Zaniedbania
Nie ma się co oszukiwać. Finanse Mysłowic chyba nigdy nie prezentowały się szczególnie kolorowo. Nie bez powodu niespełna 30 lat temu od Mysłowic uciekły Imielin i Chełm Śląski, które nieźle sobie radzą bez zarządzania z gmachu na Powstańców.
Zaniechań i błędów w historii naszego samorządu naliczyć można sporo. Zaczęło się od tego, że blisko 20 lat temu władze miasta nie doszacowały wydatków na budowę wodociągów o jakieś 100 milionów, przez co unijne dofinansowanie wystarczyło na zaledwie 30% inwestycji. Brak tych pieniędzy hamuje rozwój Mysłowic, bo wciąż nie możemy się wykaraskać z długów.
Nieudolnie szło nam pozyskiwanie środków unijnych, z których inne samorządy zmodernizowały swoje miasta przenosząc się szybkim susem w XXI wiek. A my w wielu miejscach tkwimy w przaśnych latach 90tych. To niewykorzystana okazja, którą koncertowo zmarnowaliśmy, szczególnie że z Mysłowic pochodziła minister od unijnych funduszy Elżbieta Bieńkowska.
Skutki
Kolejne lata to już pokłosie tych błędów z pierwszej dekady tego wieku, czyli stojący pod drzwiami prezydenckich gabinetów komornicy, nowe kredyty, obligacje, niedoszacowane budżety, łatanie dziur w miejskich finansach, przesuwanie wydatków, zaległości... Sytuacje pogorszyło nam jeszcze dołożenie kilkudziesięciu milionów do wywozu odpadów niebezpiecznych. Brak pieniędzy przekłada się na robione po łebkach – bo minimalnym kosztem – inwestycje, bylejakość, kiepsko wyglądające drogi i place zabaw, awaryjne wodociągi, straszący Rynek.
Stare błędy
Co z tym robimy? Wciąż to samo. Regionalna Izba Obrachunkowa stwierdziła, że władze mysłowickiego magistratu znacząco zawyżyły dochody (choćby ze sprzedaży majątku) i zaniżyły wydatki (nawet na wynagrodzenia), a także zaplanowały zbyt wysokie zadłużenie.
Miecz Damoklesa
Ten mityczny miecz Damoklesa zawieszony nad Mysłowicami za kilka lat spadnie i ścięta głowa św. Jana Chrzciciela przestanie być tylko abstrakcyjnym symbolem naszego miasta. Władze samorządowe zamiast przystąpić do całościowej reformy finansów, walczą tylko o to, by jakoś, psim swędem przetrwać kolejny rok, aby kłopoty mieli dopiero kolejni zarządzający, by umywać ręce od trudnych decyzji jak biblijny Piłat z Pontu. I tak przedłużamy agonię budżetową, dlatego mamy obligacje spłacane po kilkunastu latach, długoletnie kredyty, zaległości. Jak mawiała Madane Pompadour „po nas choćby potop”, rzeka problemów finansowych zaleje nas niechybnie, może w kolejnej kadencji, a może jeszcze w następnej.
Mysłowice potrzebują całościowej reformy, która rozwiązywałaby nasze problemy. Prezydenci Lasok i Wójtowicz obiecywali szczegółowy audyt finansowy oraz przystąpienie do naprawy w planowaniu wydatków, jednak nic z tych wyborczych zapowiedzi nie wyszło. I tak z roku na rok, byle jeszcze jakoś przetrwać, jakoś się utrzymać nad powierzchnią. Czy więc naprawa finansów miasta to tylko marzenie… ściętej głowy. Niestety tak i nic nie wskazuje, aby się coś tu zmieniło. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.
Marcin Stroński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze