Stosowana od lat przez Wójtowicza metoda „kija i marchewki” znów zadziałała. Podczas sesji Mateusz Targoś, któremu podlega mysłowicka oświata, oświadczył, że nie będzie wyciągał konsekwencji wobec dyrektorów szkół, jeśli wydane przez niego zarządzenie dotyczące norm zatrudnienie w oświacie na poszczególnych stanowiskach nie będzie przestrzegane. Zgromadzeni na sali sesyjnej pracownicy administracji i obsługi szkół nagrodzili to oklaskami. Oczywiście dyrektorów na sesyjnej sali nie było, ale daję głowę, że sesję oglądali w internecie. A mimo tego, dyrektorzy szkół przystąpili do realizacji zarządzenia, choć w istocie to nakaz zwolnień i ograniczenia wymiaru etatów.
I jak widać – nic z tego. Przymiarki do zwolnień toczą się pełną parą. Oświatowe związki dostają ze szkół pisma o opinię związkową w sprawie zwolnienia wyznaczonych pracowników. W szkołach funkcjonuje też druk, na którym pracownik
ma się określić, czy wyraża zgodę na porozumienie stron w sprawie ograniczenia mu etatu lub odejścia z pracy, czy też nie. By wykonać zarządzenie, co sprytniejsi dyrektorzy korzystają z braków w zatrudnieniu na danym stanowisku i by wykonać wyznaczone normy, skreślają wakaty.
Dyrektorzy nie czekają nawet na rozstrzygnięcie wojewody i uchylenie zarządzenia, o które wystąpił oddział mysłowickiego Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) jeszcze 28 sierpnia – tydzień po wydaniu zarządzenia.
A zdaniem związkowców wydane zarządzenie narusza prawo, ponieważ nie zostało wydane z zachowaniem obowiązującej procedury, bo bez opinii związków zawodowych czy kuratorium, które są niezbędne. Zdaniem ZNP, zarządzenie narusza
samodzielność i kompetencje dyrektorów szkół, stąd rozstrzygnięcie wojewody jest konieczne. Zatem kolejny raz pytam i co z tego, skoro koło redukcji się toczy? I nie chodzi o to, że jestem przeciwna oszczędnościom czy uporządkowaniu zatrudnienia w szkołach. Wiem, że miasto potrzebuje oszczędności, bo jest bankrutem. Z wykonanego w ub. roku opracowania dr Haliny Błoch dla oświaty, wiem też, że m.in. stan zatrudnienia w szkołach tego samego typu różni się pomiędzy szkołami całkiem sporo, przy tej samej zmianowości czy podobnej powierzchni budynku, więc trzeba
to zunifikować. Chodzi jednak o to, by takie zmiany, które dotykają ludzi – często długoletnich pracowników – były przeprowadzane z rozwagą, a nie pochopnie. By dawały zwalnianym szansę na znalezienie nowej pracy, a szkołom na spokojne działanie. Tymczasem poza związkowcami i opozycyjnymi radnymi nie ma sprzeciwu wobec takiej nie-
godziwości. Dyrektorzy nie bronią swoich pracowników. Wykonują polecenie pryncypała, bo nauczylisię, że przełożonego trzeba słuchać i nie narzekać na niedomagania systemu, czy przyznawać się do niedoróbek, bo inaczej... „w łeb”.
Przykład takiego zachowania? Pamiętam, jak pod koniec ub. roku na jednej z komisji radna Anna Kaczmarzyk zapytała obecnych dyrektorów, czy braki psychologa w szkołach to powszechny mankament, czy tylko brakuje go w szkole, której dyrektorka poprosiła ją o interwencję? Wówczas obecny na komisji Mateusz Targoś pewnie tak „sparaliżował” dyrek-
torów – choć siedzieli za jego plecami – że ci, bojąc się odezwać, kiwnęli, potakując głowami. Dla mnie to dramat.
I żeby nie było. Wiem, jak karane są przez Wójtowicza i Targosia przejawy jakiejkolwiek dyrektorskiej niesubordynacji. Przypomnę tylko, jak to Dorota Konieczny-Simela na zawsze była skreślona z listy nagród, bo miała swoje zdanie. Czy Barbara Zawiślak, pozbawiona w SP 3 funkcji dyrektora na kolejną kadencję, bo ośmieliła się czynić uwagi Wójtowiczowi co do nagradzania nauczycieli w jej szkole. Podobnie sekowaną dyrektorką była Marietta Grabowska z SP 5, która ośmieliła się startować z listy KO. W efekcie nie została jej przedłużona umowa o pracę na ten rok szkolny, już jako nauczycielki emerytki, choć potrzeby kadrowe w tej szkole są więcej niż poważne.
Zarządzenie Targosia i jego wdrażanie w życie czy postawa dyrektorów szkół to tylko przykład metod zarządzania miastem i ludźmi przez obecnych włodarzy. Bezkrytyczny posłuch podległych urzędników na wszystkich szczeblach i we wszystkich jednostkach miasta dla tzw. świętego spokoju – to już w większości standard.
Tylko do czego ten bezkrytyczny posłuch nas doprowadzi? W odpowiedzi na to pytanie przychodzi mi na myśl wiekopomne przesłanie z Norymbergi, czyli: myśmy wykonywali tylko rozkazy.
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
PS. Poza tym uważam, że optymalizacja zatrudnienia powinna rozpocząć się od samego magistratu, czyli od urzędników i prezydentów miasta, choćby w kontekście wynagrodzeń. No, ale to już nie budzi jakoś zainteresowania prezydenta.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jak to?!Pani redaktor! Przecież " prezydent" idealnie wpisuje się w "demokrację walczącą" Pani mocodawcy. Nota bene namaszczonego przez państwo w którym ta Norymberga leży..... Czyżby ciepiała Pani na syndrom kalego?
Spora grupa dyrektorów została nominowana na to stanowisko podczas prezydentury obecnego włodarza, więc jak mogą coś samodzielnie zadecydować, mimo posiadanych uprawnień. Zaraz by im przypomniano, "skąd im nogi wyrastają". Słynne trio- trzech tenorów- zapisało się złotymi zgłoskami, ale nasze trio prezydenckie zapisze się czarnymi zgłoskami. Temu jednemu to się nie dziwię, bo nie stąd, ale ci dwaj, a zwłaszcza ten jeden, który przez 20 lat z pozycji radnego zawsze prawie był w opozycji i zaciekle walczył o interesy mieszkańców i ludzi pracy?
Jak to?!Pani redaktor! Przecież " prezydent" idealnie wpisuje się w "demokrację walczącą" Pani mocodawcy. Nota bene namaszczonego przez państwo w którym ta Norymberga leży..... Czyżby ciepiała Pani na syndrom kalego?
Spora grupa dyrektorów została nominowana na to stanowisko podczas prezydentury obecnego włodarza, więc jak mogą coś samodzielnie zadecydować, mimo posiadanych uprawnień. Zaraz by im przypomniano, "skąd im nogi wyrastają". Słynne trio- trzech tenorów- zapisało się złotymi zgłoskami, ale nasze trio prezydenckie zapisze się czarnymi zgłoskami. Temu jednemu to się nie dziwię, bo nie stąd, ale ci dwaj, a zwłaszcza ten jeden, który przez 20 lat z pozycji radnego zawsze prawie był w opozycji i zaciekle walczył o interesy mieszkańców i ludzi pracy?