Reklama

W ogonie ogona

04/01/2024 07:28

Podobno odkładanie wszystkiego na ostatnią chwilę nie ma sensu. Nie do końca się z tym twierdzeniem zgadzam, choć - po prawdzie - im jestem starszy, tym koniec tej zgody jest coraz krótszy. Rzekłbym, że są rzeczy, które warto na sam koniec odłożyć, że nie ma sensu ich robić wcześniej, że lepiej późno niż wcale, ale ich odłożenie na koniec, w moim mniemaniu, nie wynika z odkładania na koniec dla samego odkładania, ale - w miarę logicznego - wyboru. Wyboru: co jest ważniejsze, co jest łatwiejsze, co da lepsze efekty. Rzeczy trudne, najtrudniejsze można robić na końcu, ale można też zrobić je z początku i w poczuciu dobrze z spełnionego obowiązku, czują wiatr na plecach, jak w żaglach pomknąć do przodu, by zająć się rzeczami przyjemniejszymi, a może i nawet odpocząć.

W studenckich czasach, każdy kolejny semestr zaczynaliśmy od zapewnień, że kolejne sesje, to lekko, leciutko, bo przez cały semestr systematycznie się ucząc przejdziemy niczym królowie studenckiego życia. Najczęściej, studenckie życie swymi królewskimi dekretami spychało naukę na dalszy, jeżeli nie ostatni plan. Wiadomo - co trzeba było zaliczyć, zaliczaliśmy. Lektury, kolokwia, projekty - co miało być, to było. Ulubione przedmioty łatwiej i szybciej, mniej pasujące - później i trudniej. Te najbardziej dotkliwe i nielubiane, wiadomo: zakuć, zaliczyć, zapić, zapomnieć.

W studenckim żywocie, wśród szelestu kart do gry i atmosferze pełnej papierosowego dymu, w podziemnej palarni Wydziału Nauk Społecznych kreśliliśmy i modyfikowaliśmy kolejne strategie. Każdy rok akademicki miał swoje sztandarowe punkty. Przynajmniej jedną imprezę w ligockich akademikach jesienią, wspólny, składkowy, nieraz trzydniowy sylwester, wczesnowiosenną imprezę u Marty w Boguciach (do tej pory, a to już ponad 20 lat minęło, przechodząc ulicą Markiefki odruchowo zerkam na górne balkony, szukając tam widm młodzieńczej egzystencji i szybszego bicia serca wyostrzającego wspomnienia), w oczywisty sposób Juwenalia. Miał - niestety (ze studenckiego punktu widzenia), każdy rok akademicki również dwa, najmniej przez nas pożądane, stałe punkty - sesje zaliczeniowe oczywiście. Sztuka przetrwania sprowadzała się do tego, by w odpowiednim momencie, gdy coroczne zaklęcia o systematyczności zawodziły, życie studenckie ograniczyć na rzecz życia egzaminacyjnego.

Reklama

Zakuć, zaliczyć, zapomnieć - pomyślałem sobie, przechodząc przez piaszczystą ulicę Powstańców w pewno ciepłe, wietrzne, grudniowe popołudnie. Usłyszałem wtedy, a było to już po historycznej sesji budżetowej, gdy para-budżet szczęśliwie został przez radnych odrzucony, że w magistracie trwają gorączkowe prace nad jego nowa wersją. Mysłowice nigdy nie miały tradycji akademickiej, krótkiej, współczesnej historii prywatnej wyższej szkoły… już nie pamiętam czego, nie liczę. Ale od razu poczułem się, jak dekady temu na Ligocie, gdzieś między drugim a trzecim piętrem Domu Studenckiego nr 3, gdzieś między kolejnym żartem, a wspólnym wyjściem do Strasznego Dworu. Wziąwszy oddech poczułem się jak, w piątek wieczorem, gdzieś pomiędzy Bankową i Pańki w Katowicach, miejscu umiłowanym ostatnimi laty przez młodzież, ze względu na miłą oku architekturę, ale to skojarzenie miało rację bytu, tylko i wyłącznie dlatego, że po Bankowej auta jeździć nie mogą ze względu na organizację ruchu, a po Powstańców w Mysłowicach od wielu, wielu miesięcy przejechać i przejść nie sposób.

