Często w mediach od komentatorów różnej maści, czy od polityków lewicy, prawicy, bądź centrum można usłyszeć, że wiele w Polsce wymaga naprawy, ale że samorząd okazał się największym sukcesem transformacji. Obserwując z bliska i od szeregu kadencji mysłowicki samorząd zastanawiam się, czy te tezy mają cokolwiek wspólnego z realnym życiem.
Co najmniej od lat 90. XX wieku te same nici starych wyjadaczy oplatają mysłowicki samorząd. To dwa kręgi koteryjne. Pierwszy wywodzi się od dawnych prezydentów Zbigniewa Augustyna, czy Edwarda Lasoka nazwijmy go chadeckim, a ten drugi to grupa związana z Grzegorzem Osyrą i obecnym włodarzem Dariuszem Wójtowiczem umownie kojarzonych z lewicą. Te polityczne emblematy mniej się jednak liczą, bo w grupie chadeckiej znajdziemy i tych z PiS i tych z PO, a wokół lewicowego kręgu kręcą się i ci od lewicy, ale i wiodący działacze PiS. I tak od trzech dekad u samorządowych sterów przeplata się to samo towarzystwo i po każdych wyborach wypadają z wyborczej urny nazwiska powiązane z obiema grupami, choć szyldy polityczne bywają różne. Zmiany są więc pozorne, a Mysłowice tkwią w braku sprawczości, na dnie budżetowej dziury połatanej kredytami i obligacjami.
I tak sobie myślałem, że to raczej mysłowicka przypadłość, aż wpadli mi w ręce „Lokalsi. Nieoficjalna historia pewnego „samorządu”, książka Andrzeja Andrysiaka. Adrysiak to dziennikarz, który wyrwał się z warszawskiego zgiełku, gdzie kierował ważnymi redakcjami i przeniósł się na południe województwa łódzkiego, by spełniać się jako wydawca „Gazety Radomszczańskiej”. Obserwując elity samorządu Radomska i okolic napisał historię o mechanizmach kreujących lokalną politykę. Andrysiak na przykładzie swojej gminy i powiatu - jak w mikroskopie - odkrywa rzeczy niedostrzegalne dla zwykłego ludzkiego oka, obnaża brzydkie prawdy przykryte szlachetnymi sloganami o „dobru miasta”. Opowieść o samorządzie z województwa łódzkiego, to w rzeczywistości opowieść samorządach w ogóle, szczególnie spoza największych miast.
Oto zasady polityki samorządowej, które „Lokalsi” Adrysiaka wyciągają na światło dzienne:
jesteś tyle wart, ile stanowiska, którymi dysponujesz (a samorządy to jedni z większych pracodawców, bo mają: domy kultury, biblioteki, muzea, ośrodki pomocy społecznej, urząd miejski i stanu cywilnego, spółki miejskie, szkoły, przedszkola, szpitale),
płaci się publicznymi pieniędzmi, dając pracę dzieciom, znajomym, ciotkom, a każda władza, gdy obejmie urząd, tworzy sieć powiązań, co przekłada się na głosy w wyborach,
konkurs ma być - takie prawo, ale nazwisko znane jest wcześniej,
nie ma znaczenia kto rządzi - mechanizmy są te same,
czym się różni lewica od prawicy w samorządzie? Niczym, to są koterie skupione wokół interesów,
nowa władza pozbywa się lub przesuwa na niższe stanowiska ludzi poprzedniej ekipy, a zlecenia monopolizuje zaprzyjaźniona grupa,
pomysły opozycji nie mogą być zrealizowane bo są z opozycji,
albo jesteś graczem, albo takim radnym, co głosuje, kiedy go szturchną i każą podnieść rękę,
najważniejszymi czynnikami konfliktu stają się małość i małostkowość, bo ktoś komuś coś powiedział, albo napisał w Internecie - a nie jakieś wielkie idee.
Podobnych patologii w samorządzie znajdziemy sporo, a system tylko je wzmacnia. Brak limitu kadencji radnych, obchodzenie przepisów, lokalne media uzależnione od samorządowców, a te nieliczne nie związane z władzą, mają blokowany dostęp do informacji. Poza tym skomplikowane przepisy i układy, które zniechęcają przedsiębiorcze osoby do angażowania się w aktywność lokalną, dopełniają reszty. Tak dzieje się powszechnie, i póki nie zmieni się system, trudno będzie cokolwiek zmienić także i w naszym mieście. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.
Marcin Stroński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
W Mysłowicach to jak w PiS nic nie robić i brać kasę nie biorą przykładu z sąsiednich miast jak Katowice ,Sosnowiec czy Jaworzno
Gratuluję dobrego tekstu i odwagi w opisaniu mysłowickiego "establishmentu" choć z jednym spostrzeżeniem nie mogę się zgodzić. W tej pierwszej wymienionej koterii zamiast Edwarda L. powinien być wymieniony Tomasz P., każdy kto obserwuje mysłowicki grajdołek doskonale wie "kto kim tam kręci". Zdziwiony jestem, że przegapił Pan tą kwestię...
Dokładnie! Nie można nie doceniać pana Papaja. Od lat to on rozdaje karty i nic bez niego się nie dzieje. Za Lasoka z tylnego siedzenia sterował, a teraz z pierwszego.
A zobaczcie kto zasiada w najważniejszych spółkach miasta. Jak może 1 ludź pracować w 3 spółkach miasta i Następnej w D.G. ale chyba grunt szykuje do ucieczki. Z 2 miast już zmiatał bo grunt się spalił. To następne będzie . Tak partyjni kolesie pomagają sobie.
Mnie bawią radni co maja konta Facebook i piszą o zaginionych kotkach haha np ten panasiuk. Czy oni sa odwracaczami uwagi od ważnych spraw. Przestalem go obserwować gdy kolejny raz wrzucil zdjęcie swej brzydkie j żony. Te jej brwi mnie strasza do dzis.
W Mysłowicach to jak w PiS nic nie robić i brać kasę nie biorą przykładu z sąsiednich miast jak Katowice ,Sosnowiec czy Jaworzno
Gratuluję dobrego tekstu i odwagi w opisaniu mysłowickiego "establishmentu" choć z jednym spostrzeżeniem nie mogę się zgodzić. W tej pierwszej wymienionej koterii zamiast Edwarda L. powinien być wymieniony Tomasz P., każdy kto obserwuje mysłowicki grajdołek doskonale wie "kto kim tam kręci". Zdziwiony jestem, że przegapił Pan tą kwestię...
Dokładnie! Nie można nie doceniać pana Papaja. Od lat to on rozdaje karty i nic bez niego się nie dzieje. Za Lasoka z tylnego siedzenia sterował, a teraz z pierwszego.