Słuszne oburzenie
Po zniszczeniach w parku na Promenadzie słusznie oburzył się prezydent Dariusz Wójtowicz, mówiąc: „Nic nie denerwuje mnie tak bardzo, jak bezmyślność ludzi, którzy dla zabawy niszczą nasze wspólne dobro”. Trudno się z tym nie zgodzić.
Sytuacja powtarza się od lat, przez co Mysłowice są postrzegane jako jedno z mniej atrakcyjnych miast w regionie. Jednym z głównych problemów są działania zwaśnionych grup kibicowskich. Fani Gieksy i Ruchu rywalizują o dominację w poszczególnych dzielnicach i oznaczają teren po sobie szpecącym graffiti. Inni dewastują przestrzeń publiczną dla zabawy, popisu lub pod wpływem używek. Efekt? Smutne, zniszczone miasto.
Co robić?
W różnych miejscach na świecie skutecznie testowano metody walki z wandalizmem. Najbardziej sprawdzonym narzędziem okazała się szybka reakcja estetyczna – usuwanie graffiti i napisów w ciągu 24–48 godzin. Gdy efekt wandalizmu znika błyskawicznie, sprawcy tracą motywację.
Kolejnym rozwiązaniem jest monitoring z analizą obrazu, zwłaszcza w okolicach rzeźb, szkół, murali i przystanków. Informacja o monitoringu działa prewencyjnie – zwykła tabliczka „Obszar monitorowany” ma realny wpływ psychologiczny.
Niektóre społeczności tworzą straże sąsiedzkie lub szkolne patrole, które zgłaszają akty dewastacji. Wspierają też inicjatywy artystyczne – legalne przestrzenie do street artu pokazują różnicę między sztuką a wandalizmem.
Samorządy prowadzą kampanie społeczne, np. z fotografiami zniszczeń i hasłami: „Zrobił to ktoś, kto tu mieszka. Może mijasz go codziennie?” albo „Zamiast nowych huśtawek – naprawa rzeźby za 250 000 zł”. To działa.
W niektórych miastach przyłapani wandale są zobowiązani do naprawy szkód – odmalowania murów, odtworzenia zniszczonego mienia. Pokazuje się to publicznie. Część z nich trafia do programów resocjalizacyjnych, gdzie uczą się malowania, prac remontowych, projektowania. Zdarza się, że później zostają wolontariuszami i animatorami kultury.
Architekci coraz częściej projektują elementy przestrzeni publicznej w sposób „idioto-odporny” – ławki z zaokrąglonymi krawędziami, trudniejsze do wyrwania, czy latarnie z powierzchnią utrudniającą malowanie.
Czas przestać gadać – zacznijmy działać
Kilka lat temu zwróciłem się do zarządów klubów piłkarskich Ruchu i Gieksy, by ponad podziałami zaapelowali do swoich fanów o szacunek dla wspólnej przestrzeni. Może warto też zacząć od edukacji – pokazać młodym mysłowiczanom, ile wysiłku wymaga troska o estetykę miasta.
Zgadzam się z prezydentem Wójtowiczem – wandalizmu nie wolno tolerować. Ale same słowa nie wystarczą. Czas na konkretne działania. Zacznijmy chociażby od szybkiego zamalowania pseudo-twórczości chacharów. To przyniesie natychmiastowy efekt wizualny i zniechęci kolejnych „artystów demolki”. Naprawdę – czas skończyć gadać, a zacząć działać. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.
Marcin Stroński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Czym się różni chachar od chachala?
Problemem nie są tylko ,,chachary,, ale brak reakcji i interwencji ze strony np policji. W zeszłym tygodniu byłem świadkiem jak na Słupnej nawalony po beret jegomość szedł przy głównej drodze chwiejnym krokiem i wykrzykiwał nazwę swojego ukochanego klubu, jadący radiowóz nawet nie mrugnął mu światłami, żeby czasami go nie rozjuszyć.
Czym się różni chachar od chachala?
Problemem nie są tylko ,,chachary,, ale brak reakcji i interwencji ze strony np policji. W zeszłym tygodniu byłem świadkiem jak na Słupnej nawalony po beret jegomość szedł przy głównej drodze chwiejnym krokiem i wykrzykiwał nazwę swojego ukochanego klubu, jadący radiowóz nawet nie mrugnął mu światłami, żeby czasami go nie rozjuszyć.