Pracownicy MZOPO, jednostki zajmującej się obsługą księgowo-płacową oświaty - są w jeszcze gorszej sytuacji aniżeli pracownicy administracji oświaty. Do dziś nie mają decyzji wiceprezydenta Mateusza Targosia o przysługującej im kwocie na podwyżki. Dyrektor MZOPO oczekuje przyznania jej w wysokości 16,6 procent dotychczasowych wypłat wynagrodzeń, na które nie zgadza się Targoś. Proponuje – jak w placówkach szkolnych, dla pracowników administracji oświaty – 480 zł od stycznia i 110 – od lipca.
Tu negocjacje toczą się bez udziału prezesa OPZZ, Marka Fabrycznego i nadal nie znajdują konsensusu. 16,6 procent podwyżki to zapewnienie 41 pracownikom tej placówki ustalonej przez rząd podwyżki, przy gwarancji zachowania dotychczasowej struktury wynagrodzeń i zabezpieczenie w budżecie środków na wynagrodzenia w tej grupie, zgodnie z poleceniem prezydenta Dariusza Wójtowicza.
- Mimo braku decyzji ze strony wiceprezydenta Mateusza Targosia, pracownicy, których wynagrodzenia są niższe niż uchwalone przez rząd od 1 stycznia, otrzymują dodatki wyrównawcze, które przy wprowadzeniu podwyżek zostaną rozliczone. Poszkodowanymi są natomiast pracownicy, których wynagrodzenie jest wyższe niż obowiązująca najniższa pensja. Ci czekają na stosowne aneksy do umów – wyjaśnia dyrektor MZOP, Barbara Adler.
GH
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze