A tymczasem w naszym mieście takie pozytywy albo nie są eksponowane, albo też nic z nich nie ma, bo miejskie władze nie mają wypracowanego sposobu na zachęcanie nowych mieszkańców do składania swoich zeznań podatkowych do mysłowickiej skarbówki. Ba. Nawet nie wiedzą, ile tak naprawdę jest tych nowych. I o ile ważne jest to dla finansów miasta, to dla mieszkańców, którzy muszą dzielić sąsiedztwo z nowymi przybyszami już nie.
Najczęściej kością niezgody i problemem jest ograniczenie zielonych terenów, a niemal zawsze pogorszenie się warunków telekomunikacyjnych i tzw. ścisk w zabudowie. Tłok na drogach rośnie, a władzy raczej to nie interesuje, bo to mysłowicki standard.
Pamiętacie bunt mieszkańców z nowego osiedla przy ul. Białobrzeskiej? Buntowali się, że toną w błocie i skończyło się na niczym. Dobudowanej drogi nie ma, a zrujnowana część istniejącej nadal jest zrujnowana. Temat trudności komunikacyjnych i zapchanych dróg ciągle jest jednym z ważnych argumentów społeczności, która już mieszka przy starych dawno wybudowanych drogach publicznych. A przygotowane w 2015 roku studium komunikacyjne mówiące, że mysłowickie drogi nie spełniają niezbędnych wskaźników by mogły przyjąć kolejnych podróżnych, nie mobilizuje gminnych władz do koniecznych zmian.
Tak jest przy pomyśle na budowę 140 domów na Laryszu czy planach budowy 120 domów przy ul. Ofiar Września na Morgach. Za chwilę będzie temat wąskiego gardła w komunikacji na Wesołej, gdzie chce budować szeregowce Śląsko–Dąbrowska Spółka Mieszkaniowa.
Teraz na tapecie mamy temat budowy 20 domów na osiedlu Słoneczne Wzgórze. To znane osiedle bynajmniej nie z powodu pięknej nazwy, ale raczej z budującego je dewelopera, który zasłynął w naszym mieście z powodu — oględnie mówiąc — „zmiany planów osiedlowej zabudowy”. Otóż ten deweloper zgotował kupcom wybudowanych przez siebie domów na tym osiedlu niezły pasztet. Piękne plany budowy pięknego osiedla z piękną nazwą obwieszczone w internecie skusiły wielu ludzi, którzy kupili kota w worku. Zabudowa tego osiedla ostatecznie została zagęszczona, do tego wjazd pod dom samochodem okazał się dodatkowo płatny, bo osiedlowe drogi, jak twierdzi właściciel osiedla, trzeba utrzymywać, a wszelkie pozostałe usługi zapisane w projekcie mocno zostały ograniczone, albo do dziś nie wykonane. Tu też typowym problemem jest wyjazd z osiedla na Pukowca, Ofiar Września czy dalej na Laryską.
Kilkanaście lat temu o swoje prawa zawarte w ofercie zakupowej w sądzie i prokuraturze walczyli pierwsi mieszkańcy osiedla. Bezskutecznie. Ostatecznie dochodzenia umorzono, bo… zaginęły podstawowe dokumenty. Tymczasem, kilka miesięcy temu, ten sam deweloper uznał, że na tym osiedlu jest jeszcze wolna przestrzeń i okazja do kolejnych pomysłów deweloperskich. Czy równie sprytnie ukrytych, co do ostatecznego kształtu jak te z z początków zabudowy osiedla? Być może tak. I o to dziś boją się ci, którzy mieli już do czynienia z tym deweloperem. Doświadczeni przeszłością, kilka dni temu zorganizowali spotkanie medialne i próbują ostrzec tych, którzy chcą w nowych domach zamieszkać. Oczekują też rozwagi miejskich władz przy podejmowaniu decyzji o kolejny pozwoleniu na budowę.
Przestrzegają, że złożone projekty jako załącznik do wydania decyzji mogą służyć jako przynęta dla wpłacających zaliczki na poczet upragnionego domu. Ostateczny bowiem jego wygląd, rzeczywista wielkość posesji czy rzeczywiste zagospodarowanie bezpośredniego otoczenia, mogą się mocno różnić od tej pierwotnej.
Wszak deweloper może te cudowne projekty zmienić i co najwyżej czeka go niewielkie postępowanie dodatkowe, by te zmiany w ramach „postępowania dostosowawczego” zatwierdzić w urzędzie miasta. Koszt takiego dostosowania jest niższy niż korzyści płynące z wybudowanych dodatkowych powierzchni na terenie placu zabudowy czy wyższych kondygnacji w zmienionych budynkach. A co z tymi, którzy uwierzyli w załączone projekty do wydanych pozwoleń i składane obietnice? Nic. Mogą sobie pluć w brodę, że kupili kota w worku.
Odrębną sprawą jest temat komunikacyjnych zatorów, na które miasto wydając pozwolenie, nie zwraca specjalnej uwagi. Ważne, by dostęp do drogi publicznej istniał teoretycznie. A że zakorkowanej i nieprzejezdnej? To trudno.
Bądźmy zatem bardziej roztropni, bo wpłacane zaliczki na poczet domów tzw. wolnostojących, mogą zamienić się w zaliczki na szeregowce, a osiedlowe drogi zakorkują tasiemcowe kolejki przy wyjeździe z danego osiedla i dzielnicy. Przy tym na obiecywaną infrastrukturę możecie czekać w nieskończoność
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze