Ponad 2 tys. mieszkańców Brzęczkowic odniosło spektakularne zwycięstwo, bo zostanie zachowane — bez szwanku — ich kultowe miejsce, nazywane lasem. Ten leśny zakątek został uratowany przed… sprzedażą deweloperowi, który planował wyciąć drzewa, żeby postawić mieszkalne bloki. Teren nie zostanie sprzedany dzięki złożonej przez mieszkańców uchwale w ramach Obywatelskiej Inicjatywy, która uchyliła wcześniejszą — groźną dla lasu uchwałę radnych o sprzedaży tego terenu deweloperowi. Większość głosów dla tej ratunkowej uchwały zapewniło 11 radnych Koalicji Obywatelskiej i radny Rafał Włosek, bo od głosu wstrzymali się radni prezydenckiej koalicji PiS-u i WdM-u.
Jednak mimo korzystnego rozstrzygnięcia w głosowaniu, mieszkańcy brzęczkowickiego osiedla nie mogli w pełni poczuć satysfakcji, ani się nim cieszyć. Podczas sesji nie usłyszeli bowiem od zwolenników sprzedaży lasu wyrazów uznania za konsekwencję w działaniu, za zainteresowanie mediów swoją walką o las, czy za zgromadzenie interesujących informacji o terenie, który miał zostać sprzedany, a którego zalety zasługują na jego zachowanie. Nie usłyszeli też, że ich tak liczna grupowa solidarność w ważnej dla nich sprawie, to szansa na pobudzenie aktywności mysłowiczan, która może zostać wykorzystana dla dobra miasta, a która w ostatnich latach wydaje się uśpiona. Nie usłyszeli także przeprosin, że wybrani przez nich radni nie pomyśleli, by decyzję prezydenta o sprzedaży ich lasu skonsultować z mieszkańcami dzielnicy.
W wygłoszonym przez Grzegorza Sałatę stanowisku radnych PiS i WdM usłyszeli za to, że tak naprawdę ich walka o zachowanie lasu, to polityczna sprawa z hejtem i agresją w tle, amoralnymi zachowaniami i całym złem brutalnego świata. Że wyłącznymi orędownikami ich inicjatywy byli radni Koalicji Obywatelskiej i inni uzurpatorzy dający sobie prawo do reprezentowania mieszkańców w tej sprawie. Dowiedzieli się też, że jakoby wielu mieszkańców, po uświadomieniu im sprawy przez radnych PiS i WdM, teraz wstydzi się, że wystąpili przed kamerami TVP, protestując przeciw sprzedaży lasu, a jakoby wielu popierających inicjatywę poczuło się zmanipulowanych i wycofało się z jej wsparcia.
Mimo to, radni PiS-u i WdM-u postanowili wstrzymać się od głosu. I znowu, nie zrobili tego dla tych ponad 2 tys. mieszkańców, a – jak oświadczyli – ze względu na prośbę swoich wyborców, którzy prosili o to w obawie o swoje i ich dobro, a także chęć uspokojenia emocji w dzielnicy. Na prośbę tych swoich wyborców, których – tak jak prezydenckich radnych – nie dało się zauważyć na terenie lasu podczas wielu spotkań z mediami i zbierania podpisów.
Zatem, o dziwo, prezydenccy radni, wstrzymując się od głosu, odstąpili od swoich racjonalnych pobudek sprzedaży lasu. Wcześniej głosowali za sprzedażą, bo – jak czytał Grzegorz Sałata – wiedzą, jak mądrze konstruować przemyślany i stabilny budżet gwarantujący miastu rozwój na następne lata.
Poza tym zebrani mieszkańcy podczas sesji dowiedzieli się też, że ich zaangażowanie w sprawy dzielnicy i żywe reakcje na wystąpienie Grzegorza Sałaty czy niewłaściwe decyzje podejmowane przez przewodniczącego rady miasta Mariusza Wielkopolana, to hejt i agresja.
Ostro upominani, powinni wiedzieć, że to przewodniczący wykazał się wyjątkowo „dobrą wolą” podczas prowadzenia tej części obrad i niezmierną cierpliwością wobec nich i przewodniczącego Komitetu Inicjatywy Obywatelskiej Marcina Strońskiego. A przecież Stroński domagał się tylko udzielenia głosu także innym członkom komitetu, zgodnie ze złożonym wnioskiem o uczestniczenie w sesji. Jednak bezskutecznie.
Wprowadzenie do porządku obrad uchwały mieszkańców także miało wyglądać na zasługę przewodniczącego, choć – jak przypomniał radny Antoni Zazakowny – to nie dobra wola, a ustawowy obowiązek przewodniczącego.
Myślę, że wiele osób śledzących walkę mieszkańców o las i czwartkową sesję ma podobne do mnie przemyślenia, co do zachowań prezydenckich radnych i samego przewodniczącego. Widać, że ciężko im było przyznać publicznie, że dając zgodę na sprzedaż, postąpili wbrew woli ogromnej liczbie mieszkańców osiedla i wiedzy o samym terenie. By jednak przykryć ten niewybaczalny błąd, podczas sesji posłużyli się najgorszymi argumentami i retoryką nie do przyjęcia.
Ocena sesji i zachowań osób prowadzących to jednak nie wszystko. Nie mając zgody przewodniczącego na zabranie głosu podczas sesji, pozostawiam na razie temat rzekomej napaści na jednego z radnych prezydenckiej koalicji, z całą otoczką grozy, jaką na ten temat roztaczał przewodniczący rady miasta, czym zajmę się niebawem.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze