2 listopada skończył się okres zbierania ofert na likwidację nielegalnego składowiska odpadów niebezpiecznych w Brzezince. Nadal jednak, pomimo pytań, nie ma informacji o tym, czy w ogóle taką firmę wyłoniono, ani ile ostatecznie miasto będzie musiało za to zapłacić. Mówi się orientacyjnie o kwocie 120 mln zł.
Konkretów nadal nie ma, bo miasto wciąż nie może zdecydować się na jednego z dwóch wykonawców, którzy zaoferowali swoje usługi. Trwa dialog konkurencyjny. W kolejce czekają jeszcze dokładne wyceny. Nie ma jeszcze także podpisanej umowy na dofinansowanie z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, która jest niezbędna do uzyskania kolejnych pieniędzy, tym razem z Wojewódzkiego Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Potem będzie trzeba poszukać pieniędzy w miejskiej kasie na pokrycie reszty wydatków. Pytanie, czy z tym ostatnim w ogóle sobie poradzimy.
W rzeczywistości więc, zamiast zmierzać ku rozwiązaniu, sprawa generuje tylko kolejne wydatki. Między innymi na zewnętrzną firmę, która zajmuje się dialogiem konkurencyjnym.
Chociaż kwoty robią wrażenie, a procedury wydają się skomplikowane, sąsiednie miasta, które także padły ofiarą tego procederu, już dawno z problemem sobie poradziły. Przykładem są chociażby Siemianowice Śląskie, pisaliśmy o tym w artykule: Powraca temat likwidacji składowiska odpadów w Brzezince.
O sprawie dużo się mówi, a 8 tysięcy ton odpadów jak stało, tak stoi. Z pojemników co rusz wyciekają niebezpieczne substancje (Nieznane substancje wyciekały poza składowisko. Interweniowała straż), a po ostatnim pożarze w Sosnowcu, gdzie płonęło inne nielegalne składowisko odpadów, niepokój mieszkańców jest jeszcze większy. W Brzezince mamy tykającą bombę, ale najwyraźniej miastu do jej rozbrojenia nieszczególnie się spieszy.
[vc_facebook]