coraz częściej Wójtowicz musi prosić radnych o zgodę w nawet stosunkowo drobnych zmianach budżetowych miasta.
A poza tym, koniec kadencji to szansa dla zainteresowanych na wgląd do tych głęboko skrywanych tajemnic. Stanie się to wcześniej czy później. Ja mam nadzieję, że jednak wcześniej.
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze