Reklama

Drogo? Bo to zły system jest

29/01/2023 10:01

Temat cen za śmieci zawsze wzbudza emocje. Tak jest i tym razem. Radni próbują dowiedzieć się, jaki jest powód kolejnych, dużych podwyżek. Niestety, odpowiedzi raczej brak, bo trudno ogólnikowe wyjaśniania urzędników i prezesa ZOM uznać za wystarczające. I nic dziwnego.

Przyznacie, że ponad 22-procentowy wzrost ceny w porównaniu do 12-procentowej podwyżki opłaty za wodę i śmieci czy do deklarowanego wskaźnika inflacji, wymaga konkretnego uzasadnienia. A tego ciągle brak. Urzędnicy, odpowiedzialni za negocjacje cenowe z ZOM, nie potrafią konkretnie rozliczyć proponowanej, wyższej o 7 złotych opłaty za odbiór śmieci od osoby, jaka ma obowiązywać od lutego tego roku. 

Wygląda na to, że nowa cena jest zbyt wygórowana i nie ma uzasadnienia w racjonalnych wydatkach ZOM na świadczenie tego rodzaju usług. Może dlatego, że cena jest ustalona bez procedury przetargowej. Powód? ZOM od 2018 roku odbiera odpady od mieszkańców w ramach bezprzetargowego zamówienia in-house, które zafundował nam obecny prezydent miasta. Jeśli więc radni nie usłyszą konkretów, z jakich składa się podwyżka, będzie problem z jej uchwaleniem. Wygląda na to, że w sprawie będzie pat. 

Reklama

Co dziwne to mysłowicki ZOM też nie jest zadowolony z takiego obrotu sprawy. Pomysł in-house zdecydowanie mu nie odpowiada. Czuje się stłamszony, co do możliwości zarobkowania i rozwoju, jakie drzemią w możliwościach managerskich zarządu spółki i w samej spółce. Wyrazy niezadowolenia padły z ust nowego prezesa ZOM Pawła Kaczmarczyka podczas wtorkowej komisji finansów. Chodzi o możliwości wykonywania przez ZOM usług komercyjnych, tzn. obsługi prywatnych firm i instytucji innych niż gmina. Zdaniem Kaczmarczyka spółka jest wystarczająco dobrze przygotowana, by zarabiać na tym rynku usług do woli, a nie może. Zamówienie in-house pozwala jej przyjmować roboty na rynku komercyjnym do wartości nie wyższej niż 9,95 procent umów z gminą. Każdy większy przychód grozi rozwiązaniem zawartej umowy.

Pomysł na formę zamówienia in-house miał być korzystny dla obu stron. Miał dać własnej spółce wygodne warunki do działania i wyważone ceny dla mieszkańców. Tymczasem to tylko teoria. 

Reklama

Gminne wydatki na rzecz zagospodarowania odpadów, oczyszczania miasta i utrzymania zieleni miejskiej dramatycznie rosną. W tym roku w porównaniu z poprzednim o kolejne miliony. Mimo tego, mieszkańcy kolejny raz będą musieli dołożyć do ZOM-u z własnej kieszeni, więcej niż się spodziewają. Ponadto urzędnicy zapowiadają nieśmiało, że to nie koniec podwyżek, bo ZOM jeszcze będzie chciał pokryć wzrost najniższego wynagrodzenia. Przy tym ZOM czuje się ograniczony formą in-house, a zainteresowanie radnych, dotyczące szczegółów finansowania świadczonych usług, jest dla niego kłopotliwe. 

No to może warto wrócić do przetargowego wyboru wykonawcy i własnej spółce dać szansę zarabiać w wolnej, rynkowej przestrzeni. Zyski zaś z deklarowanych przez prezesa ZOM możliwości zarobkowych spółki przekazywać gminie w formie dywidend na dofinansowanie inwestycji czy na dopłaty do zagospodarowania odpadów, obniżając mieszkańcom cenę za ich odbiór. No bo może to zły system jest? 

Reklama

Co daję pod rozwagę.

Grażyna Haska

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Wandzia - niezalogowany 2023-01-29 11:31:10

    W Katowicach też zrobili przetarg. I co, mają mieszkańcy lżej? Chyba w portfelach.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    zainteresowany - niezalogowany 2023-01-29 12:01:49

    A Ile płacą w tych Katowicach?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Drożej - niezalogowany 2023-01-29 16:14:58

    Poszukaj sobie. I sprawdź ile płacili przed przetargiem i wyjściem z in house.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości