Podobno im człowiek starszy, tym mniej się dziwi pewnym zjawiskom. Takoż ja, starzejąc się – jak każdy – z roku na rok i z miesiąca na miesiąc, dziwię pewnym zjawiskom niezmiennie.
Takim zjawiskiem, które dziwi mnie niezmiennie jest rozdźwięk pomiędzy słowami, deklaracjami a czynami. – Czyny nie słowa – mawiają motywatorzy.
Dziennikarskie doświadczenie nauczyło mnie, że polityczne deklaracje i ich wypełnianie leżą na przeciwległych zboczach Wielkiego Kanionu Kolorado, dokładnie w tym miejscu, w którym jedna ściana Wielkiego Kanionu jest oddalona od przeciwległego zbocza Wielkiego Kanionu o prawie 30 km.
Polityczne deklaracje i ich wypełnianie nie są więc kochającymi siostrami, raczej antagonistkami chodzącymi swoimi, nieprzecinającymi się ścieżkami.
Widziałem niegdyś Wielki Kanion, jest to widok zapierający dech w piersiach, bo amerykański krajobraz ma to do siebie, że wiele formacji skalnych, wiele przyrodniczych okazów i głazów, absolutnie nie przypomina tych widywanych i odwiedzanych w Europie. Widziałem niegdyś Wielki Kanion, również w jego najwęższym miejscu, gdzie zbocza dzieli kilkaset metrów i dziś wydaje mi się, że mógłby być metaforą polityki, że mógłby być opowieścią o polaryzacji i rysunkiem debaty społecznej, negocjacji, a nawet starożytnego pojmowania polityki jako działalności dla dobra ogółu. Mógłby, bo dwa przeciwległe zbocza zbliżają się do siebie, jakkolwiek nigdy nie stykają i mógłby, bo ta – względnie oczywiście – szczelina, jest jednak poważnie głębokim dołem, przez który nie sposób przejść i którego nie sposób zasypać.
Ale są sprawy, które łączyć powinny niczym przepiękny most nad Sundem łączący szwedzkie Malmoe i duńską Kopenhagę (choć Szwedów i Duńczyków, moim zdaniem, więcej łączy niż dzieli) i którym Szwedzi z rana do Danii do pracy albo na obiad, a Duńczycy wieczorem z pracy albo wcześniej na zakupy, śmigają sobie dzień w dzień w te i we wte, jakby nie tylko cieśniny Sund, ale i całego Bałtyku pod nim nie było. Jeżdżą sobie więc Duńczycy do Szwedów, a Szwedzi do Duńczyków, dzień w dzień, niczym mieszkańcy Mysłowic do Modrzejowa i na Niwkę jeżdżą sobie codziennie dumnym, mysłowickim mostem Niepodległości, który – jak pewno Państwo pamiętacie – był budowany wiele, wiele lat, choć krótki jest jak kołderka przykrywająca mysłowicki budżet. Dla odmiany, zbudowanie mostu nad Sundem Skandynawom zajęło pięć lat i były to lata nie tyle intensywne, co mocno owocujące jeszcze większą współpracą gospodarczą, jeszcze większą wymianą handlową, jeszcze większym przepływem ludzi, również turystów i jeszcze większą współpracą: miejską, kulturalną a nawet policyjną.
Takimi sprawami łączącymi niczym most, bo przecież mosty budowane są po to, by łączyć a nie dzielić, są sprawy regionalnej tożsamości, historii a czasem kultury, choć akurat kultura potrafi i poróżnić.
Taką sprawą, która wydawała mi się łączyć a nie dzielić jest język śląski, którym w znakomitej większości większość mysłowickich rajców potrafi się mniej lub bieglej posługiwać, choćby jego używanie miało się sprowadzić jedynie do godania: „ja” na potwierdzenie zgody.
Takie „ja” usłyszałem od kilkorga proprezydenckich radnych, gdy przed ostatnią sesją zapytałem ich, czy poprą przygotowany przez radnych Koalicji Obywatelskiej i radnego niezależnego apelu do prezydenta Andrzeja Dudy o podpisaniu ustawy czyniącej język śląski językiem regionalnym.
Pan Duda, jak wiadomo, ustawy wciąż nie podpisuje, choć z Pałacu Prezydenckiego nadawane są od czasu do czasu sygnały, że podpisywać jej nie zamierza, co dla mnie i wielu reprezentantów śląskich środowisk zaskoczeniem nie będzie.
Ale póki piłka w grze, wszystko jest możliwe, nadzieja - jak mawia się na Śląsku - umiera ostatnia, a reanimację wiary w bycie dżentelmena z Krakowa prezydentem wszystkich Polaków, również Ślązaków, podtrzymują takie właśnie apele o bycie prezydentem wszystkich Polaków, również Ślązaków. Wspomnę tylko dwa: Sejmiku Województwa Śląskiego i radnych sąsiednich Katowic.
Apelu z Mysłowic nie będzie, bo ci co mówili: „ja” i „my som stond”, po krótkiej przerwie zmienili zdanie, a spuściwszy swe szczere oczęta na rajcowskie ławy, jak jeden mąż, ramię w ramię, wszyscy bo przecież Wspólnie dla Mysłowic + PiS = Wielka Miłość, zagłosowali przeciwko wprowadzeniu takiego apelu do porządku obrad.
Jest to działanie na wskroś polityczne i bardzo tchórzliwe, jest to uciekanie od spraw i chowanie się za parawan prawnych paragrafów. By zmienić porządek obrad trzeba tzw. większości bezwzględnej. W Mysłowicach to 12 głosów. Akurat tyle ma WDM i PiS. Opozycja ma głosów 11. Nad projektem apelu dyskusji więc nie było.
Byłbym w stanie zrozumieć, gdyby ów apel nie został przegłosowany. Cóż – tak działa demokracja, ale niedopuszczenie do dyskusji nad nim, to proste tchórzostwo i unikanie tematów. Przykre o tyle, że jak pisałem: była obietnica, że będzie, bo „my som stond”.
No więc „bycie stąd” przegrało z byciem w prezydenckim klubem i przegrało ze ślepym podporządkowaniem koalicjantom z PiS. Dla mnie osobiście słowa droższe od pieniędzy, jak coś obiecuję tak robię, a robię najczęściej zgodnie z własnym sumieniem. Dla takich postaw, dla politykierstwa przez małe p – zero szacunku dla takiej postawy.
Zero szacunku również za głosowanie przeciwko mieszkańcom – mam na myśli zgodę na sprzedaż działki przy Fabrycznej, ostatniego, zielonego bastionu oddzielającego mieszkańców okolicznych domów od uciążliwej strefy przemysłowej. Nie każda miejska działka musi trafić na sprzedaż. Nie każda miejska działka musi szkodzić mieszkańcom. Nie każdy projekt uchwały musi zostać przegłosowany, szczególnie wtedy, gdy mysłowiczanie przychodzą na komisje i sesję Rady Miasta, by prosić, by tego nie robić.
Na 15 tys. zł ceny wywoławczej urzędnicy wycenili bezpieczeństwo mieszkańców Larysza. Za tyle skrawek pola, co do którego istnieje poważna obawa, że w rękach dewelopera posłużyłby jako droga dojazdowa do jego osiedla, ściągając na poruszających się zdewastowaną ulicą Ofiar Września potok samochodów. 15 tys. zł budżetu miasta nie uratuje. 15 tys. zł, w przeliczeniu na kilka tysięcy mieszkających tam osób, to po kilka złotych na głowę. Bezpieczeństwo i poczucie bezpieczeństwa mysłowiczan wyceniono więc na ćwierć koszyka świeżych truskawek.
Krzysztof Bąk
radny Mysłowic. Były dziennikarz Co Tydzień, Dziennika Zachodniego, TVS, TVP i Polsatu News oraz Wydarzeń.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Polityka przez małe "p" to wstrzymywanie się od głosu, prawda Panie Redaktorze?
Nawet przy uchwałę w której rada przyjmuje do wiadomości informacje o stanie podległych jednostek.... Pan radny nie miał zdania czy przyjął do wiadomości czy nie przyjął.... Żenada przez duże Ż, radny przez mikro r za to narcyz przez największe N w Mysłowicach...
Rodzicielstwo przez małe r panie, żeś pan nie jest tak zaangażowany i uczciwy i dokładny we wszystkie - najważniejsze punkty życia rODZICIELSKIEGO.
Mimo widocznej niechęci do Pana osoby, radnych z koalicji rządzącej, liczę na dalsze merytoryczne wystąpienia!
A to dopiero dziennikarskie doswiadczenie nauczyło Cię, że od słów do czynów daleka droga? Ja na prezent od św. Mikolaja czekam enty rok... Nie ma to jak zaczać od truizmów, wpleść prywate o wojażach i skończyc jak zawsze.
Polityka przez małe "p" to wstrzymywanie się od głosu, prawda Panie Redaktorze?
Nawet przy uchwałę w której rada przyjmuje do wiadomości informacje o stanie podległych jednostek.... Pan radny nie miał zdania czy przyjął do wiadomości czy nie przyjął.... Żenada przez duże Ż, radny przez mikro r za to narcyz przez największe N w Mysłowicach...
Rodzicielstwo przez małe r panie, żeś pan nie jest tak zaangażowany i uczciwy i dokładny we wszystkie - najważniejsze punkty życia rODZICIELSKIEGO.