W tej studenckiej atmosferze, prezydent i jego podwładni, niczym studenci rzucili się - jak słyszę  - w wir pracy, by na drugim terminie (budżet trzeba uchwalić do końca stycznia) przedstawić projekt lepszy i liczyć, że jakoś przez egzamin u radnych się prześlizgną. Nie zaglądałem do mysłowickiego budżetu (czytałem jedynie opinię Regionalnej Izby Obrachunkowej), więc nie wiem, nie powiem, czy coś tam da się zrobić lepiej. Choć może jedno - obciąć wydatki maksymalnie tak, by zrównoważyć je z wpływami. Jak znam intencje polityków, na tak radykalny, ale potrzebny krok, prezydent się nie odważy. Dlatego, myślę, że brak budżetu wychodzącego spod rąk radnych i prezydenta, byłby dla Mysłowic najlepszym rozwiązaniem. Pracownicy RIO nie walczą bowiem o przychylność i głosy wyborców, nie mieliby problemów ze zminimalizowaniem wydatków. A to pierwszy krok do uzdrowienia finansów Mysłowic i pchnięcia ich na inne niż tory, niż te klasy tramwajowych w Mysłowicach.

Reklama

W cieniu negatywnej opinii Regionalnej Izby Obrachunkowej o mysłowickim anty-budżecie. W cieniu odrzuconego budżetu, życie poza Mysłowicami toczy się w miarę spokojnie i w miarę przewidywalnie. Nie znalazłem wokół miasta, które ostatnie dni grudnia musiałoby gorączkowo poprawiać negatywnie oceniony budżet. Znalazłem za to miasta, które - podobnie jak Mysłowice - mają poprzemysłowe tereny, ale - w przeciwieństwie do Mysłowic - wiedzą co z nimi zrobić, mają na nie pomysł i - uwaga! - właśnie dostały na nie zewnętrzne pieniądze. Dąbrowa Górnicza - prawie 80 mln na rewitalizację dawnej fabryki w centrum, podobna kwota trafi do Rudy Śląskiej na rewitalizację wielkiego hutniczego pieca, Siemianowice Śląskie - 14 mln na tereny po kopalni, 5 mln - Rydułtowy na ten sam cel, dzięki ponad 30 milionom złotych, w Bytomiu powstanie „Zielony kwartał KWK Rozbark”.

To pierwsze rozdysponowanego pieniądze z ponad 2 mld zł w Funduszu Transformacji Śląska. Co łączy pierwsze dotacje? Pomysł na zagospodarowanie kłopotliwych terenów, przygotowane projekty, złożone dokumenty. To sprawy załatwiane konsekwentnie od kilku lat. Tymczasem w Mysłowicach, nie dość, że na kolanie, to jeszcze na ostatnią chwilę.  Dlatego Mysłowice są tam gdzie są – w ogonie. Albo nawet w ogonie ogona.

Reklama

Krzysztof Bąk
mysłowiczanin, były dziennikarz śląskich i ogólnopolskich mediów
wieloletni reporter Polsat News i śląski korespondent Wydarzeń

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Podatnik - niezalogowany 2024-01-04 15:45:11

    Można zaoszczędzić na etacie jednego wiceprezydenta, najlepiej tego drugiego. A tekst, jak co tydzień Panie Krzysztofie w punkt, dobrze i prawdziwie się to czyta.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Myslo - niezalogowany 2024-01-04 17:44:42

    To nie jest ogon, a miejsce położone głęboko pod ogonem. Najgorsze i najsmutniejsze jest to, że nie zanosi się na jakąkolwiek poprawę sytuacji w mieście. Nie widać na horyzoncie kogoś kto dawały choć cień nadziei na zmianę na lepsze.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Lolo - niezalogowany 2024-01-04 18:21:09

    Prawda. Niestety prawda. A z każdym dniem, tygodniem entuzjazm gaśnie. Obawiam się, że my wszyscy - Ci, którzy piszą, że w Mysłowicach drzemie potencjał, są wspaniali ludzie - dojdziemy do miejsca, kiedy to okaże się, że ten potencjał już zniknął, a ludzie, którzy są przyszłością i mogliby budować tutaj solidne, nowe fundamenty powiedzą - a spadaj Pan. Większość mieszkańców nie zdaje sobie sprawy w jak głębokim marazmie siedzimy. Przekaz jaki dochodzi do statystycznego mysłowiczanina jest taki, że no co prawda jest źle, co prawda jest znowu gdzieś, jakaś afera, znowu chcą jakiś kredyt wziąć... tylko, że ludziom to już w Mysłowicach spowszedniało. To dzień jak co dzień. Kompletnie na nikim nie robi to wrażenia. Nie zapala się tzw. ostrzegawcza lampka, że no może coś w tym mieście jest jednak na serio nie tak. Że może ten Wójtowicz to chyba faktycznie nie ogarnia i nie jest w stanie poskładać tych klocków. Jesteśmy zadłużeni na potęgę. Kredytów się zaraz przestaniemy doliczać. Obsługa długów to krocie. I jak teraz uświadomić w tej materii ludzi? Przypierdzilić 300 zł za osobę za wywóz śmieci (przy segregacji), tak, żeby statystyczna rodzina miesięcznie płaciła 900-1200 zł za śmieci? Czy to jest sposób? Czy to zwróci uwagę? No raczej nie. Głosem - tarczą - nadzieją mieszkańców powinni być radni. Oni powinni golić równo jak leci. Powinni odcinać gangreny, albo jasno i klarownie pokazywać co i jak bardzo gnije. Ten przekaz nie dochodzi do 3/4. Widzą to ludzie, którzy siedzą w necie, polityką i miastem się interesują. Czytają może gazetę (choć to już chyba powoli wymierający gatunek). Każdego dnia w mediach powinna być informacja o tym co miasto robi źle. Każdego dnia radni czy to PO czy PiS czy mniejszych ugrupować na mediach społecznościowych powinni punktować bezlitośnie to, co się dzieje teraz w mieście. Wyszczególnić każdy jeden kredyt. Napisać ile go trzeba spłacić i do kiedy. Powinny być wpisy pokazujące komu miasto ile jest winne i ile musi spłacić i ile za to mieszkańcy mogli by mieć dla swojej dzielnicy. Każda jedna. Bończyk - Park, Słupna - kąpielisko, Janów - lasek, Wesoła - przejęcie Fali. PUNKTOWANIE! Każdego dnia powinna być chociaż próba pokazania jak przerośnięty jest aparat miasta. Pokazanie obszarów gdzie natychmiast potrzebna jest kontrola, etatyzacja. Dzień w dzień. Wręcz z minutową dokładnością w zegarku tak, żeby mieszkańcy wręcz obsesyjnie czekali na informację co w mieście jest zawalone. Co ten Wójtowicz przez te lata zawalił. Oczywiście to się samo nie zrobi. To musi ktoś poskładać, ładnie obrobić i wrzucić. To jest normalna praca. Ale po coś ci radni, którym tak bardzo wszystko nie pasuje - w tej radzie siedzą i po te 3-4 tysiące zarabiają. Wybory już tuż tuż. Kampanie dopiero ruszą. W Mysłowicach powinna ruszyć już dawno. Powinno się tworzyć klimat pokazywać twarze, pomysły, nadzieje. Tymczasem my dalej nie wiemy czy wystartuje Król czy rękawice podejmie Pani Dorota. Wójtowicz zachowuje się tak, jak by kampanię prowadził cały rok. Na tej płaszczyźnie trzeba mu przyznać, że sorry - ale mrówczą robotą robi to lepiej. W każdym przedszkolu, w każdej szkole, na każdych jasełkach, na każdym bilbordzie. Do porzygu. Ale jest! I ludzie to kupują. Masa ludzi, którym się nie chce dogłębnie zastanawiać nad tymi długami itp, bo im do szczęścia potrzebna jest bombka na choince - kupi ten uśmiech! Choćby na każdym spotkaniu przekonał do siebie jedną osobę. Będzie ich wkrótce za sobą miał znowu tysiące. Mam wrażenie, że miasto/opozycja już przegrywa tę kampanię. Już teraz ją odpuszczamy! Jako człowiek, który chce zmian w tym mieście ciągle żyję nadzieją. I nie chcę, żeby w maju ta nadzieja zamieniła się w naprawdę żal, pretensje i wyrzuty. Szanowni radni. Pobudka i my mieszkańcy prosimy. Róbcie coś, ale nie debili, którzy się budzą na 2 tygodnie przed wyborami z ulotkami i plakatami. Wtedy już będzie za późno. Pani Krzysztofie przybijam piątkę za bardzo fajne felietony.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości