Reklama

Nie ma przypadków

17/07/2024 14:01

Kto nie obejrzał ani jednego meczu Euro, niech pierwszy rzuci kamieniem. Ja, choć od kilku lat piłce nożnej poświęcam, zarówno praktycznie, jak i wizualnie, bardzo, ale to bardzo mało czasu, obejrzałem ich całkiem sporo.

Nie, nie kibicowałem Hiszpanii, przynajmniej do półfinałów. Nie kibicowałem Hiszpanii aż do półfinałów, choć ten kraj fascynuje mnie z kilku powodów.

Po pierwsze - ma ciekawy system polityczny, w którym władza centralna, sporo upraszczając, ma dosyć duże zaufanie do swoich obywateli i ich poczucia regionalnej wspólnoty. Gdyby szukać dziś przykładów, świetnie funkcjonujących współczesnych autonomii, trzeba by skierować się właśnie na Półwysep Iberyjski. Katalonia, Kraj Basków - to te najbardziej w świecie rozpoznawalne, ale przecież cały ten kraj to 17 wspólnot i 2 autonomiczne miasta.

Reklama

Jak bardzo to przywiązanie jest mocne, niech na niwie futbolowej świadczy przykład, zapewne znanego Szanownym Czytelnikom klubu Athletic Bilbao. W liczbie mistrzowskich tytułów i królewskich pucharach, raczej nie ma co rywalizować ze znanymi na całym świecie - Barceloną i Realem, ale... jest to jeden z trzech hiszpańskich klubów, który to nigdy, ale to nigdy nie spadł z najwyższej klasy rozgrywkowej. Co lepsze, ten jeden z symboli baskijskiej dumy, nie zatrudnia piłkarzy spoza regionu. Taką ma zasadę i kropka. W dobie kosmpolitycznych transferów, masowego importu średnio utalentowanych - by spojrzeć tylko na polskie boiska - Czechów i Słowaków, to ewenement nad ewenementami, rzecz godna kilku wieczorów nad książka, by historię i zasady napędzające Athletic Club poznać.

Po drugie, Hiszpania już zawsze, odkąd na kilka dni z Dziennika Zachodniego, mojej ówczesnej redakcji, wysłano mnie tam w dziennikarską delegację, kojarzyć będzie się z kalmarami pieczonymi w głębokim oleju niczym frytki. Jedliśmy je kilogramami w ów czerwcowe wieczory, wystawiając na poważną próbę guziki koszul i spodni, bo kalmary choć zdrowe i pyszne, to w cieście prażonym w oleju, są wciąż pyszne, ale dużo mniej zdrowe. My, współcześni ludzie, tłuste lubimy, bo tłuszcz, to nośnik smaku. Co tłuste, z reguły pyszne, o sznicie z tustym i kiszonym ogórkiem, nie wspomnę, bo miało być południowo.

Reklama

Po trzecie, Hiszpania, to kraj z pięknymi wyspami Morza Śródziemnego, i tych wysp, nie reprezentacji, nie klubowych legend, najbardziej im zazdroszczę, no może poza parkiem Guel i innym odciskami geniuszu Antoniego Gaudiego. Zazdroszczę im tych wysp, ze względu na wulkan, szafir wody i wbijający się w morze Formentor, w pierwszej części porośnięty drzewami choć gigantycznymi, to i tak sięgającymi ledwie do kolan sekwojom na zachodnim wybrzeżu Ameryki Północnej.

Ale było sobie Euro, którego to już od niedzieli nie ma i to Euro w Niemczech wygrali Hiszpanie, po finale z wyblakłymi jak ich blade koszulki Anglikami, czyli drużyną, która nie tylko nie powinna grać w finale, ale i jedną z dwóch drużyn, które nie powinny zajść do półfinałów, co więcej Hiszpanie wygrali w finale z drużyną, która powinna dwukrotnie co najmniej odpaść. Najpierw wziąć lanie od Słowaków, potem od Szwajcarów. Raz tylko grali na poziomie, przez pewien czas półfinału z Holandią. To druga drużyna, której w półfinałach być nie powinno, bo mimo historii, mimo gwiazd, grała nijako, męcząc się do końca.

Reklama

Hiszpania więc wygrała zasłużenie, bo była drużyną od początku - w oczach wielu kibiców - drużyną najlepszą, najskuteczniejszą, najładniej grającą i najpewniejszą. Przy okazji, ubawił mnie mem łączący hiszpańskie victorie w euro i światowych czempionatach z polskim premierem. Z wyliczanki wynika, że ilekroć Donald Tusk obejmuje stanowisko premiera, tyle razy wygrywa Hiszpania. Niby absurd, ale jak mawia bohater świetnych kryminalnych powieści Leifa GW Perssona - Lars Martin Johansson: nie ma przypadków.

Tu oczywiście spory uśmiech, bo o ile portfele polskich kibiców masowo jeżdżących ostatnio do Barcelony, by na żywo oglądać popisy Lewandowskiego, wpływ na budżet hiszpańskiej drużyny, mały bo mały, ale jednak mają, o tyle istnienie polskiego premiera na byt piłkarskiej kadry podwładnych Filipa VI Hiszpańskiego już raczej nie.

Reklama

Ale swoją drogą, spójrzcie jaka ciekawostka: trzy z czterech reprezentacji tworzących najlepszą europejską czwórkę piłkarską, to monarchie i tylko jedna - Francja - monarchię pogoniła sobie dość dawno temu, swą rewolucją dając fundament pod nowożytną, nowoczesną, demokratyczną Europę.

Tusk wpływu na hiszpańską reprezentacje nie ma i mieć nie będzie, ale na budżet Mysłowic już tak. Bardzo ucieszyła mnie wtorkowa informacja, że aktualny rząd chce zmienić podział podatkowych wpływów tak, by więcej pieniędzy trafiło do samorządów. Mowa nawet o 32 mld zł rocznie więcej niż do tej pory. Jak pamiętacie zapewne, niższe wpływy do budżetów miast, to spuścizna 8 lat PiS, który - jako zwolennik centralizmu - miast dać rządzić się samorządom, wolał tę kasę zagarnąć i rozdawać duże czeki, najczęściej tam, gdzie działacze tej partii, jak w Mysłowicach, mieli swój udział w rządzeniu.

Reklama

Zwiększenie wpływów z podatków, to jedyna obecnie szansa na odbicie się Mysłowic od dna. Innych ruchów nie ma, choć słynny, szykowany od ostatniego kwartału ubiegłego roku plan oszczędnościowy jest już prawie gotowy i ma trafić do radnych jeszcze w te wakacje.

Jestem ciekaw, jeżeli do Mysłowic trafi więcej budżetowych milionów, jak zostaną one wykorzystane - czy przejedzone, wyrzucone w błoto, czy jednak przyczynią się do zmniejszenia zadłużenia miasta i postawienia na fundamenty jego rozwoju.

Może być różnie, bo ostatnimi laty głównie się w mieście konsumuje i żyje na coraz większy kredyt.

Reklama

Jak może być, niech świadczy inny mecz z Euro, tym razem z Euro 2016: Polska-Szwajcaria. Kadra Nawałki grała wtedy ładnie i skutecznie. Szwajcaria grała wtedy ładnie i coraz lepiej. Polacy odprawili Helwetów po karnych i awansowali do ćwierćfinałów. Po ośmiu latach Szwajcarzy grali jedną z ładniejszych i kombinacyjnych piłek w tym turnieju, odpadli pechowo, rzucając wcześniej na kolana obrońców tytułu Włochów. A Biało-Czerwoni? Z Euro zostały po nich jedynie wspomnienia świetnych kreacji Michała Probierza.

Krzysztof Bąk

Reklama

radny Mysłowic. Były dziennikarz Co Tydzień, Dziennika Zachodniego, TVS, TVP i Polsatu News oraz Wydarzeń.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości