Mysłowice mają wobec Szpitala nr 2 rachunek sumienia i… rachunek finansowy. Ten pierwszy – niepoliczalny. Ten drugi – bardzo konkretny: ponad 11 milionów złotych zadłużenia wobec jedynej miejskiej lecznicy. Jak reaguje miasto? Zamiast realnego wsparcia, proponuje spłatę – 1,6 mln złotych. To zaledwie częściowe pokrycie długu. Reszta? Cisza.
W szpitalnych korytarzach coraz bardziej czuć bezradność. Komornicy blokują konta, sprzęt operacyjny woła o wymianę, a część urządzeń do diagnostyki od dawna nie działa. To nie są luksusy – to narzędzia, bez których nie da się wykonywać zabiegów i realizować kontraktów z NFZ. A brak kontraktów oznacza brak wpływów do szpitalnej kasy. Spirala szpitalnego zadłużenia zaciska się coraz mocniej.
Potrzebne są nowe urządzenia do badań śródoperacyjnych – alarmował już podczas sierpniowej sesji Rady Miasta Mysłowice radny Sebastian Roncoszek.
– To tylko najpilniejsze potrzeby. Sam szpital szacuje, że tylko na to, brakuje mu dziś co najmniej 2 milionów złotych – dodawał radny.
Interpelacje, apele, dyskusje – na razie przyniosły szpitalowi od miasta tylko 1,6 mln zł. Tyle bowiem Wójtowicz zdecydował się przeznaczyć szpitalowi "a konto" spłaty zadłużenia. Autopoprawkę do porządku obrad wrześniowej sesji wniósł w ostatniej chwili. Radni jednogłośnie wyrazili zgodę na prezydencki wniosek. Uchwalona kwota pokrywa straty jedynie za rok 2022.
– To kropla w morzu potrzeb – komentuje radny Wiesław Tomanek.
A przecież lista zaległości jest dłuższa. Do dziś nie rozliczono strat za 2023 i 2024 rok – razem to jeszcze ponad 9 milionów złotych.
Szpital walczy nie tylko z długami, ale też z kryzysem kadrowym. Odchodzi długoletni zastępca dyrektora ds. lecznictwa Paweł Lorek. Przez wiele lat leczył i odpowiadał za jakość lecznictwa i wykonanie kontraktu z NFZ. Wyraźnie ma już dość. Komisja konkursowa uzupełniona miejskim przedstawicielem, przesądzi niebawem o obsadzie tego stanowiska. W sytuacji, gdy każda decyzja może ważyć o być albo nie być placówki, takie zmiany kadrowe budzą dodatkowy niepokój.
Paradoks polega na tym, że szpital nie jest tylko workiem bez dna. Jest projekt, który mógłby pomóc wyjść szpitalowi z kryzysu. To otwarcie w pomieszczeniach szpitala Zakładu Opieki Leczniczej, z gigantycznym zewnętrznym dofinansowaniem. Warunek? Wkład własny – 4 miliony złotych. To część kwoty, jaką miasto i tak jest już winne szpitalowi. Jeśli pieniędzy nie będzie, przepadnie nie tylko projekt, ale i szansa na wzmocnienie finansów placówki i pchnięcie jej do przodu.
Z przebiegu wrześniowej sesji Rady Miasta Mysłowice wnioski są gorzkie: zobowiązania wobec szpitala nie są dziś priorytetem władz Mysłowic. Władze mają nawet swoje usprawiedliwienie. Ustami zastępcy prezydenta Wojciecha Chmiela uczestnicy sesji usłyszeli: To winny rząd i zły system finansowania zdrowia, nie miasto. Czy aby na pewno miasto nie ma z tym nic wspólnego? Mysłowice ze zdrowotnych placówek mają tylko ten szpital. Poprzedni miejski szpital - „Jedynka” - dziś pod prywatnym zarządem radzi sobie całkiem dobrze w tym samym systemie.
Pytanie brzmi – jak długo jeszcze? Bo gdy komornicy zajmują konta, sprzęt rozsypuje się na oczach lekarzy, a pacjenci wciąż pukają do drzwi „Dwójki”, odpowiedzialność za dramatyczny finał spadnie nie na NFZ, nie na lekarzy, ale właśnie na miasto.
Mysłowice mają więc wybór. Albo znajdą środki, by ratować własną lecznicę, albo… zapiszą się w historii jako miasto, które pozwoliło swojemu szpitalowi umrzeć w ciszy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Obniżyć pensje lekarzom i pielęgniarką, które zarabiają ponad 11 tysięcy złotych.
Lekarze i pielęgniarki zarabiają tyle, na ile wycenia ich rynek pracy. Jeżeli obniżysz im pensje w mysłowickim szpitalu, to pójdą pracować gdzieś indziej, a szpital będzie trzeba zamknąć z powodu braku personelu. Ale w sumie co za różnica, z jakiego powodu ten szpital upadnie. Dla mieszkańców tego żałosnego miasta efekt będzie ten sam :P
Najlepiej niech za darmo pracują w ocenie niektórych. Żenujące, sami zarządzający miastem zarabiają świetnie robią chybione inwestycje a szpitalowi pozwalają zniknąć.
Zadluzyli szpital to trzeba sprzedać tak jak jedynkę i kto tam ma udziały śmietanka i tu też tak będzie
Obniżyć pensje lekarzom i pielęgniarką, które zarabiają ponad 11 tysięcy złotych.
Lekarze i pielęgniarki zarabiają tyle, na ile wycenia ich rynek pracy. Jeżeli obniżysz im pensje w mysłowickim szpitalu, to pójdą pracować gdzieś indziej, a szpital będzie trzeba zamknąć z powodu braku personelu. Ale w sumie co za różnica, z jakiego powodu ten szpital upadnie. Dla mieszkańców tego żałosnego miasta efekt będzie ten sam :P
Najlepiej niech za darmo pracują w ocenie niektórych. Żenujące, sami zarządzający miastem zarabiają świetnie robią chybione inwestycje a szpitalowi pozwalają zniknąć.