Choć tytuł może brzmieć nieco złowieszczo, to cały artykuł nie spłynie krwistymi barwami. Piszę te słowa natchniony Transylwanią, w której obecnie przebywamy całą rodziną, zwiedzamy te tajemnicze dla nas tereny, łapiemy zachwyty. I zastanawiam się, czy ktoś z innego kraju mógłby przybyć na Śląsk – w tym do Mysłowic – i także się pozachwycać?
Legenda Transylwanii
Transylwania, choć kojarzy się głównie z wampirem Drakulą, to jednak ziemie te słyną przede wszystkim z dzikiej przyrody pełnej zieloności, a także z wielu zamków i budynków sakralnych, których widok zapiera dech w piersiach.
Wład Palownik – pierwowzór postaci Drakuli stworzonej pod koniec XIX wieku przez irlandzkiego pisarza Brama Stokera – okrutny władca Wołoszczyzny z XV wieku, niewiele ma wspólnego z wampirem. Zamiast bowiem wysysać krew swoich przeciwników, albo tych którzy go nie popierali nakazywał wbijać ich na pal. Mimo to legendę o wampirze wykorzystali miejscowi, aby rozsławić swój region i opowiedzieć o innych jego walorach. Siedmiogrodzki zamek Bran w okolicy jednego z największych miast Rumunii Braszu – powszechnie uważany za siedzibę Włada Palownika – to tylko jedna z dziesiątek tego typu budowli w Transylwanii. W rzeczywistości groźny hospodar wołoski mieszkał w zamku Poenari, a do Branu zawitał tylko na kilka dni.
Niemniej narodziła się legenda, która rozsławiła Transylwanię na cały świat. Obecnie Transylwańczycy promują swoje warowne grody w Huneodarze, Rasnov, Peles, Fagaras. Sprzedaje się tu pamiątki, organizuje turnieje rycerskie, zachęca się zwiedzających do poznawania innych historii tego bałkańskiego regionu.
A Śląskie?
Podobnie jak Stoker Transylwanię, tak Śląsk i nasze najbliższe okolice rozsławiła Małgorzata Szejnert w swoim „Czarnym ogrodzie”, a Kazimierz Kutz w „Paciorkach jednego różańca”. Aż prosi się, by pokazać światu trudny górniczy los ludzi żyjących tu od pokoleń, ale też cały koloryt Śląska, w tym Mysłowic. Gdyby wpleść w opowieść jeszcze to, jak rozwijały się Mysłowice na przełomie wieków, jak wielu emigrowało za chlebem na kontynent amerykański właśnie stąd, o czym zresztą opowiada dokument „Stacja”.
Władze samorządowe muszą jednak z jednej strony chcieć opowiedzieć o historii tego miejsca, a z drugiej zainwestować w odbudowę artefaktów tworzących tożsamość Śląska, a także Mysłowic. Widać jak wiele w ostatnich latach zrobiono na zaniedbanym wcześniej Nikoszowcu. Podobnie po latach władzy komunistycznego satrapy Ceausescu, mieszkańcy Transylwanii zadbali o renowację tutejszych zabytków, w tym zamków. Teraz przyciągają one tysiące turystów, którzy zostawiają tu worki pieniędzy.
Sięgnąć po nasz skarb
Pomyśleć jak wielką szansą jest posiadanie w naszej historii Trójkąta Trzech Cesarzy. Koniecznie trzeba jednak zainwestować w infrastrukturę, aby ten teren uczynić ciekawym dla mieszkańców oraz potencjalnych turystów zaciekawionych dziejami Śląska.
Przybyła do Mysłowic grupa znamienitych architektów, która prowadzi konsultacje z mieszkańcami o rewitalizacji i ożywieniu Trójkąta. Ważne jednak, aby cała sprawa nie rozbiła się o politykę, o kampanie wyborcze, o walkę o stołki, a potem nie umarła śmiercią naturalną, jak wielokrotnie bywało. Chodzi przecież o przyszłość Mysłowic, którą można budować w oparciu o historię, podobnie jak dzieje się to w Transylwanii. Tej szansy nie można zmarnować, trzeba tylko sięgnąć po nasz skarb i o niego zadbać. Taki jest mój mysłowicki i transylwański punkt widzenia.
Marcin Stroński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze