Najpierw należy wziąć udział w jakichś wyborach. Potem oczarować wyborców obietnicami. Zebrać największą ilość głosów i zostać np. prezydentem miasta. No tak, ale żeby tę funkcję objąć, koniecznie musisz złożyć przysięgę, której najdłuższy fragment brzmi tak: „[…] powierzony mi urząd sprawować będę tylko dla dobra publicznego i pomyślności mieszkańców miasta”. Potem ten cytowany tekst wyrzucić ze swojej głowy, no i… koniec przepisu na wkurzenie wyborców.
Od lat nie pamiętam, by tylu mieszkańców podpisywało petycje skierowane do prezydenta. Jedni żądają obniżenie opłat i podatków lokalnych – zwłaszcza podatków od nieruchomości, inni żądają od prezydenta zwiększenia puli środków na wymianę pieców. Pierwszą z nich przygotował i upublicznił Marcin Stroński, druga ogłoszona została w ramach Mysłowickiego Alarmu Smogowego. Pod obiema zebrano ponad 1000 podpisów i wywołały w Mysłowicach spory oddźwięk.
Najbardziej Wójtowiczowi doskwiera petycja nawołująca go do zajęcia się likwidacją „kopciuchów”. I trudno się dziwić. Prezydent ogłasza sobie spektakularny sukces, jak to dba o powietrze, przeznaczając na dopłaty do wymiany pieców rekordowe kwoty, a tu autorzy petycji — nie dość, że krytykują spadek poziomu wydatków na ten cel w miejskim budżecie z 3,2 w ub. roku do 1,5 mln złotych w roku bieżącym, to jeszcze przypominają, że to ostatni dzwonek na działania pomocowe. Przestarzałe piece mogą być używane tylko do końca roku. Oznacza to, że mieszkańcy będą musieli sami poradzić sobie z ich wymianą.
Petycje ujawniają rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami mieszkańców a prezydenckimi priorytetami. Sprzeczności pomiędzy mieszkańcami a prezydentem jest więcej. To nie mniej ważna sprawa karczowania drzew, o których zachowanie mieszkańcy systematycznie się upominają. Grupa mieszkańców pod egidą jednej z mieszkanek próbuje zablokować wycinkę drzew przy ul. Mickiewicza. Drzewa rzekomo trzeba usunąć, bo przeszkadzają urzędnikom w planowanym remoncie i budowie ścieżki rowerowej. Wprawdzie prezydent obiecuje, że wytnie tylko kilka z nich — najbardziej przeszkadzających i starych, ale fakt rozbieżnego spojrzenia mieszkańców i prezydenta budzi niesmak.
Petycja na rzecz obniżenia najwyższych w okolicy podatków lokalnych i opłat to też przykład wątpliwości mieszkańców, co do prezydenckich pomysłów. I nic nie pomoże wydawanie gazetek tłumaczących mieszkańcom, że przyczyną wysokich opłat komunalnych są np. zwiększone opłaty marszałkowskie czy ceny, jakich żądają dostawcy usług — tacy jak GPW czy sosnowiecka oczyszczalnia ścieków. W innych miastach też mają opłaty marszałkowskie, a ceny są niższe. To - jak już wspomniałam - także niedawna podwyżka podatku od nieruchomości, która musiała zostać przez prezydenta wycofana. Przypomnę tylko, że sprawa podatku znalazła miejsce nie tylko w petycji Marcina Strońskiego. Zdecydowany i skuteczny protest w tej sprawie złożyli przedsiębiorcy, których prezydent w sprawie podwyżki zwyczajnie zapominał zapytać o opinię.
Spore wzburzenie rodziców uczniów Szkoły Podstawowej nr 6 wywołał pomysł Wójtowicza, że połączy klasy siódme z ósmymi i w ten sposób zaoszczędzi na wydatkach edukacyjnych. Protestujących chciał „napuścić” na radnych, twierdząc, że to oni zmusili go do tego pomysłu. Podobnych protestów szykuje się więcej. Jak np. obrona kolejnych drzew przed wycinką. Tym razem na ul. Szpitalnej.
Te wszystkie przykłady mogą świadczyć o tym, że mieszkańcy mocno wkurzają się na pomysły prezydenta, który koniecznie musi sobie przypomnieć tekst składanej przez siebie prezydenckiej przysięgi. Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wyraźnie Panie nie docenia prezydenta Wójtowicza. On nie tylko przed wyborami naobiecywał a po wyborach robi co innego. Również po wyborach potrafi spotkać się z mieszkańcami, naobiecywać i zrobić dokładnie odwrotnie. Ale trzeba wyraźnie przyznać że ta strategia działa bo radnych mamy podobnych. Narzekają na prezydenta ale jakoś zawsze zagłosują kiedy trzeba jak trzeba. Przedziwny układ.
Wyraźnie Panie nie docenia prezydenta Wójtowicza. On nie tylko przed wyborami naobiecywał a po wyborach robi co innego. Również po wyborach potrafi spotkać się z mieszkańcami, naobiecywać i zrobić dokładnie odwrotnie. Ale trzeba wyraźnie przyznać że ta strategia działa bo radnych mamy podobnych. Narzekają na prezydenta ale jakoś zawsze zagłosują kiedy trzeba jak trzeba. Przedziwny układ.