Jest takie miejsce w Mysłowicach, które - gdyby ktoś mnie zapytał - mógłbym polecić na pierwszą randkę. Zakochani, zauroczeni, jak wiadomo oczy swe kierują głównie na siebie i na głowie stają, by na takie obiecujące spotkanie dotrzeć. To, czy obietnica taka (ciągu dalszego) okazuje się jedynie mirażem głodnej uwagi duszy, czy ma następstwa jak najbardziej pozytywne, jest sprawą inną i osobną. Ale, kierując oczy na siebie, spiesząc się na miłe (jak sądzę) spotkanie, randki nie zwracają uwagi na ten mały dyskomfort estetyczny w pobliżu dworca kolejowego.
Jest na Promenadzie takie miejsce, gdzie z dali od latarnianego blasku, z dala od ciekawskich oczu, można przysiąść i pierwsze ważne zdania wymienić, a tych jest na początku sporo, na początku wszystkie zdania są ważne. Pierwsze ważne zdania wymienić, albo zawiesić można pod rozłożystymi gałęziami wysokiego drzewa, na ławce, na skwerku, gdzieś w połowie wysokości schodów wychodzących (albo schodzących) zza tablicy pamiątkowej aż do zielonej niecki. Brak tam latarni, a brak światła sztucznego - jak wiadomo - sprzyja nastrojowi. Nastrojowi sprzyja ów drzewo ze swymi liśćmi i rozłożystymi gałęziami. Nastrojowi sprzyja Promenada o każdej porze roku, ale głównie wieczorami.
Przemierzyłem Promenadę w tę i we w tę w latach szczenięcych, bo przez wiele byłem dumnym piłkarzem Lechii 06 Mysłowice. Przemierzyłem Promenadę w tę i we w tę w ostatnich latach, biegając i spacerując namiętnie po mieście.
Na Promenadzie jest klimat ze względu na piękne kwiecie róż, w miejscu w którym cierpienia przez lata zadawano większe, dużo większe niż cierpienia serca złamanego o ukłuciu różanym kolcem nie wspominając.
Jest Promenada miejscem o wielu twarzach i możliwościach i aż żal, że niewykorzystywanych nawet w połowie.
Różą w tym bukiecie są koncerty promenadowe. Niedawna premiera tego przedsięwzięcia sprawia, że ręce me składają się do oklasków, choć na żadnym z nich nie byłem. Nie dlatego, że nie chciałem, ale dlatego że nie mogłem. Promenada w moim przypadku przegrała z innymi, wieczornymi, kulturalnymi, przedsięwzięciami w innych miejscach.
Recenzje są dobre, bo to dobre miejsce na takie koncerty. Koncert promenadowy nie jest odkryciem Ameryki. Podobne od lat odbywają się w katowickim Parku Kościuszki, choć tam akurat króluje klasyka.
Skibie, dyrektorowi MOK-u, dzięki, że na adaptację Promenady na przestrzeń wypełnioną dźwiękami wpadł i zaadoptował ideę koncertów promenadowych na mysłowickim gruncie.
Muzyka w przestrzeni miejskiej, choć Promenada nie jest oczywiście przestrzenią miejską sensu stricte, ma swoje miejsce i jestem pod jej urokiem. Nic tak nie ożywia odrapanych murów albo wiekowych kamienic, jak grana na żywo muzyka.
W miejscach pełnych uroku, jak rzymski Castel Sant’Angelo, werońskim Castel San Pietro jest to ozdoba często wyszukana na równi z kamieniczna sztukateria spod dłuta mistrzów. Słyszałem tam urocze gitarzystki, smukłymi palcami pieszczące gryfy gitar niczym Santana albo Knopler. Widziałem tam skrzypaczki wyciągające z drewnianych pudeł rezonansowych nuty muzyki filmowej, klasyki czy popkulturowych hitach ostatnich lat, melodie wpadające w ucho mocniej o tyle, że odbite od cegieł czy kamieni o kilkusetletnich żywotach.
Promenada w Mysłowicach brzmi o tyle smaczniej, że oferta muzyczna naszego miasta raczej wyrafinowana nie jest. Spuszczam zasłonę milczenia na potańcówki i koncerciki marnej jakości, o przebrzmiałych częściach Oberschlesien z okazji Dni Mysłowic, już tu pisałem.
Chciałbym jeszcze i więcej, nie bacząc na to, że jazzowa synkopa zmieszać się tam może z grillowym dymem, bo te daleko. Chciałbym więcej, bo to kolejny argument, by w Mysłowicach zostać - czy to na wieczór, czy to na dłużej.
Dziś rano w radio słyszałem, że Katowicom przybyło mieszkańców. W czołówce przemeldowanych są mysłowiczanie.
Krzysztof Bąk
radny Mysłowic. Były dziennikarz Co Tydzień, Dziennika Zachodniego, TVS, TVP i Polsatu News oraz Wydarzeń.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze