20 mln osób - nawet tylu Polaków, według szacunków z 2018 r. mieszka poza granicami kraju. Największa Polonia to Stany Zjednoczone. Jeśli jednak przyjąć za kryterium tylko kontynent europejski, najwięcej Polaków w krajach zagranicznych mieszka w Niemczech. Jednak które regiony można uznać za zdecydowanie najbardziej biało-czerwone?
W sumie w Niemczech mieszka ok. 1,5-2 mln Polaków. To zdecydowanie więcej niż w kolejnych krajach tego zestawienia. Choć z Polonią powszechnie kojarzona jest Wielka Brytania, nie jest ona wcale tak popularna, jak mogłoby się wydawać. Według oficjalnych danych, Wyspy zamieszkuje ok. 0,65 mln Polaków. To mniej niż w przypadku:
Analizy dotyczące tego, gdzie na codzień przebywa najwięcej osób o polskich korzeniach to nie tylko kwestia czysto socjologiczna. Przekłada się również na relacje biznesowe - właśnie “polskie” regiony charakteryzują się również bardzo silnym związkiem interesów z terenami przygranicznymi w Polsce. Możliwości, jakie daje rozwinięcia flota logistyczna i szybkie przesyłki do Niemiec, a zarazem brak barier językowych sprzyjają rozwijającej się wymianie handlowej. Dzieje się tak nie na poziomie całych krajów, ale właśnie poszczególnych regionów.
Zdecydowanie najwięcej Polaków mieszka w Nadrenii Północnej Westfalii. To według najnowszych analiz ok. 0,7 mln. Mniejszymi skupiskami polskimi są:
Z kolei najmniejszymi z polskich regionów w Niemczech są:
Turynia - 10 tys. osób Saksonia - Anhalt - 11 tys. osób Meklemburgia Przymorze Przednie - 13 tys. osób.Ciekawostką jest zestawienie polskich miast w Niemczech. Sam Berlin to ok. 180 tys. Polaków. To więcej niż liczba mieszkańców w takich miastach jak Gliwice, Zabrze, Olsztyn, Bielsko-Biała czy Bytom.
Jeśli spojrzeć na rozmieszczenie Polaków w Niemczech, widać wyraźnie podział na część wschodnią i zachodnią. Niemal wszystkie powiaty przygraniczne to miejsca, gdzie można liczyć na emigrantów, pracowników zarobkowych lub osób mieszkających tam od pokoleń, ale ciągle silnie związanych z Polską. Z kolei bogatsza część zachodnia jest pod tym względem zdecydowanie mniej spolonizowana.
Co ciekawe, dzieje się tak mimo, że nowe landy - te, które wcześniej związane były z NRD - z założenia charakteryzują się mniejszą liczbą obcokrajowców niż zachodnie. Wyjątek to Berlin, w którym odsetek cudzoziemców sięga aż 15 proc. W efekcie jest prawdziwie multikulturowym tyglem, w którym mieszają się dziesiątki nacji. Jeśli jednak porównać Berlin np. z Monachium, można być zaskoczonym - w stolicy Bawarii odsetek obcokrajowców przekracza zdecydowanie 25 proc. Z kolei najbardziej multikulturowym miastem w Niemczech jest Offenbach w Hesji, gdzie ok. 30 proc. mieszkańców pochodzi spoza tego kraju.
Ciekawostką w polskim kontekście jest też miejscowość Loecknitz. To bardzo mała, bo liczące zaledwie 3188 osób - według stanu na koniec roku 2018 - gmina we wspomnianej Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Od lat 90. działa w nim już polsko-niemieckie gimnazjum. Powód? Według danych niemieckiego Instytutu Spraw Publicznych, aż 10 proc. tej miejscowości to właśnie Polacy - pod tym względem proporcja zdecydowanie wyróżnia Loecknitz na tle innych gmin za zachodnią granicą.