Bernard Świerzy – mąż, ojciec, dziadek i pradziadek. Imielinianin od urodzenia. Urodził się 26 lipca 1934 r., obchodził więc 90. urodziny.
Uczęszczał do szkoły podstawowej w Imielinie, co wspomina:
- Miyszkalimy za lasym i daleko było, a trza było wszyndy łazić piechty abo jechać na kole. Bez las my łazili. Musioł żech wczas wyłazić, coby zdōnżyć. A rechtōr wachowoł i proł po łapach, jak co było niy tak. Jeszcze żech musioł wachować mojej siostry Hildy, bo mało była.
Po ukończeniu szkoły górniczej, aż do emerytury w 1986 r., pracował w KWK Mysłowice. W 1960 r. ożenił się z Jadwigą z Kuhnów:
- Przijyżdżoł dō mie na zolyty na kole. Wtedy wszyndzie daleko było, a ôn z Jamnic na Jazd musioł sie dostać bez las i do dōm wracoł po ćmoku – wspomina Jadwiga.
Reklama
W listopadzie tego roku, jeśli Bóg pozwoli, będą obchodzić 64. rocznicę ślubu – otoczeni najbliższymi, bo dom Bernarda i Jadwigi to miejsce spotkań tych, którzy u „dziadka i babki” bywają na co dzień. Sama rodzina coraz bardziej się powiększa i z ledwością mieści się już na grupowych zdjęciach wykonywanych przy każdej okazji:
- Teroz to nos już z tym nojmodszym je przi stole siedymnostu – liczą Bernard i Jadwiga – a bywo i wiyncyj. Pośród licznej gromady są trzy córki, cztery wnuczki i czworo prawnuków.
Reklama
Bernard zawsze sporo jeździł rowerem. Jeszcze kilka lat temu, jako ponad 80-latek – być może jako najstarszy, lecz niezapisany uczestnik – przejechał trasę od Imielina, przez Chełm Śląski, Lędziny, aż po Bieruń i Bojszowy (w ramach akcji „Powiat na 5”). Teraz rowerem już nie jeździ i latem najczęściej można znaleźć go w altanie, gdzie przy kawie zaczytuje się w prasie lokalnej. Do dziś chętnie grywa w karty, szachy i z przyjemnością ogląda westerny. Zawsze uśmiechnięty, cieszy się z najmniejszych spraw. Jednak najważniejsza pozostaje dla niego rodzina. Regularnie pyta każdego, co u niego słychać i kiedy przyjdzie w odwiedziny – bo jak to tak od kilku dni się nie pojawić?
(MS)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze