Po wielokroć utyskiwałem na to, że w Mysłowicach niewiele się dzieje, że większość inicjatyw umiera duszona przez niekończące się dyskusję i pozorne ruchy. Ostatnio nawet okazało się, że nasze miasto znalazło się wśród 7 najbardziej zaniedbanych na Śląsku. Co więc można zrobić, aby było choć trochę fajniej, lepiej? Może warto skorzystać z nauk japońskiej filozofii kaizen?
Ciućmoki
Nie naprawią Mysłowic chyba obecnie kierujący samorządem, bo zamiast rozwiązywać problemy, wolą skupiać się na robieniu sobie fotek w różnych przebraniach. Z jednej strony to komiczne, z drugiej pokazuje pogardę i lekceważenie mieszkańców, z trzeciej zwyczajnie smutne. Mieszkańcy kpią z tych ciućmoków, jednak warto spojrzeć w przyszłość i pomyśleć co dalej, gdy ktoś mądry zagości w magistracie.
Japońska idea
Jednym z pomysłów jak wyjść z tego trwającego szereg kadencji klinczu niemożności, może okazać się kaizen, czyli japońska filozofia biznesowa zakładająca ciągłą poprawę i doskonalenie. Chodzi o to, aby wiedzieć, że nie wszystko uda się zrobić od razu, że lepiej małymi krokami iść do przodu i udoskonalać, by zmieniać Mysłowice w lepszym kierunku.
Czasem barierą może wydawać się brak wiedzy, a przede wszystkim pusta kasa. Jednak zgodnie z zasadą – rób to co możesz, z tym co masz, tam gdzie jesteś – władze Mysłowic muszę wykorzystywać maksymalnie nasz potencjał. Nie można po prostu czekać aż ktoś coś nam da, że zjawi się św. Mikołaj z dużym workiem i dołoży środków na inwestycje, na pensje, na rozwój. Koniec końców, nawet w takim wypadku, przy złym zarządzaniu nic się nie udaje, a miasto i tak wpada w dziurę budżetową wielkości krateru.
10 zasad
O tym właśnie mówi japońska idea kaizen, że trzeba po prostu zacząć od małych kroków. Kaizen zawiera w sobie 10 cennych zasad:
Przekucie problemu w szansę – to co dziś wydaje się trudnością stwarza nowe możliwości. Choćby Rurapark. Samo wycięcie go przyczyni się do tego, że Rynek będzie o wiele piękniejszy.
Pytaj dlaczego – warto szukać odpowiedzi dlaczego aż do momentu, gdy dojdziemy do samego sedna. Może w ten sposób dowiemy się skąd bierze się śmierć kliniczna mysłowickiego rynku? Bo jest brzydko. Dlaczego jest brzydko? Bo nie ma jest szaro, brudno, buro, bo błąkają się wielbiciele trunków wyskokowych. A potem warto drążyć dalej, aż dojdziemy do samego dna. Na końcu może okazać się, że ktoś z kimś czegoś nie ustalił, nie porozmawiał, zaniedbał. I zmieniając to udaje się iść do przodu.
Bierz pomysły od wszystkich – każdy mieszkaniec czy przyjezdny może zaproponować fajne rozwiązanie, dlatego warto z ludźmi rozmawiać, a nie ich blokować, czy hejtować.
Myśl nad rozwiązaniami możliwymi do wdrożenia – nie porywać się na abstrakcyjne idee, a robić to co można już teraz. Na przykład zacząć od zamalowania szpecących graffiti.
Odrzucaj ustalony stan rzeczy – nie można z góry przyjmować, że czegoś się nie da zmienić, bo nie. Lepiej sprytnie szukać rozwiązań, o czym mówią kolejna zasady.
Wymówki, że czegoś się nie da zrobić, są zbędne – bo narzekanie nic nie daje.
Wybieraj proste rozwiązania – na wykonanie idealnych, skomplikowanych zadań można się nigdy nie doczekać.
Użyj sprytu zamiast pieniędzy – w wypadku Mysłowic chyba nie mamy innego wyjścia. Kaizen udowodnił, że to możliwa opcja.
Pomyłki koryguj na bieżąco – szybko naprawiając niedoróbki, mamy coraz lepsze rzeczy.
Ulepszanie nie ma końca – dlatego działanie nigdy się nie zatrzymuje.
Liczę, że kolejni włodarze Mysłowic o otwartych głowach zechcą skorzystać z wielowiekowej japońskiej mądrości. Wtedy Mysłowice w duchu kaizen będą coraz doskonalsze. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.
Marcin Stroński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze