Reklama

Toksyczne relacje

24/01/2024 14:34

Prezydent zastawia pułapki na rząd i sam w nie wpada - takim tytułem połaskotało mnie w oczy najnowsze wydanie tygodnika „Polityka”. Tekstu o polityce w „Polityce” nie czytałem, ale stojąc w kolejce do kasy, bo kolejka była dłuższa niźli omiecenie okładek tygodników i innych czasopism, rozważyłem tę tezę i wyszło mi, że w ostatnich latach nie ma w polskiej polityce gracza częściej ogrywanego niż Andrzej Duda.

Tylko po zmianie władzy dał się ograć kilkukrotnie. Na przykład zawetowanie ustawy okołobudżetowej, by zablokować 3 mld zł dotacji dla spółek medialnych, pozwoliło rządowi na postawienie w stan likwidacji tychże. Duda zapewne nie chciał, ale pomógł. Nie chciał ale pomógł również kilka lat temu, gdy groził Kaczyńskiemu wetem, żądając dymisji Kurskiego, nie przewidział, że chwilę później zdymisjonowany Kurski wróci na Woronicza na białym koniu w nieco innej roli.

Przekonanych do talentów politycznych pana Andrzeja, nie mam zamiaru przekonywać do zmiany ich zapatrywań. Tych wiary tej (w talenty polityczne prezydenta RP) nie podzielających, przekonywać do niepodzielania nie muszę, ale podzielić się z Państwem refleksją na temat prezydenckich działań chcę!

Reklama

W 2015 roku miałem przyjemność podążać za kandydatem Andrzejem Dudą w południowo-polskiej części jego kampanii prezydenckiej. Z tygodnia na tydzień było widać, co sam kandydat przyznał dużo później, że cały czas się uczy: jego wystąpienia na wiecach były coraz lepsze, kandydat coraz lepiej wyglądał i coraz lepiej komunikował się z uczestnikami spotkań. Nawet dla osób nietworzących jego elektoratu, niewyznających wielkości Jarosława Kaczyńskiego, oczywistym było, że oto pojawia się młodsze, bardziej sprawne, inne pokolenie polityków. Mówię tu o ustawieniu mężczyzny w wieku czterdziestu kilku lat, czyli z grubsza w moim dzisiejszym wieku, na tle konserwatywnego sześćdziesięciolatka i młodszego niewiele od niego, ruszanego wujka z wąsem.

Jak bardzo te nadzieje okazały się płonne, okazało się niedługo po zaprzysiężeniu. Długopis, notariusz - to tylko niektóre obrazowe przydomki pana prezydenta. Wspominam o tym dlatego, że pierwszy raz w III Rzeczypospolitej mieliśmy prezydenta o tak nikłej pozycji politycznej, a nawet - mówię to bez strachu - osobowości. Kwaśniewski, Kaczyński, Komorowski, to wszystko byli politycy z charakterem, swoją pozycją w środowisku i głosem, z którym liczono się w czasie ich rządów. Z Dudą nie - o czym zaświadczał sam pryncypał Jarosław Kaczyński, lekceważąco się z nim witając.

Reklama

Pewną szansą dla Andrzeja Dudy miało być przejście PiS do opozycji. Ale i w roli ostatniego strażnika słusznie minionego dziedzictwa PiS prezydent nie tylko się nie sprawdził, ale i ośmieszył.

Nic tak bardzo nie kompromituje go jak ponowne ułaskawienie skazanych za przekroczenie uprawnień Wąsika i Kamińskiego. Z jednej strony ułaskawia partyjnych kumpli (zobaczcie co Mariusz Kamiński mówił, gdy Aleksander Kwaśniewski ułaskawił swojego partyjnego kumpla Sobotkę). Z drugiej strony, skompromitował się jako doktor prawa i wyznawca swoich tez, że ułaskawić mógł w każdym momencie, nawet przed prawomocnym wyrokiem sądu. Jak bardzo mógł pokazał w końcu prawowity i niezawisły sąd. No więc po kompromitacji prawniczej, przyszła kompromitacja ludzka, koleżeńska, również polityczna. Bo oto zbawca pisowskiego ludu, miast świętych apostołów pisowskiej władzy od więzienia uczynić wolnym od razu, wszczął długotrwałą procedurę ułaskawiania, choć mógł przecież zrobić dokładnie to samo, co osiem lat temu i jego kumple, których nocować chciał w pałacu przez kilka dni, by nie trafili w kazamaty, nie musieli tam w ogóle jechać. Żaden z tych planów nie wypalił. Nie wiem, czy Andrzej Duda zjadł swój język, ale nie zazdroszczę mu tego, że przez osiem lat temu mówił: ułaskawiłem dobrze, teraz musiał rzec: a jednak nie! Oczywiście tak nie rzekł, bo - by przyznać się do błędu - trzeba mieć nieco osobowości i charyzmy, ale też pewności siebie i poczucia wartości. A przede wszystkim sporo szacunku do tego, w imieniu którego i z nadania którego to wszystko - suwerena.

Reklama

To jak bardzo profesjonalne i apolityczne służby pod wodzą Kamińskiego, Wąsika, ale także wymiar sprawiedliwości pod batutą Ziobry, Wójcika, Wosia i innych Kaletów z Solidarnej Polski, widać właśnie w Mysłowicach.

W tym tygodniu "Gazeta Wyborcza" ujawniła treść protokołu z kontroli Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Mysłowicach. Agenci CBA na zlecenie prokuratorów do mysłowickiego magistratu weszli w grudniu 2021 roku - ponad dwa lata temu! Weszli bo nie podobało im się postępowanie na wywóz toksycznych odpadów z miasta. Rychło ustalili, że na kilka miesięcy przez podpisaniem umowy, prezydent Mysłowic odwiedził wybraną firmę w jej siedzibie. Z protokołu wynika, że towarzyszył mu znajomy, który o to zlecenie starał się wcześniej, że w gronie podwykonawców jest firma, której właściciel przyznaje się do wieloletniej znajomości z prezydentem. Zainteresowanych odsyłam do lektury tekstu, bo nie o nim chcę pisać.

Reklama

Tak właśnie CBA działała pod kuratelą cudownie uniewinnionych. Protokół z kontroli przez ponad dwa lata nie ujrzał świata dziennego. Dopiero teraz. Niedawno, co za przypadek, prokuratorzy dopiero niedawno postanowili na jego podstawie o rozszerzeniu śledztwa podejrzewając, że na tych opisanych działaniach miasto straciło grube miliony. Gdzie wtedy było CBA i prokuratura nie wiem, wiem natomiast, gdzie wtedy byli politycy PiS. Otóż byli w Mysłowicach. W blasku reflektorów i aury dobroczyńców Mysłowic grzał się wiceminister sprawiedliwości Wójcik i wiceminister ochrony środowiska Ozdoba - obaj Solidarna Polska. Przypadkiem, po tym stumilionowym politycznym rachu-ciachu, wiceprezydentem Mysłowic został bliski współpracownik pisowskiego wojewody śląskiego. A później wiadomo, całe Mysłowice - jak zadeklarował prezydent Mysłowic - głosowały na premiera Mateusza Morawieckiego.

Głosowały tak skutecznie, że premiera Morawieckiego już nie ma, rządu PiS już nie ma, odpady znalazły się porzucone a nie unieszkodliwione, jest śledztwo, jest protokół z kontroli, jest dziura w budżecie, niezapłacone rachunki, niespłacone kredyty, jest wiceprezydent z PiS i są kolejne wybory samorządowe na horyzoncie.

Reklama

Krzysztof Bąk

mysłowiczanin, były dziennikarz śląskich i ogólnopolskich mediów

wieloletni reporter Polsat News i śląski korespondent Wydarzeń

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama