Pellet opałowy staje się towarem deficytowym. W wielu marketach budowlanych nie ma go wcale, a tam, gdzie pojawiają się dostawy, sprzedaż ograniczana jest do kilku worków na osobę. Ceny rosną lawinowo, a tysiące właścicieli domów obawia się, czy przetrwa sezon grzewczy.
W składach opału ustawiają się kolejki, a telefony dzwonią bez przerwy. Klienci pytają głównie o jedno: czy pellet jest dostępny. Cena przestaje być kluczowa — problemem staje się sam brak towaru.
W wielu marketach budowlanych pellet całkowicie zniknął z półek. Jeśli pojawiają się pojedyncze partie, obowiązują limity sprzedaży. Sprzedawcy przyznają wprost: dostawy są nieregularne, a zapotrzebowanie ogromne.
Jeszcze jesienią tona pelletu kosztowała około 1,3–1,6 tys. zł. Dziś standardem są ceny przekraczające 2 tys. zł za tonę. W niektórych punktach stawki sięgają 2,5–3 tys. zł, a w ofertach internetowych można znaleźć nawet 4 tys. zł za tonę. Dla wielu gospodarstw domowych oznacza to kilkukrotny wzrost kosztów ogrzewania.
Źródłem kryzysu nie jest wyłącznie rosnący popyt czy sezonowe podwyżki. Kluczowy problem leży w ograniczonej dostępności surowca do produkcji.
Pellet powstaje głównie z trocin – produktu ubocznego przemysłu drzewnego. W ostatnim roku ich podaż znacząco spadła. Produkcja mebli i wyrobów drewnianych zmniejszyła się, a dodatkowo wprowadzono ograniczenia w wycince drewna.
Efekt? Trociny podrożały nawet o 100 proc., a wiele zakładów pelletowych pracuje z ograniczoną wydajnością.
Część tartaków wykorzystuje odpady drzewne na własne potrzeby – do ogrzewania oraz suszenia drewna – zamiast sprzedawać je producentom pelletu. Do tego dochodzi mniejszy import z Ukrainy oraz większe zużycie paliwa podczas mroźnej zimy. Zapasy wyczerpały się szybciej, niż prognozowano.
W praktyce oznacza to, że nawet firmy produkujące pellet „na pełnych obrotach” nie są w stanie zaspokoić rosnącego popytu.
Najbardziej dotknięci sytuacją są właściciele kotłów na biomasę. W okresie silnych mrozów dzienne zużycie pelletu może wynosić 3–4 worki. Przy obecnych cenach oznacza to wydatek rzędu 120–150 zł dziennie, czyli nawet kilka tysięcy złotych miesięcznie.
Dla wielu rodzin, które zdecydowały się na ogrzewanie pelletem w ramach programu „Czyste Powietrze”, miał to być wybór ekonomiczny i ekologiczny. Dziś pojawia się realne ryzyko braku paliwa w środku sezonu grzewczego.
Do Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów trafiają sygnały dotyczące wysokich cen pelletu. Na ten moment urząd nie stwierdził zmowy cenowej, wskazując, że podwyżki mogą wynikać z czynników rynkowych – ograniczonej podaży oraz zwiększonego popytu.
Sytuację analizuje również rząd. Ministerstwo zapowiada monitoring rynku, a w przypadku wykrycia nieprawidłowości lub sztucznego ograniczania podaży możliwa jest interwencja państwa, także z udziałem Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych.
Na razie są to jednak zapowiedzi. Pelletu w składach opału od tego nie przybywa.
Sprzedawcy nie mają optymistycznych prognoz. Dostawy pozostają nieregularne, a popyt utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Wiele wskazuje na to, że problemy z dostępnością pelletu mogą potrwać do końca sezonu grzewczego.
Eksperci przypominają, że tradycyjnie najtańsze zakupy opału robi się wiosną i latem. W tym roku jednak nawet sezonowe obniżki mogą nie być tak wyraźne, jeśli produkcja surowca nie wróci do normy.
Dla tysięcy właścicieli domów najważniejsze pytanie brzmi dziś nie „za ile?”, lecz „czy w ogóle jest?”. I coraz częściej odpowiedź brzmi: nie ma.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To może być ten moment, kiedy wreszcie opłaci się produkować analogiczne paliwo z innych rodzajów biomasy, na przykład pochodzącej z roślin inwazyjnych.
Kto by się spodziewał,że zimą będzie zimno i mroźno no ja zostałem zaskoczony normalnie w styczniu biegamy w krótkich spodenkach.
To może być ten moment, kiedy wreszcie opłaci się produkować analogiczne paliwo z innych rodzajów biomasy, na przykład pochodzącej z roślin inwazyjnych.
Kto by się spodziewał,że zimą będzie zimno i mroźno no ja zostałem zaskoczony normalnie w styczniu biegamy w krótkich spodenkach.