Reklama

Uratował swojego sąsiada

20/02/2020 08:45

Pana Franciszka spotkało szczęście w nieszczęściu. Gdy zasłabł na klatce schodowej, na pomoc ruszył mu sąsiad - strażak z mysłowickiej komendy Państwowej Straży Pożarnej. Gdyby nie błyskawiczna pomoc, starszy mężczyzna mógłby nie przeżyć.

Był koniec stycznia. Piątkowy poranek. Jarogniew Krupiński spał w swoim mieszkaniu po nocnym dyżurze w pogotowiu ratunkowym, bo oprócz tego, że jest strażakiem, jest również ratownikiem medycznym w pogotowiu ratunkowym. Nagle do drzwi zaczęły dobijać się koleżanki jego córki, czekające na dziewczynkę przed blokiem. Krzyczały, że na klatce schodowej przewrócił się mężczyzna.

Pan Jarogniew wybiegł z mieszkania i zobaczył leżącego nieprzytomnego sąsiada z rozciętą głową. Potem okazało się, że mężczyzna szedł do ogródka i na korytarzu nagle zasłabł i przewrócił się. Kiedy starszy pan się ocknął, strażak zabrał go do swojego mieszkania, żeby zrobić opatrunek i wezwać pogotowie.

Reklama

- Poszedłem do kuchni po apteczkę, żona została z nim w pokoju, nagle zaczęła wołać „Gniewko szybko, szybko!” - opowiada Jarogniew Krupiński. Mężczyzna znów stracił przytomność. - Położyłem go na ziemię, patrzę – gasping, tak zwane rybie oddechy. Nieprzytomny, zatrzymał się. Sprawdzam tętno na szyjnej – nie ma, na pachwinowej – nie ma. Rozebrałem go szybko i zacząłem uciskać klatkę piersiową – relacjonuje pan Jarogniew.

Mężczyzna wezwał karetkę pogotowia, gdy rozmawiał z dyspozytorem, reanimację prowadziła jego żona. Po około 10 minutach przyjechali ratownicy medyczni i dalej reanimowali pana Franciszka. Musieli użyć defibrylatora. - Pracowaliśmy tak jakbyśmy byli w zespole trzyosobowym. Każdy wiedział co ma robić, ja przygotowywałem worek ambu, Jola robiła wkłucie, Tomek podłączał elektrody. Wyrównał się, zaczął otwierać oczy, próbować mówić do nas, złapaliśmy kontakt – relacjonuje Jarogniew Krupiński.

Reklama

Gdy starszy pan wrócił do życia, ratownicy wezwali drugą karetkę z lekarzem, która zawiozła go do szpitala w Ochojcu. Później okazało się, że w nocy pan Franciszek przeszedł zawał serca. Gdy rano wyszedł z domu, serce się zatrzymało i upadł przed drzwiami. Na szczęście pomoc nadeszła błyskawicznie.

Pan Franciszek po półtoratygodniowym pobycie w szpitalu wrócił już do domu i pod opieką żony i córki dochodzi do siebie. Małżonkowie mówią o szczęściu w nieszczęściu i są wdzięczni za uratowanie życia. - Jakbym był poszedł do tego ogródka co by było? Leżałbym nie wiadomo dokąd. Tyle tylko wiem, że rąbnąłem mocno o schody. I już było po ptokach – mówi uratowany sąsiad.

Reklama

Jarogniew Krupiński jako strażak i ratownik medyczny na co dzień ratuje ludzkie życie, ale poza pracą taka sytuacja przydarzyła mu się pierwszy raz. Do tej pory opowiada o tym z dużymi emocjami. - Nikomu nie życzę tego co w pierwszych sekundach przeżyłem z żoną. W czasie pracy na karetce zdarzały się takie sytuacje, że przy nas człowiek się zatrzymuje, ale w pracy mam całe zaplecze. Mam zestaw leków, sprzętu do udrażniania dróg oddechowych, defibrylator – tłumaczy.

Po tym zdarzeniu strażak chce zainteresować prezydenta miasta i radnych problemem dostępu do defibrylatorów. - Można by było umieścić na osiedlach defibrylatory AED, są wszelakie programy, z których można skorzystać. W takim momencie nawet takie dziewczynki, gdyby wiedziały, że dwa bloki obok jest defibrylator, mogłyby pobiec po niego, podłączyć, defibrylator wszystko mówi co trzeba robić – krok po kroku. I mogłyby uratować człowieka. Gdybym miał na miejscu taki defibrylator AED, użyłbym go natychmiast. Natychmiast bym wiedział co się dzieje z sercem, bo defibrylator sam rozpoznaje czy jest rytm do defibrylacji czy nie. To jest naprawdę wspaniałe, mądre i bezpieczne urządzenie – tłumaczy Jarogniew Krupiński.

Reklama

Jarogniew Krupiński, oprócz tego, że jest strażakiem i ratownikiem medycznym, jest także częstym gościem na pokazach i prelekcjach dla dzieci i młodzieży, gdzie uczy najmłodszych udzielania pierwszej pomocy. Jest również żywym dowodem na to, że taka wiedza i umiejętności mogą uratować życie drugiego człowieka. Pomagajmy innym i nie zapominajmy, że kiedyś my sami możemy potrzebować takiej pomocy, a znieczulica może prowadzić do tragedii.

- Jak widzisz leżącego człowieka - podejdź, zapytaj, krzyknij do niego, może potrzebuje pomocy. Nawet jak jest pijany, bo pijany też może potrzebować pomocy - może być nieprzytomny, może zachłysnąć się własnymi wymiocinami, albo się udusić, bo zapadnie mu się język. Każdy człowiek zasługuje na pomoc – mówi Jarogniew Krupiński.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości