20 lat temu Polacy powiedzieli Unii Europejskiej „tak”. 1 maja 2004 roku, Polska, wspólnie z dziewięcioma innymi państwami Europy Centralnej, weszła do Unii. Szans w związku z tym pojawiło się mnóstwo: otwarcie granic, wspólny rynek i to, co rozbudzało największe emocje, czyli unijne fundusze. Z tej okazji telewizja „dlaCiebie” przygotowała rozmowy z przedstawicielami różnych środowisk, aby poznać różne spojrzenia na to co Polsce, a także naszemu województwu czy miastu, dało to członkostwo. Pierwszym gościem była mysłowiczanka Dorota Konieczny-Simela.
Dorota Konieczny-Simela to osoba mająca doświadczenie zarówno z poziomu radnej woj. śląskiego, wcześniej radnej miejskiej, ale także z poziomu zarządzającej bardzo dobrą placówką edukacyjną. Reprezentuje więc różnych beneficjentów tego, z czego od 20 lat można korzystać dzięki Unii Europejskiej. Poniżej przytaczamy część rozmowy.
Działając na tylu płaszczyznach proszę powiedzieć, w którym z tych obszarów najbardziej odczuwała Pani wsparcie Unii Europejskiej?
- Tak sobie myślę dziś z perspektywy , a dokładnie pamiętam 2004 rok i ten moment, kiedy my do Unii weszliśmy – byłam wtedy młodą mamą – pomyślałam sobie wtedy , że ja już nie będę musiała tworzyć takich historii pt. coś się może wydarzy, wyobraźcie sobie to, dajcie sobie szansę, zróbcie coś, bo moim dzieciom będzie to po prostu dane – mówi Dorota Konieczny-Simela. – Ja wiem, że to jest ta najbardziej banalna część historii, że są otwarte granice, że już jesteśmy w strefie Schengen, że nasze dzieci mogą wyjeżdżać do szkół, na uniwersytety, że mogą pracować (…) wreszcie legalnie. – Patrząc z tych wszystkich perspektyw, to były dla mnie naprawdę wspaniałe 20 lat. Natomiast patrzę na to przez pryzmat takich trzech mechanizmów: politycznego, ekonomicznego i szeroko pojętego społecznego. O ile polityczny wzbudza kontrowersje (…), ekonomiczna raczej nam sprzyjała zawsze, bo generalnie Polacy chętnie sięgają po te środki unijne i raczej nie widzą tutaj żadnego mankamentu, o tyle ta społeczna jest dla mnie najważniejsza – dodaje.
Mając na myśli strefę społeczną dyrektor nawiązała do prowadzonej przez siebie placówki i licznych środków, jakie udało się jej pozyskać. W jej opinii zarówno szkoła, jak i młodzież zawdzięcza tym środkom niezwykle dużo. - Trudno byłoby mnie złapać na tym, żebym powiedziała o mankamentach tych 20 lat – podsumowała swoją pierwszą część wypowiedzi. – Ale z każdej perspektywy zdarzyło się coś wartościowego.
Dorota Konieczny-Simela mówiła także szczegółowo o możliwościach odwiedzania innych krajów, jakie dzięki środkom unijnym ma młodzież i czego ich te wyjazdy uczą – także w kontekście społecznym poprzez zawieranie wieloletnich, zagranicznych przyjaźni. Ponadto o warunkach fair play uczestnictwa w unijnych projektach oraz oswajaniu młodzieży z tym, dlaczego warto w nich uczestniczyć.
– Z mojej perspektywy wychowawcy, dyrektora to budowanie świadomego społeczeństwa, które myśli o sobie, że jest częścią Europy, to jest coś, co te projekty dają – dodaje rozmówczyni.
Jako radna sejmiku województwa śląskiego, jak tu pani ocenia sytuację?
- Departament, który zajmuje się środkami unijnymi i dywersyfikacją tych środków na jednostki samorządu terytorialnego (…) raportuje radnym [sejmiku woj. śląskiego – przyp. red.], jakie działania przedsięwziął. (…) Proszę mi wierzyć, że ilekroć przeglądam te tabelki, to tak sobie myślę, jakie to jest niewiarygodne, że stale rośnie procent wykorzystania środków założonych na ten projekt i stale rośnie procent gmin, które się starają o te środki.
Dorota Konieczny-Simela wspomina też o spotkaniu z europosłem Janem Olbrychtem, który mówił o środkach z KPO, na które tak bardzo wszyscy liczymy, i o których tak wielokrotnie mówimy – I co się okazuje to KPO – którego przypominam jeszcze nie ma – będziemy musieli rozliczyć do 2026 roku. Czyli po pierwsze trzeba będzie zrobić te projekty, wykonać, a potem jeszcze je rozliczyć. Czasu jest bardzo mało. I też poukładałam sobie w głowie bardzo trudny do zaakceptowania fakt, że z tego KPO będą w stanie skorzystać (…) te gminy, które maja już przygotowane dobre projekty, już mają pewność, że mają zabezpieczone środki. (…) Ja zaczęłam podpytywać w mieście i ja się strasznie obawiam tego, że my w Mysłowicach jesteśmy niegotowi. (…) To są takie precyzyjne zasady, że tego nie da się odwlekać w czasie. (…) Wiem, że w bardzo wielu miastach przedsięwzięto już daleko posunięte przygotowania, łącznie ze specjalnie powołanymi komórkami do tego, żeby adaptować projekty, które już ewentualnie w gminie są, pod KPO. (…) Na dziś jestem przekonana, że KPO i Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, to są takie miejsca, gdzie my możemy jako Mysłowice skorzystać chociażby przy tych terenach pokopalnianych. Więc dobry projekt, dobry pomysł i wiarygodność, czyli szansa na to, że jestem partnerem, który to rozliczy, to jest coś, nad czym teraz powinniśmy się mocno zastanowić jako miasto.
Całość wywiadu dostępna tutaj:
Rozmawiała: Joanna Frysztacka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze