Do czego to doszło. Mieszkańcy muszą dyscyplinować mysłowickich włodarzy, by zechcieli się wycofać – mówiąc oględnie – z nierozsądnych pomysłów. A przecież to mieszkańcy niejako wynajęli do zarządzania miastem prezydenta i to on powinien dbać o ich interesy, a nie o swoje i swoich kolesiów. Wprawdzie pilnowanie prezydenta, by był rozsądny i prawy, powierzyli radnym, ale jak wiemy, tym razem większość radnych jest przygotowana raczej do jego usług.
Opozycja formalnie nie ma szans na skuteczną naprawę prezydenckich decyzji. No chyba, że zrobi to sposobem, by prezydent mógł zachować twarz. Tak udało się w czerwcu uzmysłowić Wójtowiczowi, że proponowana opłata żłobkowa od dziecka powinna wynosić 1500 złotych, bo rząd tyle zwraca, a nie, jak proponował jego wice Targoś – 400. Udało się i na ostatniej sesji projekt uchwały na 1500 złotych został zaklepany i od października znacząco pokryje gminne koszty utrzymana dziecka w żłobku.
No, ale takie sposoby trzeba wyćwiczyć, by były skuteczne. Tymczasem mieszkańcy, nie czekając na opozycyjnych rajców, muszą sami reagować. Już widać, że to właśnie mieszkańców prezydent się rzeczywiście boi. Jeśli protestują grupą, to Wójtowicz wycofuje się z podjętych decyzji.
Takich przypadków znam już co najmniej kilka. Zaczęło się od pomysłu domów modułowych, które miały powstać na Laryszu i protest mieszkańców tak wystraszył Wójtowicza, że nie tylko ich nie postawił, ale by ułagodzić Laryszan, wreszcie rozpoczął budowę laryskiej szkoły.
Mieszkańcy ul. Akacjowej na Krasowach protestując, zachowali swój zadbany zielony skwer, który miał iść pod młotek dla dewelopera. Nie inaczej było ze schroniskiem, które miało powstać przy ul. Świerczyny czy ze skwerem na Ćmoku, kiedy to mieszkańcy przyszli na sesję, by zaprezentować swój sprzeciw wobec sprzedaży tego zielonego terenu.
Ostatnia sesja jeszcze bardziej dobitnie pokazała, że już tylko mieszkańcy miasta mają realny wpływ na prezydenta. Jak się wkurzą i zaprotestują przeciw prezydenckim pomysłom, to ten się wystraszy i zrezygnuje z robienia kolejnych głupot.
Tak też stało się w sprawie pomysłu na redukcję zatrudnienia w oświacie. Pracownicy oświatowej administracji i obsługi przyszli na sesję gotowi bronić swoich miejsc pracy. To wystarczyło, by reprezentujący prezydenta Mateusz Targoś, choć wił się w tłumaczeniach i zapewnieniach, że oszczędności są niezbędne, w zasadzie uznał swoje zarządzenie za nieobowiązujące dla dyrektorów. Macie pojęcie? Zarządzenie wydane przez urząd miasta nie musi być przestrzegane? Tylko czy na pewno dyrektorzy staną za pracownikami i zarządzenie zbagatelizują, czy jednak wezmą na siebie ciężar ludzkich tragedii i wykonają pomysły Targosia na oszczędności w oświacie. Jeśli tak, to raczej ze strachu przed zwolnieniem czy pozbawieniem premii, niż z przekonania. Żaden z dyrektorów bowiem nie pojawił się na sali sesyjnej, by wspomóc swoich pracowników.
I kolejnym przykładem – z rzędu skutecznych nacisków mieszkańców miasta – jest planowane ograniczenie w wywozie odpadów. Prezydent wycofał z porządku obrad czwartkowej sesji pomysł ograniczenia częstotliwości opróżniania naszych kubłów na śmieci przez ZOMM. Fala krytyki tego pomysłu zrobiła swoje. Wprawdzie wycofanie podobno było inicjatywą klubu radnych PiS i WdM, ale myślę, że prezydent chciał zachować twarz, stąd nawet nie stawił się na sesji. Tylko że raczej właśnie tę twarz stracił. Zabrakło mu chyba odwagi, by obecnością swoją firmować swoje sprzeczne decyzje.
No bo jak tłumaczyć takie sesyjne informacje? Miasto już nie płaci i nie zapłaci do końca roku 32 milionów składek ZUS. Właśnie poprosiło o prolongatę terminu spłaty zaległości do marca przyszłego roku. Z rosnącymi zaległościami wobec Metropolii za transport miejski to będzie już niemal 100 mln złotych nieoficjalnego długu, jaki powstał tylko w dwóch ostatnich latach. Albo sprzedawanie za bezcen najemcom gminnych mieszkań z 50-procentową bonifikatą, byle zdobyć do kasy marną złotówkę, a przy tym roztaczanie planów budowy mieszkań komunalnych za 260 mln złotych. Tak, tak, taki plan przedstawiła podczas sesji dyrektorka MZGK. Skąd na to pieniądze? Trudno powiedzieć.
Albo weźmy takie opowieści o inwestycjach, realizowanych wprawdzie za kolejne długi – bo za uchwaloną emisję obligacji na 35 mln złotych plus koszty emisji – ale co z tego? Takie przykłady, to więcej niż jakieś wariactwo decyzyjne bez składu i ładu. A prezydenta na sesjach nie ma, bo pewnie nie potrafiłby wyjaśnić, dokąd zmierzamy.
Ciekawa jestem, kiedy mysłowiczanie poczują strach o siebie i miasto i wezmą sprawy w swoje ręce, i podziękują włodarzom, egzekwując niejako swoje prawa do obrony kondycji miasta. To dziś chyba jedyna szansa na konkretne zmiany dla miasta i ratunek przed hucznym bankructwem.
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
a jak bronić sie przed radnymi którzy od, bez mała, 30 lat wstrzymują się od głosu? od ponad ćwierć wieku ( bez przerwy,) nie mają zdania co jest dobre dla miasta a co nie? jaka jest ich rola w dzisiejszym stanie miasta? jak sie przed nimi bronić Pani Redaktor?
Chętnie poznałbym tych radnych którzy o 30 lat zasiadają w radzie.
a jak bronić sie przed radnymi którzy od, bez mała, 30 lat wstrzymują się od głosu? od ponad ćwierć wieku ( bez przerwy,) nie mają zdania co jest dobre dla miasta a co nie? jaka jest ich rola w dzisiejszym stanie miasta? jak sie przed nimi bronić Pani Redaktor?
Chętnie poznałbym tych radnych którzy o 30 lat zasiadają w radzie.