Im więcej mają racji, tym większy hejt ich spotyka. To od lat przyjęta retoryka prezydenckiego obozu władzy wobec politycznych — i nie tylko — przeciwników, którzy mają odwagę prezentować swoje racje. Racje niestety inne niż prezydenckie, często przepowiadające problemy, zwracające uwagę na zaniedbania w prezydenckich działaniach, a w konsekwencji nadmierne zadłużanie miasta.
Tyle tylko, że od pewnego czasu hejt wyraźnie przybiera na sile, a stosowana narracja mająca zdeprecjonować przeciwników coraz bardziej przekracza jakiekolwiek dopuszczalne normy.
Przykładem niewybrednego hejtu, jaki mnie ostatnio do reszty zbulwersował, jest filmik opublikowany na Facebooku myslowice.net. Na radnego mysłowickiej rady miasta Krzysztofa Bąka wylewane jest tyle nienawiści i plugawych ocen, że w najśmielszych wyobrażeniach nie dałoby się tego wymyślić.
Kilkanaście dni wcześniej bohaterem podobnego filmiku, na tym samym Facebooku, został radny Dariusz Wendreński. Wrzucone do filmiku słowa, wyrwane z kontekstu wypowiedzi radnego, którymi negatywnie ocenił uchwalony budżet, mają świadczyć o jego niekonsekwencji w myśleniu i oczekiwaniach co do planowanego na ten rok budżetu.
Tym razem mniej uwagi prezydenccy zwolennicy poświęcili radnej Dorocie Konieczny-Simeli. Podczas ostatniej sesji była widać mniej rygorystyczna w swoich ocenach niż jej koledzy. Tym razem oni bardziej trafiali w sedno i pewnie za rok będą mogli powiedzieć: „A nie mówiliśmy?”.
I niech tylko nikt mi nie mówi, że to wyłącznie prezydenccy zwolennicy na własną rękę przesadzają w tych ocenach, prześcigając się deklasującymi radnych opozycji filmikami czy rolkami, a prezydent nie ma z tym nic wspólnego. Niestety ma i to całkiem sporo. Są i tacy, którzy twierdzą, że sam korzysta ze swojej umiejętności przygotowywania podobnych w formule tekstów, które zasilają łamy mysłowickiego netu. Wszak odsądzanie od czci i wiary tych, którzy nie podzielają jego pomysłu na sprawowanie władzy czy nie dołączają się do oczekiwanych przez niego hymnów pochwalnych, to norma.
Wystarczy posłuchać jakiejkolwiek sesji, kiedy to mysłowicki prezydent odnosi się do zadawanych przez radnych opozycji pytań, czy stwierdzeń. Tylu epitetów pod ich adresem, oskarżeń, nie przebierających w słowach, o tym, jak to oni upominając się o inne działania, szkodzą miastu, nie da się gdzie indziej usłyszeć.
I można by powiedzieć, powinniśmy się już do tego przyzwyczaić. Uznać, że ktoś musi być mądrzejszy i odpuścić. Można by też takie zachowanie skwitować tym, że głupi zarechocze, a mądry i tak będzie wiedział swoje. Tylko, czy aby na pewno nie powinno się stawiać granicy dla niedopuszczalnych zachowań w zwłaszcza w przestrzeni publicznej? Wszak to prezydenckie zaplecze internetowe, to ludzie reprezentujący nasze miasto.
Czy aby na pewno powinniśmy udawać, że tego nie widzimy, że to nie nasza sprawa? Albo twierdząc, że nie warto zniżać się do tak żenującego poziomu zachowań?
Nie wiem jak wy, ale ja myślę, że nie powinno. Że trzeba wreszcie jasno i zdecydowanie zareagować. Znacie takie powiedzenie „Dasz palec, wezmą rękę”. Czy nie z takim działaniem mamy do czynienia? Dla mnie mój palec i moja ręka jest zbyt cenna, by darować ją ludziom, którzy nie tylko nie mają wiedzy czy chęci do rzetelnej pracy, ale i elementarnej kultury bycia i nie wiedzą co to szacunek do innego człowieka.
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze