Podatki — to bodaj najbardziej wrażliwa część naszych danin na rzecz funkcjonowania państwa, miasta czy wsi. To też jedna z najbardziej wrażliwych decyzji politycznych. Uważam, że politycznych, bo niestety ciągle o ekonomicznym czy finansowym aspekcie podatkowej materii zapominamy.
By politycznie przypodobać się wyborcom, obecny rząd obniżył np. podatek PIT, czym niestety sprawił nie lada kłopot większości samorządom w Polsce. Teraz przed podobnym dylematem stanie samorządowa władza. Rząd ogłosił bowiem już maksymalne stawki podatków lokalnych, tj. od nieruchomości i środków transportowych, na 2024 rok. Podniósł ich wysokość aż o 15 procent. To spory wzrost, bo do tej pory podatki lokalne maksymalnie wzrastały o kilka procent rok do roku. W roku ubiegłym podwyżka wyniosła 11 punktów procentowych.
I choć rząd tylko ustala maksymalną wartość stawek podatkowych, to o ich wysokości w gminie decyduje rada. By jednak nowe stawki wprowadzić od stycznia następnego roku, muszą zostać uchwalone w końcówce roku poprzedniego. To ustawowa zasada, której trzeba przestrzegać.
U nas uchwalenie tych nowych wyższych stawek będzie dla prezydenta, a i wielu radnych, niemałym problemem. Po pierwsze, podatki lokalne to dość znaczące dochody własne w naszym budżecie, bo wynoszą ponad 50 mln zł, czyli ok. 10 procent rocznego budżetu. Warto zatem o takie dochody zadbać.
I jest okazja. 15-procentowa podwyżka kusi, tym bardziej że nasze miasto ma „podwyżkowe zaległości”. W tym roku stawki podatku od nieruchomości pozostały na poziomie z roku 2022, więc by zadbać o dochody miasta, podwyżka powinna być spora.
Wyższych stawek na ten rok nie uchwalono, bo radni nie poparli zaproponowanych przez prezydenta podwyżek. Wprawdzie Wójtowicz obniżył ich pierwotny poziom w zgłoszonej autopoprawce, ale radni mimo to uznali je za zbyt wysokie. Tym sposobem w budżetowych dochodach tego roku straciliśmy ponad 2 miliony złotych. Oceniając natomiast skutek obniżenia górnych stawek podatkowych w gminnej tabeli, ubytek dochodów rośnie do ponad 5 mln złotych. To kolejny powód, by pokusić się o radykalny wzrost podatkowy, choć pamiętamy, że Dariusz Wójtowicz jako radny, zawsze był przeciwny jakimkolwiek podwyżkom podatków, opłat i różnego rodzaju danin obciążających mieszkańców.
Czy teraz zmieni radykalnie swe poglądy u progu kampanii wyborczej? To duże wyzwanie dla naszego włodarza.
No i jeszcze jedna sprawa. Dziś, pod rządami obecnej ekipy samorządy przyzwyczaiły się do rządowego wspomagania gminnych finansów. Pytanie jednak, czy w przyszłym roku można na nie liczyć? Moim zdaniem bardziej pewnym wydaje się zadbać o gminne finanse we własnym zakresie i spróbować wrócić małymi krokami do samorządowej niezależności. I choć to trudne, to jednak możliwe.
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Dziwna logika "straciliśmy" bo nie zabraliśmy mieszkańcom?? Inne gminy "tracą" i się tym chwalą. Np. Rybnik stwierdził, że jest nadwyżka w opłatach za śmieci i w ostatnim kwartale roku mieszkańcy będą płacić 8 zł za wywóz odpadów a od przyszłego roku obniży rachunki za wywóz odpadów o 1/4. Mnóstwo stracił można by powiedzieć ale oni twierdzą, że dobrze gospodarują i pracują dla mieszkańców. Każdy ma inną logikę i wizję miasta.
Dziwna logika "straciliśmy" bo nie zabraliśmy mieszkańcom?? Inne gminy "tracą" i się tym chwalą. Np. Rybnik stwierdził, że jest nadwyżka w opłatach za śmieci i w ostatnim kwartale roku mieszkańcy będą płacić 8 zł za wywóz odpadów a od przyszłego roku obniży rachunki za wywóz odpadów o 1/4. Mnóstwo stracił można by powiedzieć ale oni twierdzą, że dobrze gospodarują i pracują dla mieszkańców. Każdy ma inną logikę i wizję miasta.