Usuwanie skutków wandalizmu to obciążenie finansowe dla Mysłowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Problem nie dotyczy jednak wyłącznie spółdzielni – z dewastacjami mierzą się także właściciele budynków miejskich i prywatnych. W 2025 roku na usuwanie skutków dewastacji w swoich zasobach MSM wydała ponad 84 tysiące złotych.
W 2025 roku w nieruchomościach MSM odnotowano 17 aktów dewastacji. Najczęściej były to graffiti na elewacjach, a także graffiti na wiatach śmietnikowych. Spółdzielnia musiała również zmierzyć się z dewastacjami drzwi (cztery incydenty), pożarem wiaty śmietnikowej oraz zniszczeniem windy. Łączny koszt napraw wyrządzonych szkód wyniósł 84 770,66 zł.

Zdecydowana większość dewastacji miała miejsce w dzielnicy Centrum, gdzie odnotowano 70,6 proc. wszystkich zdarzeń. Pozostałe przypadki rozłożyły się na rejony Chopina–Wielka Skotnica, Janów Miejski–Ćmok oraz Brzęczkowice.
Zdaniem mieszkańców wandale mogą czuć się bezkarni, ponieważ miejski monitoring nie obejmuje całego miasta. Skutki dewastacji są szczególnie widoczne m.in. w rejonie Rymery, przy przystanku autobusowym na ul. Oświęcimskiej oraz na osiedlach w Brzęczkowicach. Elewacje są „ozdabiane” napisami, często wulgarnymi, a także symbolami i rysunkami o charakterze kibicowskim.

Jak usłyszeliśmy w straży miejskiej, strażnicy natychmiast reagują na zdarzenia rejestrowane przez kamery miejskiego monitoringu i zawiadamiają policję. Problem pojawia się jednak często w momencie interwencji – gdy patrol dociera na miejsce, sprawców zwykle już nie ma. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że wandale działają często zamaskowani i zakapturzeni i trudno ustalić ich tożsamość.
W opinii wielu mieszkańców rozbudowa systemu monitoringu mogłaby ograniczyć liczbę zniszczeń i zmniejszyć koszty napraw, które ostatecznie ponoszą wszyscy mieszkańcy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze