Na osiedlu Słoneczne Wzgórze na Laryszu odbyła się interwencja dziennikarska z udziałem naszej redakcji, mieszkańców i radnych. Spotkanie miało jeden cel: nagłośnić protest przeciwko planowanej budowie kolejnego szeregowca. Zdaniem mieszkańców – już teraz brakuje tu podstawowej infrastruktury, a życie codzienne zamieniło się w walkę o normalność.

„Chcielibyśmy zaprotestować przeciwko budowie dalszych domów na tej działce. Dostaliśmy pismo, że pomiędzy naszymi szeregami ma powstać jeszcze jeden szereg. Raz, że jedni drugim będą zaglądać do talerza, jak będą jedli obiad. A dwa, że ta działka jest w opłakanym stanie. Nie ma tutaj odpowiedniej infrastruktury” – mówią mieszkańcy.
Deweloper chce kolejny raz rozbudować osiedle i złożył wniosek o wydanie pozwolenia na budowę kolejnych 20 domów w zabudowie szeregowej. Mieszkańcy osiedla proszą urząd miasta o interwencję i wnikliwe przeanalizowanie wniosku, a ci, którzy są stronami postępowania, złożyli już pisma, w których oprotestowują plany budowy.

Jedna z mieszkanek Słonecznego Wzgórza sprzeciwia się planowanej budowie nowych domów uzasadniając, że dalsza rozbudowa może negatywnie wpłynąć nie tylko na jakość życia mieszkańców, ale także na środowisko lokalne i infrastrukturę techniczną dzielnicy.
Główne zastrzeżenia dotyczą nadmiernego zagęszczenia zabudowy, zwiększonego ruchu samochodowego, braku odpowiednio rozwiniętej infrastruktury towarzyszącej – takiej jak drogi, parkingi, tereny rekreacyjne i zieleń publiczna, utraty terenów zielonych oraz braku konsultacji społecznych z mieszkańcami terenów sąsiadujących z planowaną inwestycją.
Już dziś 50 rodzin korzysta z jednej wąskiej drogi, kolejne 25 dojeżdża z drugiej części osiedla. „I teraz planuje się jeszcze 40 rodzin. Wszyscy mają jeździć tą samą, wąziuteńką przewiązką przez osiedle domów jednorodzinnych. To jest absurd” – wskazują mieszkańcy.
Kobieta prosi urzędników m.in., aby przeprowadzili ponowną ocenę wpływu inwestycji na środowisko i infrastrukturę, zorganizowali konsultacje społeczne z mieszkańcami osiedla przed wydaniem lub zatwierdzeniem jakichkolwiek decyzji planistycznych oraz rozważyli zmianę planu zagospodarowania przestrzennego, aby chronić charakter i jakość życia na osiedlu.
Inna mieszkanka w swoim piśmie do urzędu miasta mówi o pseudodeweloperze, który terroryzuje ich swoimi inwestycjami.

We wtorek, 19 sierpnia, z inicjatywy radnej Joanny Myszki na Słonecznym Wzgórzu odbyło się spotykanie mieszkańców osiedla z radnymi: Dorotą Konieczny-Simelą, Joanną Myszką i Antonim Zazakownym.
Radni nie tylko usłyszeli ale i zobaczyli, że wszystkie argumenty, jakie podnoszą mieszkańcy osiedla to niezaprzeczalne fakty, z którymi trudno dyskutować.
Radni, którzy pojawili się na miejscu, od lat znają problem.
„To, co się tutaj dzieje, to nie jest deweloperka, tylko patodeweloperka. Miasto wydaje pozwolenia na budowę, ale nie zapewnia infrastruktury drogowej. A deweloper wciska ludziom kolejne budynki w szczeliny między istniejącymi blokami” – komentowała jedna z radnych.
Przypomniała też, że już w 2015 roku firma Incom przygotowała studium komunikacyjne dla Mysłowic.
„Wykazano wtedy, że większość dróg na południu miasta nie spełnia norm. Najpierw powinniśmy zadbać o sieć drogową, a dopiero później wydawać pozwolenia na budowę. Tymczasem robi się odwrotnie” – podkreśliła.
Reklama
Radni usłyszeli też, że obecna zabudowa osiedla zdecydowanie odbiega od ofert dewelopera publikowanych w Internecie. Czują się oszukani i zmanipulowani. Wąskie drogi osiedlowe, na których z trudem mijają się samochody czy brak bezpiecznych chodników, którymi można by się poruszać bez obaw o potrącenie. Jest ciasno, nie ma niezbędnej przestrzeni do normalnego, spokojnego życia.
Problem komunikacyjny powraca w niemal każdym wątku.
„Nie mamy dostępu do drogi publicznej de facto, bo to jest droga dewelopera i on sobie każe płacić służebność. To jest jak w średniowieczu – płacimy za to, żeby przejechać drogą” – żalą się mieszkańcy.
Reklama
W godzinach szczytu rano i popołudniu wyjazd na ulicę Pukowca graniczy z cudem.
„Cała ta droga jest zatkana. Czasami trzeba mieć samochód terenowy, żeby dojechać inną, dziurawą ulicą Ofiar Września. A to jest przecież droga publiczna” – dodają.

Przy zakupie mieszkań deweloper kusił wizją komfortowego życia.
„W projekcie mieliśmy squash, siłownię, winiarnię. Wszystko pięknie opowiadane. Do dziś tam nic nie powstało. Czekamy od sześciu lat” – relacjonują lokatorzy.
Od lat nie potrafią doprosić się u dewelopera o odpowiednia ilość wiat śmietnikowych. Przy tak zwartej zabudowie nie ma na nie miejsca. O śmietnik musieli zadbać sami.
„Zrobiliśmy go we własnym zakresie, żeby nie wstydzić się przed sąsiadami, że śmieci wysypują się na ulicę. To, co miał zrobić deweloper, zrobiliśmy sami” – dodają.
Jednym z najbardziej bulwersujących wątków jest brak formalnego odbioru sieci wodociągowej. Mimo upływu kilku lat od zasiedlania ostatniej, wybudowanej części osiedla, wodociąg nie został przekazany miejskim wodociągom, bo nie spełnia podstawowych wymogów technicznych.
„Dalej mamy refakturowaną wodę przez dewelopera. On jest naszym dostawcą. To trwa już sześć lat” – tłumaczą lokatorzy.
Reklama
Choć cena wody jest taka sama jak w wodociągach, mieszkańcy obawiają się konsekwencji. „Jeżeli nastąpi awaria, to odpowiada za nią deweloper. I wtedy co? Odłączy nas od wody albo każe nam płacić dodatkowe koszty. To jest sytuacja absurdalna” – mówi jeden z mieszkańców.
Na co dzień dochodzi również do problemów z ciśnieniem.
„Wieczorem, kiedy kilka osób bierze prysznic, ciśnienie wody jest tak słabe, że prysznic po prostu się wyłącza” – opowiadają.

Mieszkańcy twierdzą, że ich domy nie przeszły ostatecznych odbiorów. I trudno się dziwić. Wiele budynków nie ma szyb w balkonowych barierkach, za które zapłacili przy zakupie domów. Narzekają na wadliwie zamontowaną instalację deszczową, która powoduje zalewanie garaży. Pokazują także wiele innych niedoróbek, które po sześciu latach użytkowania są coraz bardziej dokuczliwe.
Przypominają też, że za oknem zamiast obiecanego terenu z piękną zielenią mają zaniedbany, zarośnięty plac, z górą budowlanego gruzu.

Mieszkańcy od lat próbują walczyć.
„Pisaliśmy do miasta, do prezydenta. Do dziś nie mamy odpowiedzi. Najprawdopodobniej nasze pisma wylądowały w spamie” – ironizują.
Kiedyś wieszali transparenty.
„Prosili, żeby je zdjąć, bo deweloper obiecał, że poprawi sytuację. Uwierzyliśmy. Dziś wiemy, że to były puste słowa” – dodają. Teraz sprawa stała się poważniejsza. „Mamy prawnika, składamy wnioski, pisma. To nie może przejść bez echa” – mówią mieszkańcy.
Reklama
Na wysłane w ostatnim czasie pisma do urzędu miasta na razie nie ma konkretnych odpowiedzi. Uczestniczący w spotkaniu z mieszkańcami radni nie tylko wyjaśnili zebranym obowiązujące procedury, ale zobowiązali się przyjrzeć sprawie i dopilnować urzędników.
Spotkanie z radnymi zmobilizowało mieszkańców. Wszyscy mieszkający w tej części osiedla zamierzają złożyć indywidualne opinie do wniosku dewelopera o zgodę na kolejną zabudowę. Zapowiedzieli obecność na sierpniowej sesji rady miasta, aby przedstawić swoje uwagi i problem tak, by usłyszały to władze Mysłowic.
Mieszkańcy obawiają się, że to dopiero początek.
„Słyszeliśmy, że ten sam deweloper planuje wybudować jeszcze 120 domów niedaleko. Chcemy ostrzec ludzi: nie kupujcie tutaj mieszkań” – mówią otwarcie.
Już teraz ceny mieszkań na osiedlu spadają.
„To miejsce staje się nieatrakcyjne. Nawet dla nas, którzy tu mieszkamy. A co dopiero dla nowych osób” – dodają rozgoryczeni lokatorzy.
Na koniec mieszkańcy nie kryją irytacji. „Na działce przewidzianej pod zabudowę jednorodzinną ma stanąć 20 budynków. To nie jest żadna jednorodzinna, tylko wielorodzinna, i to wciśnięta w mikroskopijną przestrzeń” – tłumaczą. „To już nie jest kwestia komfortu. To jest kwestia bezpieczeństwa. Jeśli dojdzie do pożaru albo trzeba będzie wpuścić karetkę, to nikt tu nie dojedzie” – ostrzegają.
W tle pojawiają się także wątki dotyczące działalności samego dewelopera.
„Większość z nas była wzywana na policję lub do urzędu celno-skarbowego, bo deweloper brał subwencję covidową i się z niej nie rozliczył. To była sprawa na kilka milionów złotych. A my? My z tego nie zobaczyliśmy nic” – twierdzą lokatorzy.
Mieszkańcy kontra system
Sprawa osiedla w Mysłowicach to obrazek znany w całej Polsce: szybko rosnące inwestycje deweloperskie, niedostosowana infrastruktura, obietnice bez pokrycia i mieszkańcy pozostawieni sami sobie.
„Od samego początku ten projekt to dramat. A jeśli powstanie kolejny szeregowiec, to będzie jeszcze większy dramat” – mówią wprost lokatorzy.
Dziś walczą nie tylko o swoją przestrzeń do życia, ale i o precedens.
„Może to będzie przykład dla innych, że trzeba się jednoczyć i walczyć. Bo inaczej kolejne osiedla w całej Polsce będą wyglądały tak samo” – podsumowują.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
I jaworznicka gadzinówka ????
Jak się nie mylę to często na osiedlu widze firme Purus która ma dbać o porządek na osiedlu. Ale chyba im to nie wychodzi
Czyli wystarczy, że drogę poszerzą a drugą wyremontują i po sprawie. Bo odległości między szeregowcami są prawnie określone i jeśli pani sugeruje, że jej ktos w talerz będzie zaglądał to widać na to pozwala prawo. Inni też chcą mieszkać na swoim, nie tylko wy. Każdy chce mieć ładny widok z okna i kosztem tego, inni mają mieszkać pod mostem? To trzeba było kupić mieszkanie na starym osiedlu, gdzie wszystko już jest usawione na lata. Jak kupujesz mieszkanie w polu to licz się z tym, że obok postawią kolejny blok.
Dokładnie tak jak piszesz. Wystarczy 4m od okna do granicy działki na taras i "ogród" i 4 m od ściany frontowej na parking na 2 samochody. Jeśli pomiędzy to zmieści się dom to ma prawo budować, a jak jest chętny ma prawo kupić.
Oczywiście jeśli coś budować to nie obok nas, bo my chcemy mieć spokój. Wybudować sąsiadom pod nosem niech oni mają problem
Mielismy tam kupowac mieszkanie, juz doszlo nawet do rezerwacji ale wycofalismy sie z tego wlasnie przez wzglad na klauzule abuzywne w umowie deweloperskiej dotyczace uzytkowania drogi wewnetrznej. Kwestia drogi jest ujeta jako odplatna sluzebnosc ktorej wyoskosc odplaty jest uzalezniona od placy minimalnej jak wiadomo zmiennej w czasie, do tego droga podzielona na wlasnosc kilku spolek, ktore jak ktos sprawdzi to w KRS sa zwiazane z tym samym deweloperem. Kazda spolka kapital zakladowy 5k zeby przypadkiem nie wyplacac odszkodowan jak przyjdzie co do czego. Przedstawiciel dewelopera arogancki i wywolujacy presje zeby jak najszybciej sprzedawac i zadawac jak najmniej plytan. Komentarze w sieci wykupione i oceny 5.0 a w rzeczywistosci nalezy omijac szerokim lukiem.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
I jaworznicka gadzinówka ????
Jak się nie mylę to często na osiedlu widze firme Purus która ma dbać o porządek na osiedlu. Ale chyba im to nie wychodzi