Inaczej Sejm zapomniałby o Mysłowicach, bo prezydent Mysłowic dwoił się i troił, żeby promować „spadochroniarzy”. Naszemu rodakowi zaś, jeśli oficjalnie nawet nie sypał piachu w oczy, to robił wszystko, aby w tej kampanii mieszkańcy zapomnieli o jego istnieniu.
Wysiłki prezydenta były jednak daremne niczym pocałunek Almanzora, zwany w szerszym kręgu „pocałunkiem śmierci”. Wydaje się to trafne określenie, bo przecież promowani przez niego kandydaci uzyskali w Mysłowicach kolejno: Michał Wójcik zaledwie 798 głosów, choć rozdawał grube czeki dla mysłowickiej OSP, Ewa Kołodziej 785 głosów, która asystowała mu w oficjalnych uroczystościach w okresie kampanii wyborczej czy Zbigniew Augustyn 727 głosów z opcji PiS. Te wysiłki naszego prezydenta w porównaniu z 5321 głosami oddanymi na Wojciecha Króla wypadają żenująco.
Najważniejsze jest to, że Wojciech Król własnym sumptem – bez pomocy aparatu mysłowickiej władzy – zapracował na swój sukces. Nie stało się to jednak bez udziału mieszkańców, którzy mając do niego zaufanie, chętnie oddawali swoje ściany domów i płoty na wywieszenie jego banerów. I nie tylko swe płoty oddali, ale także – jak widać po wynikach wyborów – swoje głosy. Brawo Wy! – brawo mieszkańcy! Wszak poseł Wojciech Król nie tylko poprawił swój wynik z poprzednich wyborów. Po raz drugi swoim wynikiem przeskoczył kandydata z wyższej pozycji na liście wyborczej, co kolejny raz zapewniło mu poselski mandat.
Pozostali mysłowiczanie wszyscy razem uzyskali w Mysłowicach zaledwie 37,5 proc. głosów zdobytych przez jednego kandydata z Mysłowic – Wojciecha Króla. Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze