Miałem sen, śniło mi się, że młodzi ludzie w Mysłowicach uczyli się dokładnie tego, co jest im niezbędne w życiu, co może ich inspirować do bycia lepszym, co pomoże im osiągać wyznaczone przez siebie cele. Niestety Mysłowice nie są oderwane od ogólnokrajowego systemu edukacji.
Gdy ćwierć wieku temu kończyłem edukację w szkole podstawowej, a ponad 20 lat temu ogólniaka, to nauka polegała głównie na zakuwaniu różnych definicji, formułek. Trzeba mieć było w sobie sporo samozaparcia, by angażować się dodatkowo w rozwój pasji, bo przecież mnóstwo czasu zabierało odrabianie zadań domowych oraz nauka do sprawdzianów, kartkówek i pytania przy tablicy. Czasami, co zamożniejsi i bardziej świadomi rodzice pomysły na samorozwój, hobby młodych osób wspomagali i wysyłali na jakieś dodatkowe zajęcia pozalekcyjne. Ale to były wyjątki od reguły.
Całą wiedzę można było te 20, 30 i więcej lat temu pozyskać jedynie z książek, najczęściej ze sztampowych, wygładzonych przez podstawę programową podręczników. Najlepiej odnajdywali się w tym systemie ludzie ułożeni w kosteczkę, jak ubrania w szafie pedantycznego miłośnika porządku. Pasjonaci, którzy chcieli czegoś więcej, czegoś ponad, czegoś bardziej życiowego, ci którzy nie mieli szczególnej pamięci, osoby z bardziej artystycznym usposobieniem mieli w szkole systemowej trudniej. Trudniej, bo pewnie ich oceny w dzienniku nie zawsze należały do najwyższych, co przecież utrudniało start w przyszłość. Trudniej także dlatego, że nie mieli gdzie szlifować swoich talentów, bo szkoła jednak dążyła do tego, by wszyscy uczniowie reprezentowali jakiś średni poziom ze… wszystkiego. Ten system oceniania, ślepe podporządkowanie cyfrze i wymogom programowym, strasznie męczył. Szkoła to była orka dla kreatywnych uczniów i pewnie nie mniejsza mordęga dla podobnie myślących nauczycieli.
I cóż? Przez ostatnie lata mnóstwo w świecie się zmieniło. Pozyskanie każdej wiedzy, zdobycie interesującej książki, obejrzenie filmu z drugiego końca świata, poznawanie innych pasjonatów – to wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Interaktywna rzeczywistość daje nieograniczone możliwości rozwijania pasji, wymiany opinii, a nawet dzielenia się swoimi zainteresowaniami.
Świat zmienił się w sposób nieodwracalny. Nie tyle trzeba znać/umieć teorię na pamięć co przede wszystkim rozumieć mechanizmy, odnajdywać się dobrze w praktyce dnia codziennego. Cóż jednak z tego, skoro nasza szkoła wciąż tych zmian nie zauważa, każe się trzymać ścieżek, które sprawdzały się 30, czy 50 lat temu, ale dziś jeszcze mocnie tłamszą młode osoby. Wtedy nie mieli oni szans, ani możliwości, które dziś byłyby na wyciągnięcie ręki, gdyby nie czas zabierany na „zakuwanie” teorii.
Spętanie coraz bardziej przeładowaną podstawą programową powoduje, że tracimy faktyczny potencjał i talenty młodych osób. Ze swej strony – jako osoba zajmująca się edukacją finansową - podkreślam przede wszystkim wagę praktycznych umiejętności niezbędnych na co dzień. Dziedzina wiedzy o finansach powinna być w Mysłowicach, jak i w całej Polsce jak najpowszechniejsza. Ważne, by mysłowicka społeczność związana z edukacją zastanowiła się w jaki sposób tak pokierować naszymi szkołami, by system ograniczał jak najmniej, by jak najmniej było w nim sztampy i jak najwięcej możliwości rozwoju talentów dla młodych ludzi. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.
Marcin Stroński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze