Pracowity, silny, życzliwy ludziom. Takie opinie przeważały wśród osób wypowiadających się o Stanisławie Padlewskim, nauczycielu, dyrektorze, działaczu sportowym, radnym, a w końcu prezydencie Mysłowic. Do dziś – po 20 latach - mieszkańcom nadal trudno uwierzyć w samobójczą śmierć prezydenta po zaledwie 10 dniach urzędowania.
Tragedia rozegrała się na Wielkiej Skotnicy. To tam pod balkonami wieżowca leżało ciało 55-letniego mężczyzny. Zaledwie 10 dni od objęcia sterów miasta, w czwartkowy jesienny poranek o godzinie 5:45, w dniu sesji Rady Miasta Stanisław Padlewski miał popełnić samobójstwo. Prokuratura po pół roku umorzyła postępowanie, wykluczając udział osób trzecich w przyczynieniu się do zgonu prezydenta.
Pracownicy Urzędu Miasta twierdzili, że prezydent przeżywał niemałe stresy po objęciu odpowiedzialnej funkcji. Jednak Stanisław Padlewski choć świeży w roli włodarza, to znał mysłowicki samorząd od podszewki. Od ponad 20 lat pełnił funkcję wicedyrektora i dyrektora szkoły, od dwóch kadencji zasiadał w ławach Rady Miasta, zatem doskonale zdawał sobie sprawę z trudnej sytuacji i wyzwań jakie stoją przed Mysłowicami.
Macierzyste ugrupowanie prezydenta – Sojusz Lewicy Demokratycznej – uzyskało najwięcej, bo aż 9 głosów w 23-osobowej Radzie Miasta. Nie stanowiło to jednak większości, bo ugrupowanie jego głównego rywala Zbigniewa Augustyna zdobyło 7 mandatów, Mysłowickie Porozumienie Samorządowe Edwarda Lasoka 6, zaś 1 przypadł prawicowej Lidzie Polskich Rodzin. Zbudowanie większości dla pomysłów włodarza wśród radnych mogło nastręczać trudności, jednak czy powinno się przyczynić do tak drastycznych wydarzeń? Padlewski przecież nie był jedynym prezydentem, który nie dysponował samodzielną większością. Dość wspomnieć, że obecny prezydent ma w Radzie zaledwie 4-osobowy klub.
Atmosferę strachu w Mysłowicach wzmógł rzekomy zamach nożem na startującego w przyspieszonych wyborach na urząd prezydenta Grzegorza Osyry kilka miesięcy później. Choć Osyra ostatecznie rywalizację wygrał, to po kilku latach prawomocnym wyrokiem sąd orzekł, że całe wydarzenie sfingował. Osyra wykorzystał więc śmierć swojego kolegi partyjnego do celów politycznych, co budzi niesmak.
Na duszy miasta ciąży piętno. Nawet jeśli nikt bezpośrednio nie przyczynił się do tragicznej śmierci prezydenta, to zastanawia co pchnęło prezydenta do takiego kroku. Może brud samorządowej polityki w Mysłowicach odpycha od niej porządnych ludzi, a takim człowiekiem niewątpliwie był Padlewski. Czy mysłowicki samorząd przepracował to piętno, czy stał się uczciwszy, bardziej profesjonalny, etyczny? Czy przestano się obrzucać błotem, niszczyć, kłamać?
Może warto po 20 latach od śmierci prezydenta Stanisława Padlewskiego pomyśleć o testamencie jaki nam pozostawił. A jaki to testament? Działanie dla dobra miasta, uczciwe reguły gry, wspólne rozwiązywanie problemów, bez nienawiści, hejtu, walki, niszczenia się. Czy mysłowiccy samorządowcy coś przejęli z od byłego prezydenta, poza wykorzystywaniem jego śmierci do politycznych celów? Czy zrozumieliśmy dziedzictwo jakie pozostawił ten miłośnik sportu, wychowawca młodzieży i świetny dyrektor, a dopiero potem polityk? Chyba nie do końca. Być może musi minąć jeszcze trochę czasu, aby tak się stało, a Mysłowice z pewnością staną się lepszym miastem. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.
Marcin Stroński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze