Przyznacie, że ponad 22-procentowy wzrost ceny w porównaniu do 12-procentowej podwyżki opłaty za wodę i śmieci czy do deklarowanego wskaźnika inflacji, wymaga konkretnego uzasadnienia. A tego ciągle brak. Urzędnicy, odpowiedzialni za negocjacje cenowe z ZOM, nie potrafią konkretnie rozliczyć proponowanej, wyższej o 7 złotych opłaty za odbiór śmieci od osoby, jaka ma obowiązywać od lutego tego roku.
Wygląda na to, że nowa cena jest zbyt wygórowana i nie ma uzasadnienia w racjonalnych wydatkach ZOM na świadczenie tego rodzaju usług. Może dlatego, że cena jest ustalona bez procedury przetargowej. Powód? ZOM od 2018 roku odbiera odpady od mieszkańców w ramach bezprzetargowego zamówienia in-house, które zafundował nam obecny prezydent miasta. Jeśli więc radni nie usłyszą konkretów, z jakich składa się podwyżka, będzie problem z jej uchwaleniem. Wygląda na to, że w sprawie będzie pat.
Co dziwne to mysłowicki ZOM też nie jest zadowolony z takiego obrotu sprawy. Pomysł in-house zdecydowanie mu nie odpowiada. Czuje się stłamszony, co do możliwości zarobkowania i rozwoju, jakie drzemią w możliwościach managerskich zarządu spółki i w samej spółce. Wyrazy niezadowolenia padły z ust nowego prezesa ZOM Pawła Kaczmarczyka podczas wtorkowej komisji finansów. Chodzi o możliwości wykonywania przez ZOM usług komercyjnych, tzn. obsługi prywatnych firm i instytucji innych niż gmina. Zdaniem Kaczmarczyka spółka jest wystarczająco dobrze przygotowana, by zarabiać na tym rynku usług do woli, a nie może. Zamówienie in-house pozwala jej przyjmować roboty na rynku komercyjnym do wartości nie wyższej niż 9,95 procent umów z gminą. Każdy większy przychód grozi rozwiązaniem zawartej umowy.
Pomysł na formę zamówienia in-house miał być korzystny dla obu stron. Miał dać własnej spółce wygodne warunki do działania i wyważone ceny dla mieszkańców. Tymczasem to tylko teoria.
Gminne wydatki na rzecz zagospodarowania odpadów, oczyszczania miasta i utrzymania zieleni miejskiej dramatycznie rosną. W tym roku w porównaniu z poprzednim o kolejne miliony. Mimo tego, mieszkańcy kolejny raz będą musieli dołożyć do ZOM-u z własnej kieszeni, więcej niż się spodziewają. Ponadto urzędnicy zapowiadają nieśmiało, że to nie koniec podwyżek, bo ZOM jeszcze będzie chciał pokryć wzrost najniższego wynagrodzenia. Przy tym ZOM czuje się ograniczony formą in-house, a zainteresowanie radnych, dotyczące szczegółów finansowania świadczonych usług, jest dla niego kłopotliwe.
No to może warto wrócić do przetargowego wyboru wykonawcy i własnej spółce dać szansę zarabiać w wolnej, rynkowej przestrzeni. Zyski zaś z deklarowanych przez prezesa ZOM możliwości zarobkowych spółki przekazywać gminie w formie dywidend na dofinansowanie inwestycji czy na dopłaty do zagospodarowania odpadów, obniżając mieszkańcom cenę za ich odbiór. No bo może to zły system jest?
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
W Katowicach też zrobili przetarg. I co, mają mieszkańcy lżej? Chyba w portfelach.
A Ile płacą w tych Katowicach?
Poszukaj sobie. I sprawdź ile płacili przed przetargiem i wyjściem z in house.
Po co. Jeśli wiesz to po prostu podaj. No chyba że jesteś z ZOM albo urzędasów z otoczenia Wójtowicza. To rozumiem. Zawsze unikają odpowiedzi jak mają coś do ukrycia
Po co? Gdybyś był rzeczywiście zainteresowany to nie byłoby "po co". A tak wyszło to co zwykle czyli rzucić błotem i pilnować swoich dość tu oczywistych interesów.
A te chłopy co zakłócają spokój kosiarkami do trawy, to muszą to robić tak często w trakcie sezonu letniego? Nie da się wytrzymać w tym hałasie wdychając jednocześnie smród świeżo skoszonej trawy. Wszystko musi być wycięte do zera? Pamiętacie czasy gdy konwalie rosły samopas za oknem? Tych lat nie wróci nic. Teraz tylko trawa. I jeszcze ją tną na zapałkę.
Nie rozumie ludzi jest wam za drogo zmieńcie firmę przecież nie jesteście przyspawani do ZOMM jest wolny rynek wybierzcie tańsza firmę
No masz gościu pecha. Od stycznia za segregowane 31 zł a u nas chcieli 38. To u nas chcieli chyba więcej? Czy się mylę?
No masz gościu pecha - po rezygnacji z in house i przeprowadzeniu przetargu mieszkańcy zaczęli płacić drożej o 5 zł.
Moi Pan prezesunio też ma firmę o szeroookiejjj dziełalności. Czego tam nie ma wpisanego wszystko. No i tatuś tyż mo to i cza na czymś zarabiać.
To widać w Katowicach lepiej pilnowali swojej firmy odpadowej by nie żerowała na mieszkańcach niż w Mysłowicach. A może teraz miasto dostanie od swojej firmy kasę z zysków jakie ta zarobi, skoro była taka racjonalna w wydatkach. Zarobi u innych - jak my frajerów - i będzie super.
W Katowicach też zrobili przetarg. I co, mają mieszkańcy lżej? Chyba w portfelach.
A Ile płacą w tych Katowicach?
Poszukaj sobie. I sprawdź ile płacili przed przetargiem i wyjściem z in house.